Możliwa jest nawet 30-40 procentowa dywersyfikacja dostaw ropy naftowej do Polski już w 2009 roku. Chodzi o dywersyfikację realną czyli zastąpienie importu rosyjskiego Uralsa nierosyjskimi rodzajami ropy z innych miejsc świata. I to bez dodatkowych kosztów ekonomicznych dla kraju. To, że dywersyfikacja musi kosztować jest mitem. Polska może uniezależnić się od dostaw z Rosji i to praktycznie… od zaraz.
Gazprom zakręcił gaz. Media przez kilka dni pokazywały wzburzonych polityków odmieniających przez wszystkie przypadki słowo „dywersyfikacja“. Wypowiedzi publicystów-ekspertów jak i debaty nad bezpieczeństwem energetycznym jaką urządzono w Sejmie oglądać się nie dało. Nawet nie dlatego, że brak wiedzy mieszał się z pustą retoryką ale przede wszystkim każda wypowiedź była nieskomplikowanie przewidywalna, wszystko znane, jak powtórki starego serialu. No chyba, że ktoś oglądał to widowisko z takich samych powodów jak kolejne powtórki znanego wszystkim na pamieć filmu „Miś“. Tylko poziom dowcipu niższy. Choć trzeba przyznać, że nawet polubiliśmy po latach gadania o dywersyfikacji takie nieśmiertelne stare hity jak: „nie byłoby problemu z dostawami ropy do Polski gdyby powstał rurociąg norweski“ (dla polityków rura to rura a co tam ma płynąć to już nie polityka tylko skomplikowane kwestie techniczne). Pewien znany redaktor z TVN stworzył nawet interesującą koncepcję tłumacząc widzom, że „gdyby było naprawdę źle to w ostateczności można odwrócić bieg rurociągu Przyjaźń i sprowadzać gaz z Niemiec do Polski“. Nie nabijamy się, każdemu się zdarza. Ot ropa, gaz, rura to rura a czas antenowy czymś zapełnić trzeba, w telewizji tak jak w rurze coś musi płynąć i w sumie nieważne co to będzie. Na szczęście dzielni Czesi ustalili z Rosjanami, że gaz jednak popłynie. Gazprom ma odkręcić kurek, Ukraina kraść trochę mniej, ceny zostaną podniesione czyli będą wynosić połowę tego co w Polsce. Przemysł chemiczny i tak nie ucierpiał bo zapotrzebowanie spadło i trudno nawet sprzedać to co w magazynach. Unia ryknęła jak lew na Rosję pod wpływem dzielnych polityków znad Wisły. Jak zwykle sukces. Za chwilę na szczęscie całe show ucichnie, do następnego razu.
Piszemy niezbyt często i nie marnowalibyśmy czasu naszych czytelników, wzorem Polskich polityków, pustą gdaniną o dywersyfikacji gdyby sprawa nie była poważna. W 2005 roku firma MDI opublikowała raport „Analiza sytuacji na polskim rynku ropy naftowej. Bezpieczeństwo energetyczne oraz dywersyfikacja dostaw ze źródeł nie-rosyjskich“. Raport dostępny jest na naszych stronach mdi.com.pl/raporty. Napisaliśmy tam, że w ciągu kilku lat zmieni się przewaga ekonomiczna rosyjskiego Uralsa nad Brentem i innymi nierosyjskimi rodzajami ropy. I stało się.
Od kilku miesięcy dywersyfikacja jest możliwa nie tylko technicznie ale i ekonomicznie. Nie ma przeszkód ani technicznych ani ekonomicznych aby przeprowdzić dywersyfikację dostaw ropy naftowej do Polski właściwie… od zaraz. Co ważne nie ma już uzasadnionych ekonomicznie powodów do kontynuowania importu rosyjskiej ropy w blisko 100 procentach.
Jak to możliwe? Otóż możliwe, dzięki kryzysowi w światowej gospodarce ale jak ktoś chce to wyjaśniamy:
1. Dywersyfikacja dostaw ropy naftowej do Polski zawsze była technicznie możliwa dzięki infrastrukturze Naftoportu, którego możliwości przeładunkowe przekraczają zapotrzebowanie całego polskiego rynku. Głównym powodem, dla którego polskie rafinerie nie przeprowadzały dywersyfikacji, był czynnik ekonomiczny. Rosyjski Urals był w stosunku do nierosyjskich rodzajów ropy znacznie droższy. Dyferencjał cenowy Brent/Urals wynosił nawet kilkanaście procent, co umożliwiało polskim rafineriom kupowanie taniego rosyjskiego surowca.
2. Od 3-4 miesięcy tak już nie jest i zmiana tej sytuacji ma charakter wielomiesięczny, być może nawet wieloletni. Na światowym rynku ropy naftowej nastąpiły fundamentalne zmiany w ciągu ostatnich kilku miesięcy: spadek cen transportu z 230 tyś. USD za dzień tankowca w połowie 2008 roku do 10 tyś. USD/dzień pod koniec 2008r, spadek popytu w Azji, gwałtowny spadek cen. Wszystkie te czynniki spowodowały, że trading ropy na globalnych rynkach umożliwia zakupy surowca po cenach równych lub nawet niższych od Uralsa.
3. Wszyscy dostawcy ropy naftowej związani są umowami, w ramach których mogą dostarczać ropę rurociągiem Przyjaźń z Rosji lub „z morza“, czyli przez Naftoport. Co najmniej jeden z dostawców ma możliwość dostarczania ropy naftowej nierosyjskiej, po cenach równych lub niższych od Uralsa. Dostawy takie mogą być realizowane w ramach umów już istniejących - nie muszą być dostawami dodatkowymi, nie wymagają zatem żadnych zmian w umowach. Traderzy niemal codziennie mają możliwość kupowania ropy naftowej z Ameryki Południowej i Afryki wraz z możliwością dostawy do Polski po cenach rosyjskiego Uralsa. Z dostawą do Polski.
4. Cena nie przekracza ceny Urals Dated Rotterdam minus dyskonto dla polskich rafinerii, co oznacza, że korzystając z formuły umowy, rafineria może uzyskać dodatkowy dyskont cenowy, jak za ropę Urals, choć będzie kupował ropę nierosyjską. Tym samym, nie istnieją żadne powody ekonomiczne, dla których kupowana powinna być ropa Urals.
5. Technicznie ropa Urals jest blandem (mieszanką) wszystkich rodzajów Uralsa wydobywanego w Rosji i Kazachstanie, który określa się mianem REBCO. Jednym słowem taka zlewka jakościowo podobna do tego jakbyśmy po imprezie wszystkie resztki z butelek zlali do jednego dzbana. Powstanie mieszanka może nie najsmaczniejsza ale która swoją moc ma. Dokładnie tak samo jest ze zlewką różnych rodzajów Uralsa czyli REBCO. Tymczasem dostawy ropy nierosyjskiej mogą dotyczyć surowca nie tylko wypełniającego wszystkie parametry techniczne dostaw z Rosji (czyli gdyby ropę taką wpuścić do rurociągu, to rafineria musiałby ją kupić bo mieści się w nietrudnych do spełnienia standardach REBCO) ale i jakościowo lepszego od REBCO. Żeby nie było za różowo to piszemy jasno, że w rzeczywistości fakt, że ropa nierosyjska byłaby lepsza technicznie nie ma wielkiego znaczenia, gdyż i tak ulegnie ona zmieszaniu z Uralsem, co de facto powoduje brak istotnych różnic technicznych. Piszemy żeby nie było, że jak ktoś się spodziewa, że po wymieszaniu wody z błotem otrzymamy coś lepszego niż rurociągowe rosyjskie błoto. To tak jakby do naszej mieszanki z imprezy dodać szampana. Trunek i tak pozostanie „poimprezową zlewką poranną“.
6. Istotne jest to, że w zasadzie we wszystkich wycenach banków inwestycyjnych dotyczących polskich rafinerii, opublikowanych w ciągu ostatnich kilku miesięcy znalazła się informacja, że dyferencjał Urals/Brent jest najniższy w historii lub zbliża się do „0“. Inwestorzy zdyskontowali już tą zmianę w mającym miejsce spadku ceny akcji i są przygotowani do tego, że korzyści wynikające z kupowania Uralsa się skończyły. Nikt więc nie będzie płakał po Uralsie.
7. Podsumujmy. Pierwszy raz w historii Polski możliwa jest trwałe i natychmiastowe przeprowadzenie realnej dywersyfikacji dostaw ropy naftowej z poza Rosji. Podkreślamy, że chodzi o dywersyfikację źródła dostaw. Ponieważ jesteśmy realistami nie piszemy, że od razu należy wszystkich dostawców przymusić do dostarczania wyłącznie ropy nierosyjskiej ale możliwa jest nawet 30-40 procentowa dywersyfikacja w ramach istniejących umów, bez ryzyka zmiany kontraktów, praktycznie od zaraz. Jeśli sytuacja ekonomiczna na świecie będzie wyglądała w przyszłości podobnie wszystko wskazuje na to, że po 2009 nie powinno być przeszkód do jeszcze większego odejścia od ropy rosyjskiej. Czyli przeprowadzenia całkowitej i realnej dywersyfikacji. W Polskich warunkach gdzie prawie 100 proc ropy pochodzi z Rosji dywersyfikacja 30 proc, i to już w tym roku, byłaby wielkim sukcesem. Byłaby, gdyby kogoś to naprawdę obchodziło.


Komentarze
Pokaż komentarze