6 obserwujących
1216 notek
239k odsłon
121 odsłon

Sąd na niby

Marian Bińkowski
Marian Bińkowski
Wykop Skomentuj1

Choć istnieje już prawie 10 lat, Międzynarodowy Trybunał Karny w Hadze nie skazał jeszcze żadnego zbrodniarza. I szybko nie skaże, skoro jego urzędnicy bronią się przed wiedzą o zbrodniach.

Międzynarodowy Trybunał Karny powołano z myślą o ściganiu przestępstw prawa międzynarodowego: ludobójstwa, zbrodni przeciw ludzkości i zbrodni wojennych (w przyszłości także zbrodni agresji). Istnieje od 2002 r. Jego budżet to ok. 100 mln euro rocznie; pracuje w nim trzysta osób. Prezesem MTK jest południowokoreański sędzia Sang-Hyun Song, a głównym prokuratorem Luis Moreno-Ocampo. Trybunał może ścigać tylko osoby fizyczne, nie państwa. W przeciwieństwie do innych międzynarodowych sądów karnych - jak trybunały ds. Jugosławii czy Rwandy - MTK powołano na mocy umowy między państwami (a nie decyzją Rady Bezpieczeństwa ONZ). To tzw. Statut Rzymski z 1998 r., który do jesieni 2010 r. ratyfikowało 114 państw świata, w tym Polska. Nie ratyfikowała go m.in. Rosja, choć wcześniej podpisała Statut. USA podpisały Statut, ale potem wycofały podpis. 45 państw ONZ nie podpisało Statutu, w tym Izrael, Chiny, Indie, Iran, Kuba, Korea Północna. 

Kampala, stolica Ugandy, była w tym roku gospodarzem dwóch wydarzeń o wymiarze międzynarodowym. Najpierw gościła szczyt Unii Afrykańskiej - organizacji, której nazwa i aspiracje nawiązują do Unii Europejskiej. Drugie wydarzenie było chybione, jak chybiona jest instytucja, której dotyczyło. Chodzi o Międzynarodowy Trybunał Karny (International Criminal Court, ICC) z siedzibą w Hadze. Nie należy mylić go z Międzynarodowym Trybunałem ds. byłej Jugosławii (ICTY), który jest przykładem, że da się zrobić coś sensownego nawet w ramach tzw. wspólnoty międzynarodowej. 

ICC różni się od ICTY mniej więcej tym, czym Luis Moreno-Ocampo różni się od Carli Del Ponte. Ona, szwajcarska prokurator, przez 10 lat grająca w ICTY pierwsze skrzypce, nie była ponoć zbyt sympatyczna w relacjach międzyludzkich, natomiast cechował ją skrajny profesjonalizm i koncentrowanie się na tym, co ma znaczenie dla prowadzonych spraw. On, argentyński prawnik i prokurator ICC, koncentruje się na konferencjach prasowych i wywiadach, czyli tzw. piarze, jak zwykło się ostatnio mawiać. 

Zmarnowana dekada 

Z rozbawieniem czytałem relacje z kampalskich dyskusji o tym, jak należy rozszerzyć katalog zbrodni wymienionych w artykule 5. Statutu Rzymskiego [patrz ramka - red.], które stanowią o właściwości ICC. Poprawki miały dotyczyć głównie ścigania zbrodni agresji. Już się niejeden szykował do nowego świata bez konfliktów, bo przecież nikt nie śmie nigdy nikogo napaść, zwłaszcza jak już wsadzi się do haskich więzień cały Izrael i Stany Zjednoczone... 

Ale dyskusja była zażarta, zupełnie na poważnie. Wyglądało to jak gadanie faceta, który rozważa podniesienie ciężarówki, choć nie umie dźwignąć taczek. Bo w ciągu niemal 10 lat istnienia Trybunał nie skazał jeszcze nikogo. Na wokandę trafiły z trudem bodaj cztery sprawy, koncertowo zepsute od początku do końca. Starczy przypomnieć sprawę Tomasa Lubangi - rzeźnika z Ituri, odpowiedzialnego za masakry w tej północno-wschodniej prowincji Konga. 

Lubanga, były szef organizacji UPC (Union des Patriotes Congolais), odpowiedzialny jest za masowe mordy, wycinanie całych wiosek i właściwie niemal wszystko, co przewiduje statut Trybunału. Ale w ramach oszczędności procesowej skoncentrowano się tylko na rekrutacji dzieci-żołnierzy. Paru z nich przesłuchano. Lubanga siedzi od kilku lat, ale pierwsze przesłuchania świadków w sądzie zaczęły się niedawno. Pierwszych dwóch świadków stwierdziło na sali sądowej, że nigdy nie było bojownikami. Świadków nie ma wielu, bo trzeba oszczędzać i się spieszyć. No i oczywiście nie trzeba weryfikować tego, co mówią... 

Przypomina mi się rozmowa z pewną wysoką urzędniczką ICC, która usiłowała przekonać mnie, że nie należy pytać świadka, skąd wie to, co mówi, bo może to doprowadzić do "uzyskania wiedzy nieleżącej w granicach naszego mandatu". Warto zaznaczyć, że większość śledczych Trybunału nigdy wcześniej nie miała do czynienia z żadną pracą dochodzeniową; to ich pierwsze przesłuchania w życiu. 

Strach przed wiedzą 

Strach przed "wejściem w posiadanie wiedzy" jest jedną z największych trosk pracowników Trybunału. Do anglosaskiego w dużej mierze systemu (każącego dzielić się na sali sądowej każdą bzdurą) dołożono fobie właściwe wyłącznie temu Trybunałowi. 

Wynika to z kolizji dwóch przepisów: ogólnej zasady, że prokurator musi ujawnić wszystkie dokumenty i informacje obronie, oraz artykułu 54., który przewiduje, że nie podlegają ujawnieniu informacje uzyskane pod warunkiem tajności. Artykuł nie precyzuje podmiotu stawiającego taki warunek, więc należy domniemywać, że może to być ktokolwiek - zarówno przedstawiciel instytucji czy państwa mającego swoje przepisy dotyczące ochrony informacji niejawnych, jak też osoba prywatna. 

Wykop Skomentuj1
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale