Błogostan pozornej stabilizacji zapewnianej przez kolejne kredyty i dzwoneczki świątecznych piosenek zachęcających do robienia zakupów, kolorowy wyretuszowany świat kreowany przez wiodącą gazetę oraz snobujący kanał telewizyjny wywołał z mojej pamięci wizerunek największego literackiego lenia – Ilję Obłomowa, bohatera powieści Iwana Gonczarowa.
Otoczona tłumem ludzi niechętnych jakiemukolwiek wysiłkowi intelektualnemu (jeśli fizyczny, to tylko na siłowni) dostrzegam w nich następców osławionego lenia. Gnuśność współczesnego Obłomowa przekłada się na jego dobre mniemanie o sobie i bezczynność utwierdzaną gładkimi argumentami podsuwanymi przez usłużne media. Informacje o e-wentualnych zagrożeniach, zakłamaniu polityków czy konieczności respektowania wartości wprowadzają polskiego Obłomowa w stan rozdrażnienia, który szybko rekompensuje sobie porcją hedonistycznych rozrywek. Problemy pragnie odsunąć jak najdalej od siebie, nie chce się z nimi konfrontować.
Lenistwo Obłomowa – jak zauważył Salman Rushdie – to „następstwo cieplarnianego, bezpłodnego dzieciństwa” albo „metafora upadku i apatii klasy panującej, którą reprezentuje”. Nie przypadkiem cytuję tu Rushdiego, pisarza namaszczonego przez wiodącą gazetę na globalnego. Bo jak tu teraz zaprzyjaźnić się z Obłomowem, skoro Rushdie twierdzi, że „mały Obłomow mieszka w każdym z nas; pragniemy, by pozwolono nam obumierać w ten sposób przez resztę życia, by uwolniono nas od odpowiedzialności i trosk, byśmy mogli być – o, tak! – szczęśliwymi pasożytami”. Można by oczywiście przyklasnąć tej tezie, gdyby nie drobny fakt… Rushdie niestety kpi z obłomowszczyzny.
Polska literacka obłomowszczyzna ma również swojskie oblicze. Najbardziej charakterystyczne znaleźć można w Indyku Mrożka:
CHŁOP II Może by coś skosić?
(pauza)
CHŁOP I A co, na ten przykład?
CHŁOP II Ano, co z brzega. Może być i trawa.
CHŁOP III Eeee...
CHŁOP II Albo co insze...
CHŁOP I Aaaale...
CHŁOP II Ja ino tak...
(podnoszą dzbany)
Tylko, że potem trzeba już tylko powtórzyć za Wyspiańskim: „Ostał ci się jeno sznur…”.
Na tragicznej wymowie kołysanki Chochoła można by zakończyć ten tekst, gdyby nie fakt, że nie wyczerpuje ona tematu polskiej aktywności. Z ogromną satysfakcją zauważam bowiem wokół siebie również tych, którzy doskonale radzą sobie z oporem rzeczywistości. Oczywiście nie mieszczą się w standardach wiodących mediów, co więcej niejednokrotnie ich nawet nie znają, za to swoją energią i wytrwałością przyczyniają się do rozkwitu Prawdy, Dobra i Piękna. Z jeszcze większą satysfakcją stwierdzam, że wielu z nich to blogerzy Salonu 24.


Komentarze
Pokaż komentarze (7)