Marek Migalski Marek Migalski
3297
BLOG

Europejski łomot rosyjskiego ambasadora, czyli dzień w PE

Marek Migalski Marek Migalski Polityka Obserwuj notkę 63

 

Wczoraj w PE miało miejsce wysłuchanie publiczne na temat wyborów w Rosji - odbyło się to na wspólnym posiedzeniu Komisji Spraw Zagranicznych oraz Delegacji PE do spraw współpracy z Rosją. Łomotu, jaki dostał podczas tego posiedzenia ambasador rosyjski, dawno nie widziałem. Pan Chizhov zaczął w swoim starym i znanym stylu - wyśmiewał opozycję, zachwalał "rosyjski model demokracji", wskazywał na to, że w krajach unijnych także łamane są prawa człowieka (na przykład prawa mniejszości rosyjskiej w krajach nadbałtyckich czy prawa socjalistów na Węgrzech). Ale pana ambasadora spotkała nieprzyjemna niespodzianka - na spotkanie zaproszono także trzech przedstawicieli partii oraz NGO'sów opozycyjnych.
 
I zaczęła się jatka - co prawda Chizhova wsparł poseł Aleksander Mirsky z Łotwy ( który z nostalgią wspomina o swojej służbie w Armii Czerwonej i o którym źli ludzie piszą, że jest dziwnie zaprzyjaźniony z niektórymi służbami państwa rosyjskiego), ale był to głos zupełnie odosobniony. Politycy ze wszystkich frakcji parlamentarnych nie zostawili na Jego Ekscelencji suchej nitki - zarzucali mu łamanie praw człowieka, brak wolnych mediów, bariery w rejestracji partii politycznych. Z każdą minutą mina Chizhova bardziej czerwieniała i robiła się coraz bardziej ponura.
 
Nie byłbym sobą, gdybym i ja nie dołożył czegoś od siebie - powiedziałem w swoim pierwszym wystąpieniu, że może pan ambasador ma dobry humor i jest skłonny jest do żartów (mówił, że rosyjska demokracja jest tylko jedną z wielu odmian demokracji - ani lepszą, ani gorszą od amerykańskiej, czy unijnej), ale rodziny Anny Politkowskiej czy Siergieja Magnitskiego mają mniej powodów do bycia w dobrym nastroju. Za drugim razem stwierdziłem, że jeśli ktokolwiek miał wątpliwości, czy Rosja jest krajem demokratycznym, czy też nie, to po jego wystąpieniu może być już pewien, że Rosjanie żyją w dyktaturze, bowiem zachowanie ambasadora nie przypomina w niczym zachowania przedstawiciela wolnego i demokratycznego kraju.
 

Jego Ekscelencja wychodził z sali jak zbity pies - z około 20 wystąpień na tym spotkaniu, jedynie jedno było sprzyjające rosyjskiej "demokraturze". Wszystkie pozostałe były krytyczne wobec tego, co dzieje się w państwie Putina (najmniej krytyczne były głosy socjalistów). Ale to, co sprawiało mi największą frajdę, to to, że prawdopodobnie ugotowałem Chizhova. Dlaczego? Zrozumie to tylko ktoś, kto żył w systemie autorytarnym. Już tłumaczę - tego, co powiedziałem, że to zachowanie samego ambasadora potwierdziło jak mało co, że Rosja nie jest demokracją, słuchało jeszcze dwóch przedstawicieli ambasady i bardzo wnikliwie notowało. Wiadomo, że znajdzie się to w ich raporcie przesłanym do "centrali" i prawdopodobnie nie przysporzy Jego Ekscelencji popularności w resorcie Ławrowa. Bo podczas, gdy Putin stara się uwieść Zachód swoim promodernistycznym i prodemokratycznym urokiem, jakiś durnawy przedstawiciel imperium, zamiast wzmacniać tę legendę, irytuje europosłów swoją butą i autorytaryzmem. Oj nie będą zadowoleni w centrali, nie będą. I mogą już niedługo upomnieć się o taką niecwaną gapę. A wtedy z awansu i pochwał nici. Ech żal człowieka, żal. Przepadnie ów biedaczek na zawsze w bezkresie imperium, zamiast błyszczeć na europejskich salonach. Ale ludzi ci w Rasiji mnoga....

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (63)

Inne tematy w dziale Polityka