111 obserwujących
372 notki
1430k odsłon
1345 odsłon

III RP i jej bohaterowie

Wykop Skomentuj6

III RP słusznie uhonorowała Wojciecha Jaruzelskiego, urządzając mu państwowy pogrzeb, pełen przepychu, z orkiestrą wojskową, hymnem oraz licznie zgromadzonymi czołowymi postaciami życia politycznego, na czele z trzema prezydentami, gdyż przez te właśnie gesty po raz kolejny obnażyła swoje prawdziwe oblicze oraz faktycznych ojców założycieli nowego-starego państwa.  Wojciech Jaruzelski został pożegnany w asyście żołnierzy dumnie wypinających pierś, BORowców bacznym okiem obserwujących losy urny z doczesnymi prochami generała oraz wielu beneficjentów systemu stworzonego przy Okrągłym Stole i w Magdalence. Słowa, które padły podczas mszy żałobnej ze strony Bronisława Komorowskiego, pochylającego się z troską nad trudnym życiem zmarłego, który niejednokrotnie musiał dokonywać dramatycznych wyborów, a życie nie szczędziło mu trosk i tragedii,  nie dziwią, ba, stanowią kwintesencję mentalności pewnej części ludzi Solidarności, dla których kompromis z komunistami, dzięki któremu utrwalacze sowieckiej niewoli uzyskali gwarancje nietykalności,  stanowił przełom na miarę 11 listopada 1918 roku. Ta z gruntu fałszywa wizja przeszłości jest celowo powielana i utrwalana w świadomości Polaków, by do panteonu narodowych bohaterów przemycić ludzi absolutnie nie zasługujących na takie uznanie.

Wolność i niepodległość w 1918 roku wywalczono  bowiem potem, łzami,  krwią i poświęceniem, a  nie  zgniłymi kompromisami i litrami wódki wypitymi z ludźmi służącymi obcemu mocarstwu. Relatywizowanie historii ze strony władz III RP może budzić niesmak i złość, zwłaszcza, kiedy słyszy się słowa, iż oto odszedł przedstawiciel trudnego pokolenia lat powojennych, który musiał twardo stąpać po ziemi, by działać w takiej Polsce, jaka wówczas była. To boli i oburza, bo stawia w jednym szeregu takie postaci, jak Witold Pilecki, czy generał August Fieldorf, z jednostkami pokroju Wojciecha Jaruzelskiego, czy Bolesława Bieruta, czyniąc z nich jedynie przedmiot ewentualnych sporów historyków, bez uciekania się do moralnej oceny ich czynów oraz postawy.

To głęboko niesprawiedliwie, podłe i wysoce demoralizujące. Owszem, wszyscy wyżej wymienieni żyli w ciężkich wojennych i powojennych czasach, tyle że jedni opowiedzieli się od razu po stronie Moskwy, a inni wierność Polsce przypłacili życiem. Ale czy takie relatywizowanie historii w III RP może jeszcze dziwić lub oburzać?  Jak wszyscy pamiętamy, jednym z pierwszych gestów obecnego prezydenta był pomnik w Ossowie, upamiętniający zabitych w 1920 roku bolszewików.

III RP jest autentycznie wdzięczna generałowi Jaruzelskiemu i nie ma co się temu dziwić. Wszak on był jej pierwszym przywódcą, pierwszym prezydentem, chciałoby się rzec akuszerem nowego porządku. To on wraz wieloma przedstawicielami tzw. opozycji wykuwał ramy nowego państwa, rzekomo odrodzonego po komunistycznej niewoli, w którym mimo upływu lat nie można nikogo osądzić za zbrodnie komunistyczne, zaś agentura komunistycznych służb ma się świetnie, w przeciwieństwie do ludzi walczących o niepodległość w latach powojennych, czy w okresie późniejszym. III RP to dla wielu Polaków symbol bezkarności dla zdrajców i szyderstwa z ofiar. Dlatego mnie szczególnie nie dziwi hołd oddany przez III RP komunistycznemu generałowi, nie dziwi mnie również to, że wielu księży w ostatnich dniach zaczęło wszem i wobec ogłaszać, ze generał pojednał się z Bogiem. Po co to wszystko? Przecież środowisko, z którego wywodził się Jaruzelski i był mu wierny do końca, stoi na stanowisku, iż wiara, religia to sprawy indywidualne, które powinno się przeżywać w zaciszu domowym, bądź w kościele. Wydaje się, że był to klasyczny sojusz ołtarza z tronem, by uspokoić nastroje społeczne, zapobiec eskalacji napięć, by maluczcy zaniechali swoich protestów, czy aktów mogących znieważać zmarłego, wszak na koniec życia stał się on chrześcijaninem, przyjął sakramenty, więc jego pogrzeb to próba wiary dla wierzących, jak powiedział celebrujący mszę żałobną kapłan. Sam Aleksander Kwaśniewski grzmiał na polskich katolików, ubolewając, że ciągali generała po sądach, niepokoili na stare lata, pokazując tym samym płytkość swojej wiary i niewłaściwe zrozumienie miłosierdzia.

Ale czy zmarły choć raz okazał miłosierdzie dla ofiar roku 1970, czy stanu wojennego? Czy w ramach pokuty udał się do rodziny któregokolwiek z nich, prosząc o przebaczenie lub chociaż napisał do nich listy? Czy Wojciech Jaruzelski w ramach swojej ekspiacji, która powinna być warunkiem przebaczenia i darowania win, upublicznił jakieś dokumenty, mogące w znaczący sposób pomóc rodzinom ofiar szukającym sprawiedliwości od wielu dziesiątków lat? Czy wykonał jakikolwiek gest pozwalający przypuszczać, że zdał sobie sprawę, jakiej sprawie służył i uznał to za ciężkie przewinienie wobec narodu i państwa polskiego? Otóż nie było takiego gestu, do końca obstawał przy swoim, jednocześnie skutecznie unikał ławy sądowej, by choć w ten symboliczny sposób zadośćuczynić ofiarom i odpokutować swe winy.

Wykop Skomentuj6
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale