Blog
Mandragon - Podróż na Wschód
mandragon
0 obserwujących 9 notek 4351 odsłon
mandragon, 10 grudnia 2011 r.

Ba-Lan czyli Polska - wywiad z Ton Van Anh

Wywiad z Ton Van Anh — wietnamską opozycjonistką, działaczką na rzecz praw człowieka, od 18 lat mieszkającą w Polsce.wiet wieamskiej opozycjonistce i działaczce na rzecz praw człowieka.

namskiej opozycjonistce i działaczce na rzecz praw człowieka.

Sergiusz Kazimierczuk: W jaki sposób znalazła się Pani w Polsce?

Ton Van Anh: To nie była moja decyzja. Decyzję podjęli rodzice, którzy chcieli, aby ich dzieci mogły żyć w miarę normalnie, w społeczeństwie, gdzie jest większa swoboda, większe poczucie bezpieczeństwa, możliwość rozwoju.  A Polska zawsze cieszyła się w Wietnamie bardzo dużą legendą. W latach 80. , kiedy nastąpiła fala aresztowań z wysokimi wyrokami dla opozycji, słyszało się wiele o strajkach w Polsce, powstaniu Solidarności. My żyliśmy tą legendą. Pamiętam, że jak miałam sześć lat i ludzie mówili Ba-Lan czyli Polska, to towarzyszyły temu bardzo pozytywne emocje i o dziwo, podczas zabawy z innymi dziećmi zorientowałam się, że i im ta nazwa kojarzy się wyjątkowo dobrze. Wietnamscy studenci i naukowcy, którzy wracali z Polski, przywozili ze sobą bardzo pozytywny obraz tego kraju. Nie bez znaczenia było także to, że Polak był papieżem. A Wietnam to drugi pod względem liczby katolików kraj w Azji. Polska była prawdziwą bajką.

Czy łatwo było wówczas wyjechać z Wietnamu?

Łatwiej niż teraz. Polska umożliwiała legalny przyjazd. Paszport uzyskiwało się za ciężką łapówkę. Dzisiaj Wietnamczycy nie mają już możliwości legalnego przyjazdu. Wietnamczycy są wypychani do szarej strefy, przekraczają granicę nielegalnie. Niektórym udało się zalegalizować swój pobyt, ale jest to mniejszość. Polska nie uznaje Wietnamczyków za uchodźców politycznych – w ciągu dziesięciu lat taki status uzyskały tylko trzy osoby na tysiąc wniosków.

Polska była dla Pani bajką. Jak wyglądało zderzenie z rzeczywistością po przyjeździe?

Jestem w Polsce już 18 lat, a Polacy wciąż mnie zaskakują w pozytywny sposób. W ciągu tych 18 lat nikt mnie nie pobił na ulicy, nie spotkała mnie żadna przykrość. Nie jest to typowe dla Europy. Ludzie są otwarci na inność, a przede wszystkim bardzo ciekawi. Polacy są wrażliwi na krzywdę innych narodów, zwłaszcza tych, które przechodzą przez wojny, komunizm. Jest to bardzo unikalne. Nigdzie indziej Wietnamczycy nie znajdują takiego zrozumienia i poczucia wspólnoty jak tu. Miałam możliwość wyjazdu i zamieszkania w Londynie, ale zupełnie mnie tam nie ciągnęło.

Na przykład Wietnamczycy z Czech bardzo chętnie przeprowadzają się do Polski. 

To Polska wychowała mnie na opozycjonistkę. Będąc Wietnamką w Polsce mam poczucie, że powinnam i mam możliwość działania dla dobra Wietnamczyków, również z korzyścią dla Polski. Bardzo bym chciała, żeby wspólne życie przyniosło trwałą korzyść dla obu społeczności.

Z jednej strony problemy z legalizacją pobytu, z drugiej przyjazna postawa zwykłych ludzi?

To zupełnie dwa różne światy, odległe od siebie. Polityka imigracyjna w Polsce nie istnieje, nie dostrzega się tego problemu, nie odczuwa potrzeb społecznych. Polska powinna w świadomy sposób prowadzić politykę imigracyjną. Otwierać się na ludzi, którzy kulturowo są bardziej zdolni do integracji, którzy nie będą zaprzeczeniem dla polskich wartości.

Wietnamczycy są postrzegani jako bardzo zamknięta społeczność. Z jednej strony rzeczywiście istnieje ciekawość, z drugiej — niewiele o Was wiemy.

To prosty mechanizm. Chodzi o deportacje. Każdy nielegalny emigrant może być deportowany do kraju pochodzenia. A większość Wietnamczyków dostała się do Polski nielegalnie. Osoba spacerująca po parku może być w każdej chwili aresztowana, jeśli nie przedstawi dokumentu o swoim legalnym pobycie. Władze zwracają się do ambasady wietnamskiej z prośbą o identyfikację.

 Jeśli jest to osoba w miarę „grzeczna”, która nie sprawia kłopotu — ambasada zwykle nie przyznaje się do niej. Natomiast osoby, które przejawiają niezależność wobec ambasady, bardzo szybko są identyfikowane i deportowane. Nie są wolni nawet ci, którzy mają prawo czasowego pobytu, bo także o ich losie w znacznym stopniu decyduje ambasada, a ta prowadzi politykę zdecydowanej niechęci do procesu asymilacji Wietnamczyków. Dochodzi do tego, że na przykład samo tylko uczestnictwo w polskich instytucjach jest traktowane jak akt wrogi wobec socjalizmu.

Wietnamczycy żyją w ciągłym strachu, nie dziwię się, że rzadko wychodzą z domu, bo to może oznaczać deportację z Polski.

Wyciągnąć z tego zamknięcia może ich jedynie Polska, nie można liczyć na to, że ambasada zgodzi się, żeby tracić nad nimi kontrolę.

Zauważyłam, że stosunki Wietnamczyków z sąsiadami, szkołami, szpitalami są bardzo dobre i otrzymują tam serdeczną pomoc. Cudzoziemcy w Polsce najbardziej prześladowani są w urzędach do spraw cudzoziemców, gdzie po zachowaniu urzędników można odczytać, że są bardzo niemile widziani w Polsce. Polska nie ma wizji polityki wobec imigrantów. To powinno się zmienić.  

Opublikowano: 10.12.2011 10:50.
Autor: mandragon
Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie
NEWSY - TOP 5

Ostatnie notki

Ostatnie komentarze

  • @Trammer - blogerska tłuszcza Proponuję zadać pytanie na stronie Mandragona:...
  • @zhongguo Polecam pozostałe artykuły o Birmie na portalu Mandragon:...

Tematy w dziale