Odstaję. W świecie, w którym panuje telewizja - nie mam telewizora. W obyczajach, według których koniecznie trzeba kogoś mieć (choćby o jednym oku, byle tego roku) - jestem sama. W rzeczywistości, która każe robić to, co wszyscy - używam rozumu. I w dodatku jakoś nigdy nie mogłam się zgodzić z tym, że ludzie tak łatwo oddają się pod dyktat tzw. opinii publicznej. W końcu... tylko śnięte ryby płyną z prądem.
Moja buntownicza natura alergicznie reaguje na ludzi niegdyś czerwonych, dziś różowych, podążających za wiodącą partią, by tylko utrzymać stanowisko, pozycję w mieście, status majątkowy. Świetnym miernikiem otwartości umysłów było dla mnie zbieranie podpisów na listach wyborczych. Reakcje od "Oczywiście. Znam cię i wiem, że na pewno zrobisz dużo dobrego dla miasta" po "Lista PiS? Nie podpisuję" pokazały mi rzeczywiste oblicza ludzi mi bliskich.
Nie należę do partii, ponieważ unikam etykietkowania. Kiedy plakietek za dużo, tak naprawdę nie widać żadnej. Wystarczy imię i nazwisko i jasno określone sympatie. Ja sympatyzuję z tym, co dobre, piękne i prawdziwe. Czyżbym była kolekcjonerką unikatów?


Komentarze
Pokaż komentarze (6)