Jak napisano w Mądrej Księdze, świat nie potrzebuje nauczycieli, ale świadków. Ponieważ jednym z najczęściej powtarzanych przeze mnie na lekcjach słów jest 'aktywność', byłabym gołosłowna, gdybym ograniczyła się tylko piętnowania bierności. Nie wystarczy, że zmuszam do myślenia i działania. Czasem potrzebne są i zajęcia praktyczne.
Nie lubię uczniów, którzy są tylko przedłużeniem krzesełek (ooo już słyszę głośne pomruki niezadowolonych dziobaków), nie akceptuję też samorządowców i polityków uaktywniających się poprzez (jak mawiała moja ś.p. Mama) zabranie głosu z prośbą o otwarcie okna. Toruń jest miłością mojego dorosłego życia i trudno mi się pogodzić z faktem, że miastem, które świadomie wybrałam, rządzą ludzie nieświadomi jego piękna i uroku.
Zarzucam nieświadomość, gdyż nie chciałabym posądzić rajców o celowe działanie na szkodę torunian. Prawdopodobnie wynikiem nieświadomości są różne absurdalne decyzje podejmowane bez konsultacji z mieszkańcami. Mając przyzwoite wyobrażenie o rzeczywistości, nie wydaje się 100 tysięcy na absurdalne rozwiązanie ruchu drogowego, nie zamienia się ruchliwej ulicy w wąskie gardło, uniemożliwiając swobodne funkcjonowanie jej użytkownikom, nie likwiduje się z dnia na dzień placówek oświatowych, by z zyskiem sprzedać zabytkowe budynki, nie... Przykłady destrukcyjnych decyzji można by mnożyć. Czyżby podejmowane były przez automatyczne podniesienie ręki?
Nie mam zamiaru być radną-automatem do potwierdzania pomysłów Pana Prezydenta. Toruń zasługuje na dobre zarządzanie, na dobre szkoły z samodzielnymi dyrektorami i zaangażowanym gronem, na dostępne dla wszystkich placówki przedszkolne, na przyjazne przychodnie, a przede wszystkim na to, by wszyscy mieszkańcy (a nie tylko ci, którzy siebie tak nazywają) czuli się jego gospodarzami.


Komentarze
Pokaż komentarze