Czym są te: ciemna energia i ciemna materia oraz czarna dziura? Pokuszę się o wysnucie może niezbyt naukowej hipotezy dotyczącej tego zagadnienia.
Wydaje się że to, co uważamy za kosmiczną próżnię, w rzeczywistości nie jest żadną próżnią. Gdyby bowiem taka bezwzględna próżnia była dominującą cechą kosmosu, jak możliwe byłoby przesyłanie przez nią np. fal radiowych? O ile się nie mylę, to przebieg jakichkolwiek fal musi odbywać się na jakimś podłożu, w jakimś konkretnym ośrodku. A więc przestrzeń Wszechświata musi być czymś wypełniona. I raczej jest.
Oprócz obserwowanych przez nas gołym okiem, czy przy pomocy coraz doskonalszych przyrządów, obiektów kosmicznych w postaci galaktyk, gwiazd, planet, komet, asteroid itp. zapewne istnieją jeszcze w przestrzeni kosmicznej mikroelementy energetyczne, które wypełniają całą przestrzeń kosmosu. Można by powiedzieć, że wszelkie zauważone przez nas obiekty Wszechświata niejako pływają w tej mikroelementarnej „galarecie”.
Takie rozważanie może wydawać się niezbyt sensowne dlatego, że my przyjmujemy za bezwzględną próżnię wszystko, co posiada konsystencję rzadszą od jakiegokolwiek znanego nam gazu. Tymczasem chyba istnieje coś rzadszego od tychże gazów w postaci wspomnianej wyżej „galarety” kosmicznych mikroelementów energetycznych. Skąd one się biorą? Nie biorą się, ponieważ istniały zawsze i równie zawsze będą istniały. Właśnie one są podstawowym składnikiem wszelkich obiektów materialnych Wszechświata.
W wyniku oddziaływań grawitacyjnych (a takie właściwości posiadają te mikroelementy i dlatego tworzą tę w miarę zrównoważoną „galaretę” kosmiczną) lokalnie powstają wszelkie zmaterializowane składniki Wszechświata. W tym, między innymi tzw. czarne dziury. Te obiekty dzięki zgromadzonej, zmaterializowanej energii posiadają niewyobrażalnie wielką grawitację. Ich zdolność grawitacyjna, poprzez zassanie pobliskich mikroelementów energetycznych, powoduje zaistnienie wokół nich rzeczywistej próżni (a przynajmniej przestrzeni mocno rozrzedzonej), która uniemożliwia widoczne dla nas ich świecenie. Dzieje się tak dlatego, że nazwana przeze mnie „galareta” mikroelementów energetycznych nie nadąża uzupełniać swych zasobów w bezpośredniej przestrzeni wokół obiektu o tak silnej grawitacji.
Choć są to obiekty niewyobrażalnie rozgrzane przez własną grawitację i zgromadzoną energię, ich światło nie przenika przez otaczającą je próżnię. Światło bowiem posiada naturę falową, a więc fale fotonów nie mają w pobliżu czarnej dziury podłoża, po którym mogłyby się przemieścić. Nie jest to więc pochłanianie światła przez czarną dziurę, a raczej niemożność emisji tegoż przez nią. Czarna dziura staje się dla nas widoczna dopiero w momencie przekroczenia przez nią zdolności grawitacyjnego zgniatania materii i możliwości dalszej kumulacji energii, czyli jej wybuchu. Prawdopodobnie w postaci, którą nazywamy supernową.
W tym kontekście podejrzewam, że nie występuje żadne zagięcie światła przez czarną dziurę, a jedynie niemożność przemieszczania się fal fotonów przez przestrzeń próżni wytworzonej przez ten obiekt kosmiczny wokół niego. To znaczy, że jesteśmy w stanie zaobserwować jedynie część poświaty ciała emitującego światło, położonego w stosunku do nas za czarną dziurą. Daje to prawdobodobnie wizualny efekt zagięcia światła przez czarną dziurę.
Trudno jest jednoznacznie zdefiniować czym jest ta „galareta” kosmiczna. Zachowuje się jednak pewnie analogicznie do powietrza, przez które przelatuje samolot. Podlega więc zapewne relatywnie niewielkim turbulencjom wywoływanym przez wszelkie obiekty kosmiczne. Im większy obiekt, tym większa turbulencja. Np. galaktyki wywołują w niej większe zamieszanie niż planety, asteroidy, czy komety. Jednak nadal wraca po jakimś czasie do poprzedniej względnej stabilności.
Zasoby tej „galarety” są nieustannie uzupełniane porcjami energii wyrzucanej przez miliardy gwiazd i przede wszystkim przez miliardy galaktyk, zawierających setki miliardów gwiazd. Tak więc stan posiadania „galarety” nie zmniejsza się. Może jedynie lokalnie ulegać grawitacyjnemu zagęszczeniu, co nazywamy ciemną materią, bo nie jest wystarczająco grawitacyjnie skumulowana i nie posiada tyle energii, żeby świecić własnym światłem, jak to np. dzieje się w przypadku gwiazd. Tak więc wszelkie inne elementy Wszechświata należy zaliczyć do kategorii „ciemna materia”, w tym i planety, asteroidy, komety, itp.
Oprócz pojęcia ciemna materia, funkcjonuje także pojęcie ciemna energia, która wg założeń jest dominującą. I chyba tak jest. Ciemną energię stanowi nazwana przeze mnie „galareta” mikroelementów energetycznych. Wydaje się bowiem, że początkiem materii jest połączenie się przynajmniej dwóch takich mikroelementów. Podwaja się wtedy ich siła grawitacyjna, co powoduje w efekcie zwiększone przyciąganie sąsiednich mikroelementów i szybki wzrost grawitacji powstającej w ten sposób „grudki” materii.
W wyniku tych grawitacyjnych zagęszczeń powstają zresztą kolejne materialne obiekty Wszechświata, ponieważ tam lawinowo narasta grawitacja. Te lokalne zagęszczenia „galarety” mikroelementów energetycznych mogą powstawać w wyniku turbulencji wywoływanych w niej np. przez wybuch supernowej, czy przez strumienie dżetów. Wygenerowana jest wtedy bowiem ogromna ilość energii, która musi spowodować w tej „galarecie” niezłe zamieszanie grawitacyjne, a tym samym lokalne skumulowanie mikroelementów. W przypadku supernowej wyrzucana jest także ogromna dawka już gotowej materii. Możliwe, że dzieje się tak i w przypadku dżetów.
Potwierdzeniem istnienia tej hipotetycznej (czy tylko?) „galarety” mikroelementów energetycznych jest odbieranie przez nas za pomocą różnych urządzeń technicznych poszumu kosmosu. Wydaje się jednak, że nie jest to szum jego odległej przeszłości, a odgłos tejże „galarety”, wywołany przez drgania jej cząsteczek. Odbieramy przede wszystkim szum najbliższego nam otoczenia kosmicznego, choć zapewne docierają do nas także odgłosy jego dalszych okolic. Pewnie nakładając się na siebie.
Czy te hipotetyczne założenia są przekonujące? Może tak, ale zapewne nie wszystkich.


Komentarze
Pokaż komentarze (9)