Zacznijmy od faktów.
Jeśli bzykano ma miejsce co najmniej 72 godziny przed owulacją to zapłodnieniu zapobiega śmierć biednych plemniczków co się na upragnioną komóreczkę nie mogą w ¾ jajowodu doczekać.
Co innego gdy coitus odbywa się po owulacji. Plemniczek wnika wtedy w komóreczkę bez problemu. Niestety miłosne połączenie zachodzi w okolicach w których nowe życie nijak nie może się już zagnieździć. Dzielące się wytrwale zapłodnione jajeczko wypada więc gdzieś pomiędzy cewką moczową a pupą w smutny niebyt nieistnienia.
Każda stosująca naturalną metodę regulacji poczęć kobieta jest wiec, jeśli chędoży się w drugiej połowie cyklu, odpowiedzialna za śmierć swoich nienarodzonych synków i córeczek.
Ciekawe czy czeka je za to piekło.
Inne tematy w dziale Technologie