mtm mtm
323
BLOG

Prywatna służba zdrowia? Dlaczego nie?

mtm mtm Gospodarka Obserwuj notkę 7

Do napisania tego tekstu skłoniło mnie kolejne demagogiczne wspomnienie tematu strasznej wizji pod tytułem "prywatna służba zdrowia". Tym razem wspomniał o tym prezes PiS podczas wystąpienia na kongresie, pewnie za chwilę to samo usłyszymy od szefa PO. Zapewne będzie prostował, odcinał się od pomysłu prywatyzacji służby zdrowia.

I nikomu nawet nie wpadnie do głowy wejść w ten temat głębiej, a tylko rzucić demagogiczne hasełko, które lud kupi. Kwintesencją demagogii i oderwanego od rzeczywistości podejścia był emitowany swego czasu spot PiS straszący ludzi co się stanie gdy służba zdrowia będzie prywatna.

A tymczasem jedynym rozsądnym wyjściem z nieprzyjemnej sytuacji, w jakiej znalazła się służba zdrowia jest właśnie jej prywatyzacja. Dlaczego?

Przede wszystkim należy zauważyć, że służba zdrowia, z której korzystamy w ramach NFZ jest już w dużym stopniu w prywatnych rękach. Prywatne przychodnie lekarskie, rzadziej prywatne szpitale - to już jest faktem.

Są prywatne przychodnie (założone przez kilku lekarzy), które posiadają podpisaną umowę z NFZ, co oznacza, że leczą ludzi za pieniądze NFZ, a nie za złotówki kieszeni pacjenta.

I ta przychodnia przynosi zysk, rozwija się, kupuje nowy sprzęt, zdobywa nowych pacjentów. Jej właściciele nie marnotrwaią pieniędzy, a mądrze je inwestują, bo wiedzą, że to sprawi, że już wkrótce będą na tym jeszcze więcej zarabiać. I wszystkie strony tego biznesu są zadowolone:
- właściciele, bo zarabiają
- lekarze pracujący w lecznicy, bo mają dobre warunki pracy i płacy
- NFZ, bo ma dobrego partnera
- pacjenci, bo leczą się w ludzkich warunkach

I placówka ta nie może pozwolić sobie na błędy, brak odpowiedniej obsługi pacjenta, chamstwo personelu, bo automatycznie straci pacjentów i kontrakt z NFZ, co wydatnie odbije się na kieszeni właściciela.

A co w publicznej służbie zdrowia? Dlaczego tam nie jest normalnie? dlaczego szpitale i przychodnie są zadłużone po uszy, a personel strajkuje?

Kiepskie zarządzanie, przerost zatrudnienia i administracji, a przede wszystkim marnotrawienie pieniędzy (świeży przykład - jeden ze szpitali kupił nowoczesny sprzęt to wykrywania raka piersi, ale nie wykorzystuje go, bo nie ma odpowiednio przeszkolonego personelu).

Ktoś powie - prosta odpowiedź -> poprawmy zarządzanie. Ale jak? Dobrzy menadżerowie nie przyjdą, bo ustawa kominowa. Zresztą politycy (jaka opcja by nie rządziła) będą dbali nie o jakość zarządzających, ale o to by to był ich działacz, który wprowadzi kolejnych działaczy.
Kontroli nad tym nie ma żadnej, interesu w tym, aby to zarabiało nie ma żadnego (najwyżej jak się zadłużymy na kilka baniek i będą chcieli nas zlikwidować, to zrobimy strajk, wystąpimy w TV, zaprosimy polityków aktualnej opozycji, która wrzuci coś na aktualną władzę i do zamknięcia placówki nie dojdzie).

U "prywaciarza" takiego czegoś byśmy nie uświadczyli...

Co by się zmieniło w odpłatnościach, gdyby służba zdrowia była prywatna?

Nic, zupełnie nic. Nadal płacilibyśmy NFZ, który przekazywałby pieniądze za nasze leczenie do szpitala, przychodni, itp.

A co by się zmieniło dla pacjentów (oprócz tego, co napisałem wcześniej)?

Fakt, że wie, do kogo należy placówka, wie komu złożyć skargę, kogo ewentualnie pozwać (dziś skargi do wirtualnego właściciela szpitala sprawiają, że de facto nikt nie ponosi odpowiedzialności).

Na dowód tego, że takie coś już działa podam przykład dużej firmy, która jakiś czas temu podpisała kontrakt z NFZ i w ramach tego kontraktu przyjmuje w swym szpitalu pacjentów na kilku oddziałach w warunkach o dużo wyższym standardzie niż jakikolwiek inny szpital.

 

To dopiero pierwszy krok prywatyzacji. Kolejny to prywatyzacja innego wielkiego pożeracza pieniędzy i przechowalni "krewnych i znajomych" szefostwa rządzącej partii (niezależnie od tego, która rządzi) - NFZ. A właściwie umożliwienie działania kilku konkurująm ze sobą "Funduszy Zdrowia".

I to jest jedyna opcja, aby pieniądze, które co miesiąc płacimy w ramach "Składki Zdrowotnej" były w jak największym procencie wydawane na nasze leczenie.

 

Publiczna służba zdrowia to pozostawienie status quo i dalsza degrengolada służby zdrowia bez względu na to, jak dziś p. Kaczyński, czy pp. Tusk i Arłukowicz będą próbowali nas przekonać, że mają pomysł na jej uzdrowienia.

mtm
O mnie mtm

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (7)

Inne tematy w dziale Gospodarka