Zakończyliśmy rozważania na początku lat 80-tych. I bazując tylko na Iron Maiden oraz Judas Priest. To moje spłycenie tematu, aczkolwiek odniosę się i w głębszej formie. Na razie jednak kontynuujemy prekursorów NWOBHM :) Rok 1981 zaowocował dwoma płytami będącymi opoką dalszych rozważań. Niedocenioną Point of Entry i przecenioną The Number of the Beast. Każda z nich nosiła w sobie angielskie znamię, rozwalała dotychczasowy porządek i była na wskroś przewrotową, ale zaledwie torowała drogę kolejnym dokonaniom. Ponieważ właśnie w USA rodziła się potęga...
O czym next time.
P.S. Linki do utworów muszę poszukać adekwatne i lepszej jakości. Proszę o wyrozumiałość.
I jeszcze jedno. Czas ogarnąć zasady publikacji notek tutaj. Ciężko będzie człowiekowi prostemu, jak jednoczęśnie publikować w paru miejscach, niemniej jednak postaram się :) Za wszelkie błędy i niedociągnięcia z góry przepraszam.


Komentarze
Pokaż komentarze (7)