Marek Migalski Marek Migalski
1926
BLOG

Węgierskie impresje, czyli getto, rów, demos i dialektyka

Marek Migalski Marek Migalski Polityka Obserwuj notkę 58

Wczoraj zorganizowałem konferencję o Węgrzech, z udziałem polskich i węgierskich polityków, naukowców i publicystów (szczegóły na www.migalski.eu ). Dzisiaj chciałbym podzielić się czterema refleksjami, które towarzyszyły mi podczas tego spotkania.

Po pierwsze, tego typu dyskusje są najciekawsze – to znaczy wtedy, gdy dyskutują ze sobą właśnie te grupy zawodowe. Bo debaty tylko wśród polityków są potwornie nudne (podobnie zresztą jak te, toczone jedynie w gronie dziennikarzy czy też tylko naukowców). Iskrzy intelektualnie jedynie na styku tych grup, a nie wewnątrz nich, napięcie pojawia się na obrzeżach, przy kontakcie z kimś choć nieco odmiennym. Nudą natomiast i przewidywalnością wieje zawsze, gdy spierają się politycy z politykami, publicyści z publicystami i naukowcy z naukowcami. W jakimś sensie byłem członkiem każdej z tych grup i wiem, co mówię. Dziwię się, ze tak rzadko media organizują tego typu debaty, dokonując swoistej gettoizacji i separując te grupy zawodowe.

Po drugie, Węgry to nasza przyszłość. Podział społeczny jest tam tak głęboki, że zwolennicy Fideszu nie posyłają dzieci do szkół, w których dyrektorem jest zwolennik socjalistów, a socjaliści uważają fideszowców za faszystów, których należy pozamykać w więzieniach. Z kolei wyborcy Orbana traktują swoich przeciwników jak spadkobierców tych, którzy węgierskim patriotom wyrywali paznokcie. Podział jest trwały i bardzo głęboki. Oni się po prostu nienawidzą. Myślę, że sytuacja w Polsce zmierza do tego modelu. Podziały po 10 kwietnia 2010 roku są coraz głębsze i coraz bardziej trwałe. Ci, którzy starają się budować mosty, giną w czeluściach tego polskiego rowu. Dobrze mają się ci, którzy ów rów pogłębiają.

Po trzecie, to, co dzieje się z Madziarami, jest czymś poważniejszym, niż tylko przypadkiem jednego kraju. Sposób potraktowania Orbana przez europejskich mandarynów, przez brukselskich bonzów, świadczy o tym, że zmienia się model współczesnej demokracji i zwykli obywatele mają coraz mniej do gadania. To nie Włosi i nie Grecy zdecydowali, że mają nowych premierów, to nie obywatele Unii zdecydowali o tym, że najważniejszą jej postacią Herman van Rompuy, Irlandczyków zmuszano do powtórnego głosowania, a referenda Francuzów i Holendrów zignorowano. Przypadek Węgier pokazuje jak zmienia się demos, jak jest zastępowany przez coraz bardziej wyizolowane gremia, bez jakiejkolwiek kontroli.

Po czwarte, najdziwniejsza reakcja na reformy Orbana miała miejsce w Polsce (o czym już pisałem). Część tego, co robi on u siebie, można porównać do tego, co wyprawia Tusk w Polsce – zawłaszczenie mediów publicznych, utrudnianie życia mediom nieprzychylnych rządowi, odmawianie wszelkich praw opozycji, obsadzanie swoimi ludźmi wszystkich możliwych urzędów (u nas ostatnim takim przypadkiem było pozbycie się Anny Streżyńskiej). I co się okazuje? Ci, którzy wysługują się Platformie w tym wszystkim, którzy klaszczą i kibicują Tuskowi w zawłaszczaniu państwa i gnojeniu opozycji, najgłośniej protestują przeciwko Orbanowi. A drugiej strony ci, którzy najbardziej krytykują Tuska za białorusinizację naszego kraju, za łamanie praw opozycji, za zawłaszczanie państwa, ogłaszają się wielkimi obrońcami węgierskiego premiera i trzymają za niego kciuki. Zaiste, tego typu dialektyka myślowa jest możliwa tylko u nas.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (58)

Inne tematy w dziale Polityka