28 obserwujących
299 notek
409k odsłon
  101   0

198 Światowy problem: OBAMA. Treść polskiej polityki VII IGP

Mam nadzieję, że Barack Obama okaże się być znakomitym amerykańskim prezydentem. Życzę tego Ameryce, życzę tego całej łacińskiej cywilizacji Zachodu. Nie jest to jednak zbyt wielka nadzieja. Pisałem o tym 11 listopada, „WYBIERZMY MĄDRZE”.
 
Dzisiaj czterdziesty czwarty prezydent USA złożył przysięgę. Alea iacta est.
A imię jego czterdzieści i cztery.
 
* * *
Moment jest znakomity dla spełnienia proroczej wizji, znakomita chwila dla mesjasza. To prawdziwy głęboki kryzys cywilizacyjny, a zadanie porównywalne z dwunastoma pracami Heraklesa. Przed cywilizacją łacińską stoi wyczyszczenie niejednej stajni Augiasza.
 
Ogromne zadanie, wymagające długotrwałego wysiłku intelektualnego i wielkiej pracy.
 
To jest zadanie i praca, która nie ma żadnego historycznego precedensu. Mam pytanie, czy Barack Obama, a także elity z nim związane, zdają sobie sprawę z rangi zadania, przed którym stoją?
Mam poważne wątpliwości.
 
To nie tylko kryzys ekonomiczny, jakich przez ostatnie stulecie kapitalizmu zdarzyło się wiele. To coś naprawdę poważniejszego, piszę o tym od dawna, wręcz specjalizuję się w analizowaniu współczesnego kryzysu cywilizacyjnego. Sytuacja jest naprawdę poważna.
Błąd w ocenie sytuacji, wybór niewłaściwej drogi może otworzyć drogę do prawdziwego i być może nieodwracalnego końca ziemskiej kariery naszej cywilizacji. Co z tego ma szansę ocaleć?
Trudno przewidzieć, w każdym razie nic z tego, co może mieć dla nas jakąś wartość.
 
Powiadam, wszystko zależy od trafnej diagnozy i konsekwentnej roboty, mierzonej na skalę pokoleń.
 
Tu jest miejsce na treść polskiej polityki. Zwracam uwagę na interesujący fakt. Barack Obama, w swoim przemówieniu inauguracyjnym ani słowem nie wspomniał o Polsce, nawet całej Europy nie był łaskaw zauważyć. Zgadzam się z hierarchią ważności spraw globalnych, proponowaną przez nowego Prezydenta Ameryki. Europa marginalizuje się sama, a Polska w jej wnętrzu, razem z nią. Zadziwiający protekcjonistyczny anachronizm polityczny, ideologiczny i gospodarczy. Nie dziwota, że światowe centrum kulturalne, polityczne i gospodarcze, ośrodek intensywnego rozwoju wyniósł się dawno na obrzeża Pacyfiku. Powoli migruje do jego zachodnich, azjatyckich okolic. Chiny, Indie, Korea, Hong Kong, Australia, Nowa Zelandia. Tam się dzieje przyszłość.
 
Ameryka Poludniowa i Północna, patrzą przez Ocean Spokojny, na Zachód.
 
Pojawiają się dziesiątki zjawisk cywilizacyjnych, które mają globalny charakter, są „pozaregionalne”. Takie problemy jak bezpieczeństwo energetyczne, światowe zasoby surowców mineralnych i naturalnych, nawet takich jak woda pitna. Są światowe systemy infrastrukturalne, polityczne, policyjne i wojskowe. Są to takie systemy jak GPS, Internet, telewizja i łączność satelitarna, komunikacja lotnicza i wszelka inna, nawet poczta, systemy logistyczne i administracyjne. Są to także takie problemy jak terroryzm, zbrodnicze reżimy i agresywne państwa „imperia zła”. Są takie organizacje jak ONZ, Interpol, NATO, ale i światowy system bankowy i pieniężny. Jest globalna gospodarka. Stawiałem kiedyś takie pytanie:
- Kto produkuje telewizory marki Philips?
 
Polska, nieoczekiwanie dla samej siebie, lokuje się na zadupiu całego światowego interesu, na wschodnich krańcach zaścianka tradycyjne nazywanego Europą. Taka dziura, gdzieś pomiędzy Berlinem, a Kijowem.
Tu jest miejsce na treść polskiej polityki.
 
Trafna diagnoza może pojawić się wszędzie, także i w Polsce. Wtedy  możemy mieć wielką szansę na zdobycie statusu leadera światowych przemian i ośrodka intensywnego rozwoju XXI wieku.Wystarczy aktywna postawa intelektualna. Zaścianek i zadupie jest wszędzie tam, gdzie myśl jest zaściankowa, inicjatywy wtórne, a mentalność kolonialna. Zaścianek może rządzić także i w Waszyngtonie.  Nikt w naszym zastępstwie nie rozpozna i nie sformułuje za nas treści naszych interesów, nie wystąpi z nimi nigdzie w naszym imieniu, nie będzie ich bronił i starał się o ich sensowne załatwienie, jeśli nie zrobimy tego sami. A nasz Polski interes jest w zupełności globalny, bo interes globalny w swojej regionalnej funkcji jest lokalny.  Ale to musi być nasza polska inicjatywa, polskie staranie, polska wola, aby nam Polakom chciało się chcieć. 
Pod tym względem Barack Obama stanął na wysokości zadania. Dokonywał cudów, aby Amerykanom chciało się chcieć, aby Amerykanie chociaż mieli wrażenie, że aktywnie uczestniczą w tworzeniu nowej rzeczywistości. To był chyba jego najważniejszy wysiłek, widoczny na uroczystej inauguracji jego prezydentury.
Odwrotnie jak w Polsce teraz.
 
* * *
 
Przeczytałem ocenę Alvina Tofflera, wyrażającą bardzo intrygująco podobne wątpliwości. „Wciąż tkwimy w fabryce”.
Toffler powiada:
„Największym wyzwaniem jest dziś społeczna transformacja i reorganizacja instytucji. A większość świata wciąż jest zorganizowana w sposób epoki przemysłowej a nawet agrarnej. Niektóre kraje nie pasują do żadnej kategorii.”
I trochę dalej:
„Probierzem jest dla mnie system edukacji. Jeśli wciąż będziemy uczyć dzieci, jakbyśmy chcieli przystosować je do pracy w fabryce – dając im odtwórcze zadania i nakazując by postępowały jak inni – nic dobrego się nie wydarzy. Działamy na podstawieprogramów, które stworzyliśmy w XIX wieku, (…).”
 
To ostatnie zdanie, „działamy na podstawie programów, które stworzyliśmy w XIX wieku”, rozumiem jednak inaczej, niż chciał to wyrazić Alvin Toffler. Uważam, że współcześni światowi organizatorzy życia publicznego są nieodrodnymi dziedzicami aroganckiej, dziewiętnastowiecznej szkoły cynicznego programowania zachowań ludzkich w masowej skali. To nie tylko chodzi o programy szkolne czy edukacyjne. Chodzi o coś znacznie poważniejszego. Myślę o programowanie strategii i zachowań cywilizacyjnych w skali społecznej „na podstawie programów, które stworzyliśmy w XIX wieku”. To jest tradycja rewolucji francuskiej, która uformowana w XIX wieku przerodziła się w dwudziestowieczne stulecie totalitaryzmów.  Francuski psycholog Gustave Le Bon bezwiednie stał się prekursorem cynicznych szkół pogardy do człowieka i totalitarnego sterowania „masami”. Później była leninowska agitacja, hitlerowska propaganda, jeszcze niedawno marketing polityczny, później postpolityka, a teraz NFL. Programowanie neurolingwistyczne.Jesteśmy w domu. O takim znaczeniu słowa programowanie myślę. Marzenia głupców o sterowaniu całymi społeczeństwami. Zautomatyzowane wygrywanie wyborów przy pomocy niebieskiej, albo czerwonej viagry działającej na umysły elektoratu, traktowanego jak stado debili. 
 
* * *
Lubię to! Skomentuj7 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale