Niepokoją mnie niektóre huraoptymistyczne wypowiedzi jastrzębi spod znaku Lecha Kaczyńskiego przy okazji przygotowań do szczytu UE. Twierdzą, że nie jest istotne by Europa przemówiła jednym głosem. Ważne jest, żeby decyzja europejska była dramatyczna, najlepiej z ogłoszeniem sankcji (w tym ekonomicznych). A jeżeli nie uda się podjąć tak dramatycznej decyzji (a Lech Kaczyński kompletnie nie ma talentu do przekonywania europejskich partnerów do czegokolwiek) to przynajmniej my Polacy wyjdziemy przed szereg i w osamotnieniu ustami Lecha Kaczyńskiego pokażemy Moskalom gdzie raki zimują. Nasz głos przez brak poparcia europejskiego będzie słaby, bardzo słaby, choć na pewno wszystkie euroazjatyckie media tak wysoki poziom tupetu z rozbawieniem odnotują. Gruzinom to jednak nic nie pomoże za to cała moskiewska złość skupi się na nas. Czy to źle? Czy nam to w czymś zaszkodzi? Co nam mogą Rosjanie zrobić? Na pewno więcej niż my im. Jak trzeba będzie w sytuacji prawdziwego konfliktu ratować Polskę, kiedy zirytowana Rosja powie „sprawdzam”, to może się wtedy okazać, że Lech Kaczyński znowu uda się do toalety i nie wiem czy Donald Tusk będzie miał dość europejskiego wsparcia, żeby uratować kraj.
A tak poza tym, to jak mam za coś umierać, to wolałbym już umierać za Tbilisi niż za piar Kaczyńskiego. Bo niestety tak jak obserwuję wypowiedzi i działania Kaczyńskiego z ostatniego miesiąca to głównie widzę myślenie o tym „jak przypieprzyć Tuskowi”, myślenie o drugiej kadencji a nie o Polsce. Poziom egocentryzmu godny Lecha Wałęsy.
Komentarze
Pokaż komentarze (35)