Jan Herman Jan Herman
258
BLOG

Na deptaku w Ułan Ude

Jan Herman Jan Herman Podróże Obserwuj temat Obserwuj notkę 0

 

Są tu, w Środkowej Azji miasta, których nie powstydzonoby się w Europie, co ja mówię, pozazdroszczonoby takich miast.
I wcale nie mówię o Samarkandzie czy podobnych perełkach.
Poeta Żimbijew napisał: „Uda i Selenga tu się spotkały i objęły, a falą igrając – razem ku morzu pomknęły”. Mowa o dwóch rzekach, nad splotem których leży jedno z najładniejszych miast świata.
Spaceruję właśnie kolorowo wybrukowanym deptakiem w Ułan Ude, 5532 kilometry (5 stref czasowych) na wschód od Moskwy: jedna z fontann tego deptaku obrazuje w rzeźbie Mironowa powyższy wiersz, w postaci dwóch pląsających ryb z brązu. Rozpoczyna się ów deptak od placu (właściwie od ulicy Kirowa), na którym stoi Centralny Dom Towarowy, biegnie zaś nieco w dół, do ulicy Radzieckiej. Z daleka widać „arkę”.
Przed domem towarowym stoi skulptura-obelisk, a na niej napis z 1920 roku: „Związki zawodowe w podzięce tym, którzy polegli za komunizm”. Ulice i place w Ułan Ude mają nazwy niezmienione od kilkudziesięciu lat, nawet kinoteatr, przy którym chwilowo zamieszkałem, nosi nazwę Oktriabrskij (Październikowy). Nasz deptak – to ulica Lenina, zwana jednak przez ludzi miejscowych Buriackim Arbatem. W innym miejscu miasta, nieco dalej od deptaka, przed gmachem władz republikańskich stoi wielki na kilka ładnych metrów łeb Lenina: niech mi Lenin wybaczy, ta jego ogromna głowa, bez popiersia, wystająca z cokołu pośród trawnika, wygląda jakby była z guliwerowej krainy olbrzymów.
Jest końcówka kwietnia. Miasto tonie w słońcu, ulice są czyste jak pokój gościnny, i to nie tylko w centrum, nie widać ruder, nie widać też masowej przebudowy z lasem stumetrowych dźwigów-żurawi, jak w Ułan Bator. Szerokie ulice są dwukierunkowe, a zaś węższe – jednokierunkowe. Pierwszy raz jestem w tym mieście za dnia (zawsze jakoś tak trafiało, że przemykałem nocą), robi na mnie silne wrażenie porządek, skwery pełne kwiatów, dobra organizacja.
Placów – bez liku. Dużych miejskich autobusów prawie nie widać, za to niewielkich mikrobusików – jeden za drugim. Przejazd – 14 rubli (ok. 1,30 PLN). Tramwaje – owszem.
Pojedyncze stare budynki, te budowane metodą „na zakładkę” z wielkich bali (tzw. „srub”), są zadbane, choć faktycznie niezbyt już wydają się „na miejscu”. Jeden z nich przeznaczono na muzeum.
A deptak – to jest to. Mnóstwo ławeczek, pośród których znajdują miejsce – jak na warszawskiej starówce – artyści i pamiątkarze. Właśnie policjant usuwa – grzecznie i z taktem – osobę obwieszoną wielkim banerem w sprawie jakiegoś ważnego prokuratora, który się czemuś sprzeniewierzył i zdaniem protestującej kobiety powinien „ujti w otstawku”. Wcześniej pokazywała mu jakąś zgodę na ten protest, ale policja zna sposoby: pewnie zaproszono ją w celu wyjaśnienia sprawy na najbliższy komisariat. Może już tam uprzejmość się skończy?
Kupiłem sobie bułeczkę makową z wkładem borówkowym (brusnik) – i kontempluję piękno tego miejsca. Medytację przerywa dziewczyna z ulotką: prowadzi akcję antyalkoholową. Doprawdy, czy ktoś tu importował Europę?
Deptak jest na swoich kilkuset metrach pełen banków, księgarni, sklepów z pamiątkami, punktów gastronomicznych na każdą kieszeń, są też sklepy z detalami informatyczno-komputerowymi,  jubilerskie oraz takie, które reklamują się futrami i skórami zwierząt charakterystycznych dla regionu, np. soboli. I pełno tu wszędzie kwiatów, znalazło się też miejsce dla stylowych, nowoczesnych mini-fontann.
Domy przy deptaku mają może 150-200 lat. Za datę powstania Ułan Ude uznaje się 1666 rok, kiedy to u zbiegu rzek Selenga i Ude postawili swoją zimową stanicę Kozacy, będący tu „w delegacji”,  zdobywający „odpłatnie” Syberię i Daleki Wschód dla carstwa, ale te domy są zdecydowanie późniejsze. Niska zabudowa wspomaga poczucie deptakowego „ujuta” (przytulności, coś jak niemieckie „gemutlich”).
Osiemnastowieczny herb miasta, w carskim uznaniu nie tylko handlowego znaczenia miasta, zawiera wizerunek Merkurego (bożka handlu) oraz „soyombo” – symbol wieczności (wcześniej w tym miejscu widniał lew z szablą w zębach, znak guberni irkuckiej).
I niech Ułan Ude – pod takim herbem – spokojnie sobie trwa, jako stolica Zabajkala, jako zwornik, łącznik między Syberią a rosyjskim Dalekim Wschodem, Jakucją, Mongolią.
Jan Herman
O mnie Jan Herman

...jaki jestem - nie powiem, ale poczytaj blog... Więcej o mnie znajdziesz w książce Wł. Pawluczuka "Judasz" (autor mnie nie zna, ale trafił w sedno). O czym jest ta książka? O zmaganiu się człowieka z własnym losem, wiecznością, z Panem Bogiem. O miłości, zdradzie, rozpaczy i ukojeniu. Saszka, prosty chłopak z białoruskiej wioski, po rewolucyjnej zawierusze, podczas której doświadczył wszystkiego, wraca w rodzinne strony i próbuje żyć tak jak inni. Ale kiedy spotyka samozwańczego proroka Ilię, staje się jego najwierniejszym uczniem i apostołem... Opowieść o ludzkich głodach - seksualnym i religijnym - o związkach erotyki i polityki, o tłumionej naszej prawdziwej naturze, o nieortodoksyjnej, gnostyckiej i prawosławnej religijności, tajemnicy i manipulacji wreszcie.................................................... UWAGA: ktokolwiek oczekuje, że będę pisał koniecznie o sprawach, które są "na tapecie" i konkurował na tym polu ze znawcami wszystkiego - ten zabłądził. Piszę bowiem dużo, ale o tym najczęściej, co pod skorupą się dzieje, a widać będzie za czas jakiś.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Rozmaitości