28 obserwujących
214 notek
145k odsłon
632 odsłony

Jak Mąż tłumaczy życie. We współpracy z Aslanem

Wykop Skomentuj8

Znacie pewnie „Opowieści z Narnii” Clive’a Staplesa Lewisa? Jeśli nie, to przeczytajcie, całą serię, bo to bardzo mądre książki, dobre dla każdego, wcale nie tylko dla dzieci. Wiele ważnych rzeczy pokazują i porządkują w głowie. Pada tam wiele słów, które wnikają w serce, rozwijają się i prowadzą przez życie.

Temat tego tekstu kręci mi się w głowie już od pewnego czasu. Wszystko zaczyna się od pewnego cytatu, głębokiej i ważnej myśli, ale żeby dobrze ją przybliżyć, musiałam ją znaleźć, przytoczyć kontekst i pełne brzmienie. Wiedziałam na pewno, że są to słowa Aslana. Wydawało mi się, że pamiętam moment i dialog, w którym padają.

Dla tych, którzy nie wiedzą, Aslan jest wielkim i wszechmocnym Lwem, stwórcą Narnii, ale też swego rodzaju opiekunem, który pojawia się w chwilach krytycznych lub sprowadza inną pomoc. Dla katolików jest oczywiste, że jest to personifikacja Jezusa Chrystusa, zresztą sam autor nigdy nie krył, że taka przyświecała mu myśl przy pisaniu Narnii.

Risercz zajął mi chwilę.

Przeglądałam tom po tomie i nie mogłam potrzebnego cytatu znaleźć. Jedno spotkanie z Aslanem, drugie, trzecie, czwarte, a tego nie ma i nie ma. Kolejne minuty nocy, zaplanowane na pisanie, zamiast na jakże potrzebny sen, mijają na przeglądaniu książek i bez skutku! A przecież te słowa gdzieś padły. W końcu zaryzykowałam wpisanie słów kluczy w Google’a i okazało się, jak moja pamięć jest zawodna. Zdanie brzmi trochę inaczej, jest powiedziane przez Aslana do Arawis w tomie pod tytułem „Koń i jego chłopiec” (byłam pewna, że to rozmowa z Łucją i w ogóle jej w tym tomie nie szukałam…).

Nadal jednak zdanie to ma swoją ogromną moc i znaczenie. Nie będę streszczać historii i przybliżać kontekstu w którym pada, bo jednak nie jest to potrzebne. Wystarczy wiedzieć, że Arawis zadała pytanie o szczegółowe czyjeś losy. A Aslan odpowiedział:

„Opowiadam ci twoją historię, nie jej. Każdemu opowiadam tylko o nim samym”.

Kiedy przeczytałam to pierwszy raz, pomyślałam, że Aslan próbuje zbyć Arawis, że to taki lekki prztyczek w nos, sugestia pustej ciekawości, może nawet wścibstwa. Takie „nie interesuj się”.

A przecież Aslan mówi tu coś zupełnie innego.

„Każdemu opowiadam tylko o nim samym”.

Bo dla Ciebie to Twoja historia jest kluczowa. Ty masz do przeżycia swoje życie, nie życie innych. Masz to zrobić jak najlepiej, więc na tym się skup.

* * *

Te słowa nie są banalne. I nie są łatwe do przyjęcia. Są uderzeniem. Pokazują, jak niewiele wiemy – i jak niewiele chcemy wiedzieć! - o sobie. Za to ciągle dopytujemy o innych. Tu oczywiście można by przytoczyć werset jakby odwrotny: „Niech każdy ma na oku nie tylko swoje własne sprawy, ale też i drugich!” (Flp 2,4). Te słowa pisze apostoł Paweł. Tylko że on wcześniej jasno stawia sprawę: mając jednego ducha, wspólne dążenia, w pokorze i miłości. Zainteresowanie sprawami drugich, kiedy otaczamy ich miłością, ma ogromne znaczenie, bo nie żyjemy sami na bezludnej wyspie, tylko współistniejąc z ludźmi wokół. I dzielenie z nimi ich życia, ich spraw, troszczenie się o wzajemne dobro jest bardzo ważne. Jest opisem wspólnoty chrześcijańskiej.

Aslan jednak pokazuje inną sytuację: kiedy zainteresowanie sprawami innych nie wynika z miłości do nich – tylko z braku miłości do siebie. Kiedy śledzisz życia innych, a nie żyjesz swoim życiem. Kiedy swoją historię odrzucasz.

* * *

Jakiś czas temu mój przemądry Mąż (choć on stwierdził, że powinno tu być: przemądrzały ;)) powiedział te słowa (lekko przekształcone) do mnie.

Bardzo mnie to dotknęło, bo – jak zwykle – miał rację.

Czasem myślę sobie, że moje życie od momentu wejścia w dojrzewanie można podzielić z grubsza na okres, kiedy nie spełniały mi się marzenia, następnie czas, kiedy spełniały mi się nie moje marzenia, a dopiero potem (i to są ostatnie 3 lata) czas, kiedy zaczęły się spełniać moje marzenia.

Oczywiście spełnianie marzeń nie jest najważniejszą wytyczną do oceniania czegokolwiek, ale taka refleksja nasuwa trochę gorzkich myśli. I tak sobie o tym rozmawialiśmy z Mężem. Opowiadałam mu też o kilku bliskich mi osobach, o których nieraz myślałam, że im się spełniają w życiu moje marzenia (oczywiście było to w czasie, kiedy mi nie chciały). Z jedną nie mam kontaktu, z drugą dość rzadki, z trzecią i czwartą mam nadal bliskie relacje. Nieraz było to dla mnie lekcją pokory, odrabianą krócej lub dłużej. Nie zawsze było łatwo to przyjąć.

A mój Mąż powiedział: „Bo ty ciągle opowiadasz sobie jej historię. Musisz przestać. To twoje życie i twoja historia, nie jej”.

I przywalił mi tymi słowami mocno. Dał mi porządnie do myślenia. Uświadomiłam sobie, że ma rację, a ja sama nie umiałam tego zobaczyć, jakoś się do tego przyznać, tylko lawirowałam wokół tematu…

Wygląda na to, że ja ciągle wyrzucam sobie, iż moje życie potoczyło się tak, a nie inaczej. Na niektóre wydarzenia nie miałam wpływu, na przykład na to, że dość późno się z moim Mężem poznałam, że w związku z tym mamy pierwsze dziecko nieco przed 30-stką, że młodość spędziliśmy oddzielnie. A jednak ciągle mam w tym miejscu jakiś żal, jakąś zadrę, że miało przecież być inaczej. W moich wyobrażeniach.

Wykop Skomentuj8
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Rozmaitości