MateuszK MateuszK
177
BLOG

Co z tą edukacją ?

MateuszK MateuszK Nauka Obserwuj temat Obserwuj notkę 1

 

Edukacja jest jedną z najbardziej newralgicznych dziedzin życia. Wśród polityków wzbudza niezmienny niepokój, gdyż każdy ruch ze strony resortu jest poddawany surowej analizie społecznej. Zapewne, dlatego po 1989r. mieliśmy aż 16 ministrów edukacji, często również stanowisko to łączone było z resortem sportu czy szkolnictwa wyższego. Fakt ten spowodował brak perspektywicznego pełnienia służby przez funkcjonariuszy publicznych na rzecz oświaty. Poszczególni ministrowie mieli zazwyczaj za mało czasu, aby zrealizować własne pomysły w stu procentach.

Jedna z kart debaty rozpoczyna się w 1998 roku, kiedy to Rząd Jerzego Buzka decyduje się na wprowadzenie trzystopniowego modelu kształcenia: sześcioletniej Szkoły Podstawowej, trzyletniego Gimnazjum oraz trzyletniej Szkoły Ponadgimnazjalnej. Reforma ta była odpowiedzią na wagę zmian zachodzących po 1989 roku. System polityczny i gospodarczy oraz transformacja ustrojowa naszego kraju spowodowała otwarcie na świat, pozwalając na napływ nowych idei. Zostaliśmy zmuszeni do konkurencji w wymiarze gospodarczym, politycznym i oczywiście edukacyjnym. Zmieniły się również zasady funkcjonowania polskiego społeczeństwa, pojawił się rynek pracy, szybko zrozumiano mechanizm - im większe kwalifikacje tym łatwiej jest znaleźć pracę spełniającą nasze oczekiwania.

Historia piaskiem w oku

Jak wynika z sondażu przeprowadzonego przez CBOS w 2011 roku, w którym zapytano Polaków w wieku 18-34 lat o datę wprowadzenia stanu wojennego - na 13 grudnia 1981 r. wskazało tylko 27 proc. pytanych.

Przywołany sondaż jest kluczem do problemu w debacie o nauczaniu historii. Przywołane wcześniej szkoły gimnazjalne skupiały w sobie cały program nauczania przeniesiony ze Szkoły Podstawowej. Niestety wśród osób tworzących reformę z 1998 roku zabrakło refleksji, co począć, gdy czteroletni program nauczania przenosi się na trzyletnie gimnazja. Okazało się, że konsekwencje takiego posunięcia były drastyczne. Dydaktycy zmuszeni byli do przyspieszenia realizacji programu nauczania wraz z utratą, na jakości kształcenia. I tak uczeń w miejsce solidnej dawki nauki w szkole dostawał wybiórczy i przyśpieszony kurs przypominający edukację.   

Rok 2007 to ofensywa programowa Ministerstwa Edukacji Narodowej, który ogłasza, iż opracowana jest nowa podstawa programowa dla szkoły podstawowej, gimnazjum i szkół ponadgimnazjalnych. Jednym z głównych założeń ministerstwa było to, aby uczeń po pierwszej klasie liceum wybrał przedmioty, które będzie realizował na poziomie rozszerzonym w klasie drugiej i trzeciej oraz przystąpi do nich na poziomie rozszerzonym na egzaminie maturalnym. Rzeczywiście może budzić wątpliwość fakt czy czternastoletni uczeń ma na tak wysokim poziomie rozwiniętą percepcję, aby świadomie dokonywać tak kluczowych wyborów dla jego dalszej ścieżki edukacyjnej. 

Dążąc do zmian w programie nauczania Ministerstwo zaproponowało, aby lekcje historii nie zaczynały się w szkole ponadgimnazjalnej od samego początku, a wraz z lekcjami z gimnazjum tworzyły systematyczny ciąg. Młody człowiek w gimnazjum rozpoczynający naukę historii rzecz jasna początkowo zaczyna od starożytności. Klucz do problemu leży w ostatniej klasie gimnazjum i pierwszej klasie szkoły ponadgimnazjalnej. Kończąc drugi etap edukacji uczeń zatrzymuje się na 1918r., aby w pierwszej klasie następnego etapu od tej daty rozpocząć lekcję historii kończąc na czasach najnowszych.  Następnie od drugiej klasy ponadgimnazjalnej każdy uczeń musi zdecydować się, jakie przedmioty chce realizować na poziomie rozszerzonym. Jeśli wybierze historię, będzie miał tą przyjemność zrealizować ją przez następne dwa lata. Większe wzburzenie społeczne wzbudza sytuacja osób, które nie wybiorą historii, jako przedmiotu rozszerzonego. Tacy uczniowie zostaną objęci przedmiotem historia i społeczeństwo. Według twórców reformy celem takiego przedmiotu jest poszerzenie wiedzy z zakresu historii wraz z wiedzą o społeczeństwie oraz z wiedzą o kulturze. Można powiedzieć, że jest to dalej historia, lecz wersji light – przystępna dla ucznia i niewymagająca od niego większej refleksji. Przy realizacji tego przedmiotu pojawia się również problem nauczycieli. Przy realizowaniu poszczególnych modułów wymagamy oczywiście od kadry nauczycielskiej, aby ta była należycie przygotowana do zajęć. Tu pojawia główny problem. W jaki sposób nauczyciel do jednej z lekcji ma być wykwalifikowany na temat wojny i wojskowości a na drugą godzinę ma być przygotowany z modułu język i komunikacja. W takiej sytuacji dydaktyk może poświęcić znaczną część własnego prywatnego czasu na odpowiednie przygotowanie się do zajęć albo zdecyduje się na przekazywanie uczniom najprostszych faktów.

Przez środki masowego przekazu przelewa się ogólnopolska debata o tym, jakie skutki niesie ze sobą reforma edukacji.

Dyskusja warta każdej ceny

Od wielu lat nie było tak głośnej i tak burzliwej debaty o miejscu nauczania historii w szkołach. Jest to niezwykle ważne, że kadra akademicka zdołała skupić się wśród własnych postulatów i dobitnie wyartykułować je. Takich merytorycznych debat niezwykle brakuje, niestety środki masowego przekazu zamiast chłonąć każdą taką dysputę, z lekkim oporem przyjmuje ją z niewiadomych względów.

Co dalej z historią i innymi przedmiotami objętymi reformą? Nic.  Jak mogliśmy zauważyć MEN jest w stanie pójść na niewielkie ustępstwa nie godząc w główne wątki reformy.

Opozycjoniści, którzy podjęli działania protestacyjne w marcu tego roku zdecydowali się na bardzo radykalny krok. U wielu osób wzbudziło to sprzeciw, dlaczego w kraju, w którym zagwarantowane są wszelkie swobody demokratyczne grupa osób decyduje się na tak ekstremalne posunięcie? Jednak wypada podkreślić, iż ta piątka działaczy, która dała impuls dla innych nauczycieli jest niezwykle doświadczoną kadrą dydaktyczną, nie można lekceważyć ich głosu, gdyż ich doświadczenie pracy z uczniami z pewnością przekłada się na prawidłowość wygłaszanych analiz.

Warto podkreślić, iż za sprawą protestu w takiej formie ujawniły się również nasze oczekiwania, co do edukacji. Pobudzona została dyskusja w wielu miejscach. Pokoje nauczycielskie wypełniły się rozważaniami na temat przyjętej reformy, lecz najciekawszym przykładem jest rozpoczęcie działalności Obywatelskiego Ruchu Edukacji Narodowej. To właśnie od takich inicjatywach wymagamy pobudzenia dyskusji, zwrócenia uwagi na tematy niepodejmowane przez szeroki front medialny, ale ruch ten niech będzie również iskrą, która zapali inne inicjatywy w całej Polsce, gdyż właśnie takich projektów brakuje, które pobudzą świadomość, w jakim kraju żyjemy i co winniśmy w nim zmienić.

Ciężko jest jednoznacznie ocenić czy reforma systemu edukacji zmieni na tyle wiedzę historyczną młodych uczniów, aby można było odtrąbić sukces. Jak ukazuje przywołany sondaż pracowni CBOS polska edukacja nie może stać w miejscu musi otworzyć się na zmiany, gdyż świadomość historyczna uczniów o czasach najnowszych jest katastrofalna, ale czy reforma przyczyni się do podniesienia jej stanu?  

MateuszK
O mnie MateuszK

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (1)

Inne tematy w dziale Technologie