Do niedawna wstawałem z łóżka z pomocą innych. Od paru dni sam. A więc wstaję o godzinie 7.00 – 8.00. Śniadanie przynoszą Panie o 8.30. Potem mam rehabilitację. Półtora, albo dwie godziny. Obiad jest o 13.30, a kolacja o 17.30. Po kolacji zazwyczaj pomagano mi kłaść się spać. Ale teraz, kiedy już jestem trochę bardziej samodzielny, idę nieco później. Ale nie za bardzo. Bo się już zdążyłem przyzwyczaić. Blisko jest las. W ogóle to i wokół domu jest dużo zieleni. Raj dla tych co chodzą.
Blisko miejsca w którym dotychczas mieszkałem jest schronisko dla psów. Byłem tam raz i powiedziałem sobie, że więcej nie zaciągną mnie tam nawet końmi. Takie zrobiło to miejsce na mnie wrażenie. Najokropniejszy był widok psów mających wszystko gdzieś. Jakby chciały powiedzieć swoim pobratymcom: „no i co się tak podlizujecie? I tak nikt was nie weźmie”. Jak ludzie. Psy – pesymiści. No, ale nadzieja była.
Tu, w DK podeszła do mnie znajoma osoba. Gdzie się podziewam? Chodzę na rehabilitację. Ty mógłbyś także. Uśmiechnęła się tylko i powiedziała:
- Po co? I tak już nie będę młodszy ani sprawniejszy. Teraz to już tylko czekam na śmierć i mam nadzieję, że będzie dla mnie łaskawa.
I co miałem powiedzieć? Jakich słów użyć by wskrzesić tą nadzieję? Może takie i są, ale ja ich nie znam.
Niedawno podszedł do mnie pewien Pan. Zaczęliśmy rozmawiać. Do podeszłego wieku nawet nie wiedział co to choroba. Jak był młody to był pilotem. A wiadomo, że taki pilot to musi mieć zdrowie, że ho, ho! Walczył w czasie ostatniej wojny. Ma 13 odznaczeń. Ąle kogo to obchodzi? Bo na pieniądze to się na pewno nie przekłada. Nie o nie jednak chodzi, ale o docenienie. Nic. Ma, jak sam mówi, jeden medal „ruski”. I za niego otrzymuje niewielką rentę. Nie pytałem się go gdzie służył. Bo i jakie to ma znaczenie? Teraz wszyscy czują się oszukani. Jest byłym oficerem. Powiedział:
- Najlepiej strzelić sobie w głowę. Uniknie się dzięki temu wielu kłopotów. Tylko, skąd wziąć broń?
Wracam do pokoju. I słyszę w telewizji, że niektórzy ludzie szkodzą przyjaźni polsko-ukraińskiej. Nic, tylko rozdrapują rany, które już dawno powinny przyschnąć i nie przeszkadzać w tej przyjaźni. A nasi przyjaciele w międzyczasie starają się za uznanie AK za organizację zbrodniczą. Te wspomniane wcześniej rany to wymordowana rodzina i sąsiedzi. A zbrodnicza działalność AK polegała na obronie cywili. Według dzisiejszych norm – nie do wybaczenia. Bo zamiast bronić ludzi powinni byli mordercom pomagać. Wtedy zamiast szkalowania dostaliby za to nagrody pieniężne. I może mogliby żyć… po prostu żyć.
Przed wejściem do DK stoi działo. Od jednego kombatanta kiedyś usłyszałem:
- Szkoda, że nie działa.
O godzinie 21.00 grany jest sygnał na capstrzyk. Na trąbce.


Komentarze
Pokaż komentarze (1)