Wiele miejsca na salonowych blogach poświęca się ambitnym i górnolotnym problemom wagi ogólnonarodowej. Bez względu na to, czy refleksje mają prawicowy, lewicowy czy centrowy charakter, zawierają pomysły na miarę zbawiania ludzkości. A mnie się wydaje, że należy zejść na niższy poziom - poziom naszych rodzin, miejsc pracy, przyjaźni - i tam sprawdzić, czy warto cokolwiek robić.
Niejeden bloger czy komentator nie odważy się ze swoimi poglądami ujawnić w miejscu pracy, nawet od towarzyskiego spotkania w gronie nieodpowiednich politycznie kolegów uchroni się obowiązkami rodzinnymi. By nie narazić się na ostracyzm, bezpieczniej pośmiać się z dowcipu o Kaczorach, poudawać, że się pracuje i wymienić poglądy na temat ostatniego odcinka wiodącego serialu. Jaki sens ma gromienie na forach przeciwników politycznych, jeśli rozmowę z kolegą o innych poglądach sprowadza się do nijakiej wymiany zdań o pogodzie?
W koncepcjach poprawiania świata dużą rolę odgrywają również westchnienia na temat współczesnej młodzieży. A czy przypadkiem nie zorganizowaliśmy latoroślom życia tak precyzyjnie, by nie było już czasu na dobrą lekturę, spektakl, interesujące spotkanie czy rozmowę (nie mam tu oczywiście na myśli zdawkowego "Co tam w szkole?")? Koniecznie angielski, włoski, korepetycje... wszakże trzeba inwestować w przyszłość. Ale gdzie w tym wszystkim jest budowanie relacji? Z rodzicami (ilu ma wśród znajomych na Facebooku własne dziecko?), nauczycielami (czy dają świadectwo temu, o czym mówią?), tradycją, ojczyzną? Czy naprawdę potrzebujemy ludzi wyedukowanych, lecz pustych duchowo i emocjonalnie?
Może to przypadek, że w ostatnim czasie doświadczyłam odmowy od tych, którym chciałam zaoferować rozmowę na istotne tematy, spotkanie w doborowym gronie, ciekawy wykład. Może... Każdy, niczym ewangeliczny gość, wymawiał się ważnymi obowiązkami, brakiem czasu, warunkami pogodowymi, choć jakiś czas wcześniej bez skrupułów oczekiwał ode mnie pełnej gotowości, obecności, pomocy. Nie przeszkodzi to oczywiście tym samym osobom w innych okolicznościach prezentować swoich prawd i oczekiwać pełnej ich akceptacji. Na mnie jednak nie będą już mogły liczyć.


Komentarze
Pokaż komentarze (7)