Stosunki Polski z Rosją to skomplikowany i wciąż zmienny temat. Ostatnie 20 lat tych stosunków miało różne okresy, ale generalnie sytuacja na styku dwóch państw jest coraz gorsza. Ostatnio dużo komentowano te stosunki w kontekście wizyty Tuska w Moskwie z jednej strony, a przemówienia Kaczyńskiego z drugiej strony. Tak naprawdę nie można uznać żadnego z tych działań jako chybione.
Tusk wykorzystał świetną okazję do poprawienia stosunków z Rosją. Wykonał kilka przyjaznych gestów wobec Rosjan czego efektem była wizyta w Moskwie, chwilowe poprawienie stosunków, zniesienie embarga mięsnego i krótki okres dialogu o różnych drażliwych tematach. Czy warto było? Oczywiście. Po pierwsze, nie można było przewidzieć obecnego pogorszenia stosunków. Po drugie, szanse na dialog zawsze należy wykorzystywać. Po trzecie, okresy „odwilży" w dyplomacji są zawsze cenne.
Kaczyński z kolei wykorzystał okazję do wygłoszenia antyrosyjskiego przemówienia w Tbilisi potępiającego w istocie rosyjski imperializm na co władze Polski nie pozwalały sobie od wielu lat. Wygłosił przemówienie antyrosyjskie, antydyplomatyczne i konfrontacyjne. Dziwię się tym, którym to przemówienie przyniosło satysfakcję. Dziwię się, tym którzy się cieszą z tego, że Kaczyński „przypieprzył" Rosjanom. Z sąsiadami lepiej się przyjaźnić niż ich besztać. Jeżeli rzeczywiście Rosjan należało zbesztać to wypada ubolewać i uznać, że nie było wyjścia, bo sytuacja tego od Kaczyńskiego wymagała. Pożytku dla Polski pewnie z tego i tak nie będzie, ale widocznie było to potrzebne dla ratowania Gruzji.
Trudno powiedzieć co przyniesie przyszłość stosunków polsko-rosyjskich i jakie powyższe działania przyniosą skutki dla Polski, natomiast trzeba sobie zdać sprawę, że w stosunkach polsko-rosyjskich podmioty są dwa i trzeba politykę dostosowywać do aktualnej sytuacji, a zatem jak mówią klasycy komentowania piłki nożnej - „gra się tak jak przeciwnik pozwala", lub też może raczej „gra się tak jak partner pozwala". Sztuka bycia politykiem to sztuka bycia elastycznym, czego wielu polskich polityków niestety nie potrafi.
Na koniec - mam podejrzenie, że w przypadku obu polityków wciąż za dużą rolę w polityce zewnętrznej pełni rolę jej odbiór wewnętrzny, czyli jak to mówią niektórzy tzw. piar. Jeden się zaprzyjaźnia dla piaru a drugi beszta dla piaru. Ten przerost piaru nad zdrowym rozsądkiem jest w sumie żenujący.
Komentarze
Pokaż komentarze (8)