28 obserwujących
210 notek
139k odsłon
439 odsłon

O cudach Bożych i wielkiej roli kobiety

Wykop Skomentuj8

Być może już wam o tym pisałam, ale ta historia jest tu niezbędna, jest po prostu podstawą. Zatem - być może się powtarzam... Chyba tak musi być.

* * *

Znacie Abrahama? Taki facet z bardzo, bardzo dawnych czasów, tak dawnych, że nazywany jest patriarchą. Od niego bierze początek historia narodu wybranego - Izraela. Zaczyna się dokładnie od tego, że Abraham był człowiekiem przegranym. Miał wielki dobytek, liczne stada i pieniądze, piękną żonę i wygodnie ułożone życie. Ale nie miał syna. Nie miał komu przekazać wszystkiego, co w życiu osiągnął, co wypracował. Całe to bogactwo nie miało dla niego sensu. Nie mogło go uszczęśliwić.

I ten Abraham, wtedy jeszcze nazywający się Abramem, usłyszał głos Boga. Boga nikomu nieznanego, zupełnie nowego. "Zaufaj mi, a dam Ci syna. Wstań i wyrusz w drogę". Jak to dokładnie się odbyło, nie wiemy. Te podania mają jakieś 4 tysiące lat, wtedy jakoś nie zapisano zbyt wielu szczegółów. Ale wiemy, że Abram opuścił swoje miasto, porzucił wygodne, ułożone życie i wyruszył.

Jego historia jest barwna i pełna zwrotów akcji. Nie chcę jej tu całej opowiadać. Abram był w drodze, pamiętał o obietnicy, ale kolejne lata mijały. Był starcem. Jego żona była w podeszłym wieku. Syna nie było. Wątpił nieraz. I któregoś dnia, gdy siedział pod dębami Mamre, przyszło trzech ludzi, którzy zwiastowali mu narodzenie syna za rok o tej porze. Usłyszała to żona Abrama, Sara i się śmiała. Miała już przeszło 90 lat. Dawno uznała to za niemożliwe.

Pan Bóg jest specjalistą od rzeczy niemożliwych.

Minął rok i urodził się Izaak - jego imię oznacza śmiech. Kiedy stajemy twarzą w twarz z ogromnym cudem zdziałanym mocą Bożą, chcemy śmiać się z całego serca, wypełnieni nieskończoną radością.

Abraham nazywany jest ojcem wiary. Tym, który "wbrew nadziei uwierzył nadziei, że stanie się ojcem wielu narodów zgodnie z tym, co było powiedziane: takie będzie twoje potomstwo" (Rz 4,18). Jest taka opowieść, że gdyby spytać Abrahama, co dla niego oznacza wiara, to by nic nie mówił, tylko pokazał swojego syna Izaaka. I to by wystarczyło za odpowiedź. Patrz - oto, jakich cudów dokonuje Bóg. Działa w życiu człowieka rzeczy niemożliwe. Obdarza niewiarygodnym szczęściem.

A ja - też nie mam nic mądrego do opowiadania. Mogę tylko pokazać moją Córeczkę i Męża. Oto jest niepodważalne świadectwo miłości i wszechmocy Boga w moim życiu. Wszystko to dostałam, niczego tu nie dokonałam sama.

Mała DD ma dwa miesiące. Jest taka śliczna! Bardzo spokojna. Płacze tylko, jeśli naprawdę coś jej przeszkadza. Ładnie śpi, ładnie je. Przepięknie się uśmiecha. Ma dwa dołeczki! Jest dzieckiem wymarzonym. Spełnieniem obietnicy, na które nie miałam już nadziei. Ale od kiedy oddałam Bogu moje życie kompletnie i nieodwołalnie, od tego momentu On zaczął działać i krok po kroku dawał mi wszystko, o czym już nie miałam odwagi marzyć. Narzeczonego, później Męża, ślub z bajki, spokojną i nietrudną ciążę, szybki i bardzo dobry poród, przepiękną Córeńkę. I czasem, gdy trzymam ją w ramionach, to jest naraz takie normalne i oczywiste: jest dziecko, jest głodne, trzeba nakarmić, no to karmimy. Ale zarazem jest to tak bardzo niesamowite. Że to ja jestem Mamą. Że mam w ramionach taki Cud. Że ona jest, cała i zdrowa, i taka wesoła. Że mogę ją karmić, że to się tak po prostu samo dzieje. Nie znaczy to, że jest znów tak łatwo, kilka zmartwień przebrnęliśmy, karmienia też się jakiś czas uczyłyśmy. Ale wspomnienie trudów szybko blaknie. A każdy promienny uśmiech jest stukrotną nagrodą, całkowicie niezasłużoną. Kolejnym ogromnym darem.

Przez wiele lat zajmowałam się dziećmi w każdym wieku. Zupełnie malutkimi w obecności ich rodziców, ale zostawałam już nawet z trzymiesięcznymi. Umiałam przewinąć, nakarmić, zabawić, umyć, ułożyć do snu i tak dalej. A jednak opieka nad swoim własnym dzieckiem to coś zupełnie innego. Zupełnie inne poczucie odpowiedzialności. I konieczność reagowania na wszelkie sytuacje, bo tu już nie ma opcji "wrócą rodzice i zrobią porządek". Ale też zupełnie inne uczucia ta opieka budzi. Osobistą satysfakcję i głębokie wewnętrzne spełnienie. Opiekując się dziećmi w trybie codziennym zawsze się do nich przywiązywało. Ale jakoś człowiek czuł, że nie ma pełnego prawa do tego mocnego tulenia, do tych słów "kocham cię". A teraz miłość przepełnia mnie całą i już się nie mieści. Mogę ją tulić ile chcę i nigdy nie mam dość. Ale są też trudne momenty. Każdy płacz z powodu brzuszkowych problemów dużo bardziej boli, bo chciałoby się zabrać dzieciątku to cierpienie, wziąć je na siebie, a się nie da. Są noce, gdy Malutka pięknie śpi, budząc się regularnie co 3-4 godziny. A są takie, gdy 4 godziny nie chce się uśpić, a potem znów budzi się po dwóch. Są dni, gdy nie da się jej odłożyć i wymuszona bezczynność z dzieckiem na rękach budzi frustrację. A potem płacz się kończy i pojawia się ten cudowny, promienny uśmiech. "Słońce wychodzi zza chmury, a pomoc przychodzi z góry".

Jest w Piśmie Świętym powiedziane, że kobiety będą zbawione przez rodzenie dzieci (1 Tm 2,15). To zdanie powinno być oznaczone gwiazdką, która głosi: i przez zajmowanie się nimi, przez bóle karmienia, przez nocne wstawanie, przez wszystkie obawy i modlitwy gdy dziecko kaszle, katarzy, płacze. Przez wszystkie te sprawy, gdy matka w sensie dosłownym oddaje życie. Kobieta ma to w siebie wpisane i jeśli tylko nie wyprze się tego - ma zbawienie "jak w banku" ;). Mężczyźni mają trudniej. Oni muszą się tego oddawania życia nauczyć. To nie leży w naturze wojownika, zdobywcy, bohatera. Muszą je specjalnie wybrać.

"Kobieta jest macierzyństwem, cała jest stworzona z myślą o dziecku. Od niej zależy istnienie ludzkości." - powiedziała Wanda Półtawska. Dzisiejsze trendy feministyczne każą tę myśl odrzucać, bo jak to można się tak zaszufladkować i z góry skazywać na te pieluchy i gary. A przecież to nie jest przekleństwo - to jest największe wyróżnienie, przywilej, zaszczyt. Małżeństwo współpracuje ze Stwórcą w akcie stworzenia nowego życia, ale to w kobiecie, w matce, to życie się rozwija i to od niej jest zależne w pierwszych dniach, kiedy jest najbardziej kruche i delikatne. Rola mężczyzny-ojca jest też szalenie ważna. Moja Córeczka ma dwa miesiące, a już widzimy, że dla niej Mama to nie jest to samo, co Tato, że Taty też potrzebuje i szuka. Ale rola Matki jest tu zupełnie wyjątkowa i mój Mąż wprost to przyznaje. Moje wyróżnienie go nie deprecjonuje, tylko ubogaca. A ja - wciąż patrzę na to wszystko ze zdumieniem i niedowierzaniem. I zachwytem. I mam niezachwianą pewność, że "dalekie to jest od nas, by opuścić naszego Boga, który dokonał przeogromnych cudów na naszych zdumionych oczach".

Co prawda wyobraźnia podsuwa różne trudne wydarzenia, które mogą nas spotkać, różne scenariusze pełne niepowodzeń. Staram się odpychać je, wyrzucać  z głowy. Cokolwiek by nas nie czekało, Pan Bóg nas wspomoże, w końcu doświadczyliśmy tego, że nie ma dla niego rzeczy niemożliwych.

Aktualnie prosimy o dom... ;)

Wykop Skomentuj8
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Rozmaitości