Wiele osob naiwnie sadzi, ze feminizm i meski szowinizm to pojecia z przeciwleglych biegunow. Ze mozna miedzy tymi dwoma skrajnosciami wyodrebnic szereg pojec posrednich i postaw umiarkowanych.
Tymczasem opcji posrednich do wyboru nie ma. Pomiedzy feminizmem a meskim szowinizmem nie ma zadnej pozycji posredniej, ktora moznaby obrac. Jezeli nie jest sie feminista lub feministka to jest sie burakiem. Zahacze o wiedze rolnicza i dodam, ze istnieja takze buraki rasowe, genetycznie zmutowane. Odznaczaja sie one calkowita nieswiadomoscia swojego bycia burakiem oraz durnym usmieszkiem spod przymruzonych oczu na kazda wzmianke o feminizmie.
Jak powiedziala Naomi Wolf (chyba), z feminizmem jest jak z ciaza. Albo sie w niej jest albo nie. Nie mozna byc troche w ciazy albo umiarkownie nie w ciazy.
Meski szowinizm nie jest pogladem wybranym swiadomie. Jest to brak wiedzy i uswiadomienia, ze nie jest robieniem przyslugi polowie ludzkiej populacji, traktujac ja na rowni z druga polowa. Meski szowinizm nie jest kwestia wyboru tak jak zespol Downa nie jest kwestia wyboru. Jedyna roznica to, ze osobniki z zespolem Downa sa nieporownanie bardziej inteligentne.
W dzisiejszych czasach wstyd byc prawdziwym mezczyzna. Coz bowiem jest jego przeciwienstwem? Meska kobieta? Kobiecy mezczyzna? Zamiast zadawac sobie tak idiotyczne pytania lepiej dorosnac do rownouprawnienia i nie stawac po stronie prymitywow i skonczonych chamow, ktorych slabosc charakteru i strach przed kobietami kaze im udawac silniejszych niz sa.


Komentarze
Pokaż komentarze (15)