Wydarzenia 11 listopada szczególnie uświadomiły mi straszliwe pomieszanie pojęć, jakie zdominowało naszą rzeczywistość. Doświadczenia pracy z młodzieżą niejednokrotnie dawały mi dowody niedojrzałego używania słów typu ‘wolność’ (rozumianej jako samowola), ‘miłość’ (od przytulanek do łóżkowej gimnastyki) czy ‘wartości’ (jako to „co dobre dla mnie”). Okazuje się jednak, że kłopoty z przyporządkowaniem wyrazom odpowiednich znaczeń mają także nieco starsi, wykształceni, z wielkich miast…
Dla mnie niepojęte jest, by mylić tak różne słowa jak: ‘patriotyzm’, ‘nacjonalizm’, ‘szowinizm’ czy ‘faszyzm’. Żonglowanie nimi przez chcących zdobyć medialne 5 minut spowodowało medialny szum, który dokonał semantycznego spustoszenia. O ile jednak posługiwanie się przypadkowymi określeniami nie dziwi w przypadku niedouczonego małolata, który ratując się podpowiedzią, bredzi o Borynie piszącej w swojej książce o warzywnictwie, to jak ocenić poziom ludzi uważających się za intelektualną elitę tego kraju?
Czy posługiwanie się hasłami tolerancji lub demokracji, jeśli ma się na myśli wyższość swoich racji, należy tłumaczyć intelektualnym lenistwem? Czy też mamy tu już do czynienia z Orwellowskim dwójmyśleniem? Obawiam się, że wielu nie odważyłoby się publicznie mówić o nietolerancji, za to ochoczo pod afiszami tolerancji pozwala sobie na zarzucanie inwektywami myślących inaczej.
Orwell w Roku 1984 pisał: „Wolność oznacza prawo do twierdzenia, że dwa i dwa to cztery. Z niego wynika reszta”. I choć dziś okazuje się, że bycie wolnym rozumiane jest jako prawo do twierdzenia, że dwa i dwa to siedem, ja będę upierać się przy pierwotnym znaczeniu tego pojęcia.


Komentarze
Pokaż komentarze (18)