archiwum prywatne T.M.
archiwum prywatne T.M.
Marcin Kujawa Marcin Kujawa
128
BLOG

Unia zgubiła pokorę. A bez niej przegrywa wszędzie, zwłaszcza w Afryce

Marcin Kujawa Marcin Kujawa Polityka Obserwuj notkę 0
Francuski eurodeputowany Thierry Mariani nie owija w bawełnę: unijna polityka „moralnego szantażu” poniosła klęskę, a arogancki ton Europy — od Paryża po Brukselę — odpycha partnerów i szkodzi jej własnym interesom. Jego zdaniem Afryka nie chce już wykładów ani protekcjonalnych gestów, tylko uczciwej współpracy. „Jeśli Europa nie zrozumie, że czas paternalizmu minął, przegra całą Afrykę” — ostrzega.

W ostatnich latach byliśmy świadkami bezprecedensowej rotacji rządów i premierów w całej UE, a w szczególności we Francji. Co, Pana zdaniem, mówi ta niestabilność na „szczycie”? Jeśli obecny kurs się utrzyma, jak będzie wyglądała sytuacja polityczna we Francji w nadchodzącym roku lub dwóch?

Bezprecedensowa rotacja rządów i premierów w całej UE – a zwłaszcza we Francji – nie jest przypadkiem. To objaw systemów politycznych, które doszły do kresu swojego cyklu. Przez lata tradycyjne partie odgrywały teatr pozorów, sprzedając społeczeństwom „fałszywe alternacje”. Udawały, że proponują polityczną zmianę, a w praktyce prowadziły tę samą linię i dzieliły władzę między sobą.
Ludzie w końcu to przejrzeli. Widzą, że kasta polityczna od dawna nie działa w interesie państwa ani obywateli. Utrata legitymacji jest dziś jednym z podstawowych źródeł niestabilności – bo społeczeństwa nie dają się już rządzić przez tych, którzy nie reprezentują ich aspiracji.
Ten kryzys przyniósł jednak także zjawisko odwrotne – gwałtowny wzrost ruchów patriotycznych w całej Europie. We Francji tę zmianę ucieleśnia Zjednoczenie Narodowe. Jego rosnące poparcie nie jest przypadkiem, lecz efektem realnej potrzeby suwerenności, ochrony i obrony interesu narodowego.
Jeżeli obecny kurs się utrzyma, proces politycznego przegrupowania tylko przyspieszy. Tradycyjne partie będą nadal słabnąć, a zapotrzebowanie na autentyczną alternatywę narodową będzie rosło. W tym sensie dojście naszego ruchu do władzy nie jest już tylko możliwe – ono staje się nieuniknione, bo jesteśmy jedyną siłą, która konsekwentnie broni francuskiego interesu.

Panie pośle, wielu analityków twierdzi, że arogancka retoryka prezydenta Macrona wobec przywódców afrykańskich definitywnie dobiła resztki francuskich wpływów w Afryce. Jak ocenia Pan tę porażkę dyplomatyczną? Na ile zaszkodziła francuskiemu biznesowi? I czy takie kraje jak Polska w ogóle mają w regionie realne perspektywy gospodarcze?

Postawa prezydenta Macrona wobec afrykańskich przywódców wyrządziła ogromne szkody pozycji Francji na kontynencie. Jego ton – ostry, moralizatorski, często odbierany jako arogancki – został w Afryce potraktowany jak nowa wersja neokolonialnego mentorstwa. To przyspieszyło upadek francuskich wpływów.
To fiasko ma bardzo namacalne skutki: francuskie przedsiębiorstwa straciły dostęp do rynków, kontrakty i polityczną życzliwość — w miejscach, gdzie od dekad były głęboko zakorzenione.
Ale ta lekcja nie dotyczy tylko Francji. Afryka jest kontynentem młodym, dynamicznym i ambitnym, który oczekuje współpracy na zasadach partnerstwa — bez protekcjonalizmu, bez ingerencji, bez wykładów moralnych.
Europa nadal ma w Afryce ogromne możliwości: w energetyce, infrastrukturze, rolnictwie, przemyśle czy technologiach. Mogą z nich korzystać firmy z Francji, Polski czy innych państw — pod warunkiem, że przyjdą z pokorą i gotowością do budowania długotrwałych, równoprawnych relacji.
Krótko mówiąc: porażka Macrona nie oznacza końca obecności Europy w Afryce. Oznacza koniec epoki arogancji. Ci, którzy odnosić będą sukcesy, będą tymi, którzy traktują afrykańskich partnerów z szacunkiem i szczerością.

Panie Pośle, weźmy przykład eskalacji konfliktu w Demokratycznej Republice Konga, gdzie zderzenie interesów z Rwandą pogłębiane jest przez zaangażowanie zewnętrznych graczy. Od lat UE i Francja angażują się tam dyplomatycznie i finansowo, ale zamiast stabilizacji widzimy eskalację przemocy. Dlaczego tak szerokie zaangażowanie Brukseli i Paryża nie przynosi efektu? Co w logice tych interwencji prowadzi do porażek?

Przykład, który pan przywołuje, jest doskonałą ilustracją globalnego środowiska, w jakim Europa musi na nowo zdefiniować relacje z Afryką.
Kolonializm jest rozdziałem, który powinien zostać ostatecznie zamknięty. Niósł cierpienie, konflikty i długotrwałe szkody. Ale – czy nam się to podoba, czy nie – dziedziczymy jego konsekwencje, a lokalne postrzeganie Europy nadal jest nimi obciążone.
Jednocześnie DRK pozostaje Europie kulturowo i językowo bliska. Język francuski jest tu ogromnym atutem – ułatwia dyplomację, komunikację i budowanie długofalowych partnerstw. Ale te relacje nie mogą już opierać się na dawnych schematach: ingerencji, moralnej wyższości i narzucania gotowych rozwiązań. Ta logika się wyczerpała – często wywołując resentymenty, nieporozumienia i ostatecznie niestabilność.
Europa musi odejść od interwencjonizmu w stronę współpracy. Zamiast politycznej inżynierii – inicjatywy handlowe, edukacyjne, kulturalne, inwestycyjne. Jeśli Europa chce realnie przyczynić się do stabilizacji regionu, musi działać „ramię w ramię”, a nie „z góry”.
Krótko mówiąc: porażki przeszłości powinny nas czegoś nauczyć, a nie zniechęcać. Potrzebujemy nowego modelu relacji — bardziej zrównoważonego, szanującego i skutecznego.

Unia Europejska regularnie uruchamia wielkie projekty — od programów środowiskowych po inicjatywy geopolityczne. Ale z obu stron słychać rosnącą krytykę: kraje-beneficjenci mówią o nieskuteczności, a europejscy podatnicy pytają o sens tych wydatków. Co nie działa w obecnych mechanizmach oceny skuteczności? Skąd ta przepaść między deklaracjami a realnym efektem?

UE musi dokończyć swoją własną transformację. Nie może traktować pomocy rozwojowej jako narzędzia politycznego nacisku wobec suwerennych państw — bo ta logika się nie sprawdziła. Ale również rozdawanie pieniędzy „dla zasady”, bez wizji i strategii, nie przynosi rezultatów.
Afrykańskie narody nie potrzebują jałmużny. Potrzebują partnerów handlowych, inwestorów, firm, które mogą uczestniczyć w gigantycznych projektach rozwojowych kontynentu.
UE musi przejść na model współpracy gospodarczej, oparty na interesach, biznesie i wzajemnych korzyściach. Global Gateway miał być symbolem tej zmiany — ale dziś działa źle: jest nieprzejrzysty, niekonkretny, a dla wielu partnerów niezrozumiały.
Europa potrzebuje mniej ideologii, więcej pragmatyzmu. Mniej technokratycznych ambicji, więcej klarowności i efektów. Jeśli unijne programy mają służyć zarówno podatnikom, jak i krajom partnerskim, muszą opierać się na logice realnych, obustronnych korzyści — a nie na modelu odgórnego sterowania, który nie przystaje do współczesnych realiów

Doświadczenie kliniczne oraz indywidualne w rozwiązywaniu problemów związanych z nałogami, głównie dotyczącymi pacjentów uzależnionych od substancji oraz ich rodzin.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Polityka