Jan Herman Jan Herman
501
BLOG

(Samorządowa) milicja obywatelska

Jan Herman Jan Herman Polityka Obserwuj notkę 5

 

Te dwa słowa (MO) mają w Polsce złą sławę. Dlatego pewnie powinienem wynaleźć jakieś inne na określenie tego, co pierwotnie one oznaczać powinny były.

Ale dla porządku odsyłam do takich lektur, jak:
 
W nazwie „milicja obywatelska”  ważniejszy jest, moim zdaniem, człon „obywatelska”. Rozumiem ów człon jako „samorządowa”.
Obywatel polski dziś potrzebuje ochrony z kilku zakresach:
1.      Ochrona wspólnoty lokalnej/sąsiedzkiej przed chuligaństwem i przestępczością pospolitą;
2.      Zabezpieczenie przed skutkami kataklizmów (powodzie, pożary, epidemie);
3.      Ochrona obywateli swojszczyźnianych i wspólnot sąsiedzkich przed Administracją i Państwem;
W tym sensie Milicja wypełniałaby zadania, które dziś rozproszone są pomiędzy straż ochroniarską, Ligę Ochrony Kraju, Polski Czerwony Krzyż, harcerstwo, urzędy samorządowo-terenowe i organizacje pozarządowe a nawet Obronę Terytorialną, Ochotniczą Straż Pożarną. Dodajmy, że w ten sposób pomieszane są tu porządki „odgórne” z „oddolnymi”.
Zatem koncept obywatelskiej milicji nie ma nic wspólnego z ochotniczymi oddziałami paramilitarnymi, tym bardziej z jakkolwiek rozumianą władzą. Współczesny świat techniki dostarcza zbyt wiele „zwyczajnych” środków wspólnej, „oddolnej” ochrony przed szarym codziennym złem. Rzecz w tym, aby rozumieć, że zło nie jest tożsame z tym, co zawarte w jakichś ustawowych definicjach państwowych.
Zło, uwierające na co dzień i szkodliwe dla integralności wspólnot prymarnych, tkwi w ludzkiej i urzędowej skłonności do błędów oraz w ludzkich słabościach objawiających się przekraczaniem norm społecznego współżycia i kompetencji funkcyjno-urzędowych. Oraz w ludzkiej bezradności wobec przemożnych sił przyrody. I milicja ma być antidotum na to (niekoniecznie panaceum).
Milicja nie może być ani urzędowa, ani zawodowa. Światowe doświadczenia z rozmaitymi „gwardiami” są fatalne.
Wystarczy, że w każdej wspólnocie jest 5%-10% osób od 16-go do 50-go roku życia (liczby wzięte z sufitu, każda wspólnota wie lepiej), które bawią rozmaite ćwiczenia milicyjne opisane jak wyżej (czyli również poznawanie prawa i granic, do których wolno posunąć się Państwu). Wspólnoty mogą – jednym słowem – tworzyć coś w rodzaju Listy Milicyjnej, pozostającej pod kontrolą Sołtysów lub Rad Gminnych (złożonych z Sołtysów). Lista ta uruchamiana byłaby w jakimś ustalonym przez wspólnotę trybie. I w żadnym przypadku nie dysponowałaby bronią palną lub narzędziami-urządzeniami w oczywisty sposób wytworzonymi dla celów militarnych.
O interwencję milicyjną może prosić Sołtysa każdy „miejscowy” obywatel. I rozliczać z tej interwencji. Proste.
To były luźne uwagi, w poszukiwaniu obywatelstwa i samorządności.
 
 
 
PS:
Znalazłem – i zaadoptowałem po swojemu – wikipedialne pojęcie „militia”. Wyszło tak:
Słowo milicja sięga co najmniej 1590 kiedy zostało ono zapisane w książce Sir John Smythe, Certain Discourses Military;
Określenie milicja/ Mɨlɪʃə /) Jest obecnie powszechną formacją obywatelską i oznaczającą siły lokalne w składzie zwykłych obywateli zorganizowanych w celu zapewnienia ochrony mienia i osób, egzekwowania prawa w nagłych wypadkach, bez regularnego wynagrodzenia lub na mocy zobowiązania do usług na czas określony. Może być komponentem systemu ogólnokrajowego, ale z podkreśleniem obywatelskości i podległości społecznościom samorządnym. (wymawiane
Prawne i historyczne znaczenie milicja obejmują:
  • Działalność obronną i usługową, w celu ochrony Wspólnoty i Obywateli, jej terytorium, własności i praw.
  • Wszystkich (lub wybranych w trybie ochotniczym) pełnosprawnych mieszkańców danej społeczności, miasta, powiatu.
    • Część z nich przyjmuje formalny obowiązek w trybie call-up.
    • Część z nich może stanowić uzupełnienie, niezależnie od obowiązku formalnego.
  • Regularne oddziały ochotnicze.
 
 
Jan Herman
O mnie Jan Herman

...jaki jestem - nie powiem, ale poczytaj blog... Więcej o mnie znajdziesz w książce Wł. Pawluczuka "Judasz" (autor mnie nie zna, ale trafił w sedno). O czym jest ta książka? O zmaganiu się człowieka z własnym losem, wiecznością, z Panem Bogiem. O miłości, zdradzie, rozpaczy i ukojeniu. Saszka, prosty chłopak z białoruskiej wioski, po rewolucyjnej zawierusze, podczas której doświadczył wszystkiego, wraca w rodzinne strony i próbuje żyć tak jak inni. Ale kiedy spotyka samozwańczego proroka Ilię, staje się jego najwierniejszym uczniem i apostołem... Opowieść o ludzkich głodach - seksualnym i religijnym - o związkach erotyki i polityki, o tłumionej naszej prawdziwej naturze, o nieortodoksyjnej, gnostyckiej i prawosławnej religijności, tajemnicy i manipulacji wreszcie.................................................... UWAGA: ktokolwiek oczekuje, że będę pisał koniecznie o sprawach, które są "na tapecie" i konkurował na tym polu ze znawcami wszystkiego - ten zabłądził. Piszę bowiem dużo, ale o tym najczęściej, co pod skorupą się dzieje, a widać będzie za czas jakiś.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (5)

Inne tematy w dziale Polityka