Laudetur Iesus Christus!
Witam wszystkich blogerów i komentatorów. Jest to mój pierwszy wpis ale zapewne nie ostatni:)
O mnie dowiedzieć się można ze stopki u góry. Obecnie rezyduje w pięknej prowincji Alberta, w Kanadzie mieszkając w miejsocwości Cold Lake. Do Polski oczywiście mam zamiar wkrótce wrócić:)
Na moim blogu postaram sie odnieść do bieżącej sytuacji politycznej w kraju oraz na arenie międzynarodowej. Ale będe sie też starał o pewne wpisy o charakterze ponadczasowym, a więc takie, które są niezbędne aby na nowo przypomnieć sobie kim jesteśmy, skąd się wywodzimy i dokąd zmierzamy. Taka dawka tożsamościowej siły witalnej.
Jako, że jest to moj pierwszy wpis, chciałbym odnieść się więc do dzisiejszej wizyty Baraka Obamy w Jordanii i jego niedawnej wizyty w Iraku. Generalnie rzecz biorąc, plan kandydata Demokratów jest taki, aby do 2010 wycofać wszystkie wojska amerykańskie z Iraku i skierować zdecydowaną ich część do Afganistanu "so they can finish the job they started". Niechęć państw NATO do większego zaangażowania się w Afganistanie być może jest zrozumiała, ale fakt faktem, główny teren walki z islamskim terroryzmem nadal znajduje się w Afganistanie. I choć formacja dżihadystów (czy jest sens mówić jeszcze o al-Kaidzie czy raczej o odpryskach, które z niej wyrosły?) saudyjskiego milionera została mocno osłabiona, kontekst regionalnej polityki, a w szczególności ciągłe przenikanie absolwentów słynnych szkół "Madrasów" do Afganistanu, dyktuje aby faktycznie zakończyc nie-dokończoną misję afgańska. Oczywiście nie chodzi tu o żadną instalację demokracji, praw człowiea i tak dalej, ale raczej o czysto polityczną kalkulację aby wyjść z twarzą z sytuacji bardzo newralgicznej politycznie i militarnie. Choć osobiście uważam, że Amerykanom lepiej wyjdzie jeśli politykę ekspansjonizmu i tzw "nation building" zastąpią roztropną kalkulacją i odbudową swojego znaczenia gospodarczego w świecie i wyjdą z marazmu neo-konserwatywnej mitologii, to jednak jestem skłonny twierdzić, że należy skierować większą liczbę wojsk do Afganistanu. W tym jednym wypadku. Dlaczego? Powodów jest kilka.
Najważniejszy powód to oczywiście 9/11. Bin Laden przebywał w Afganistanie, tam planował i stamtąd finansował całą "operację z samolotami". Jeśli zastosowanie sprawiedliwości ma faktycznie mieć miejsce, to złapanie człowieka odpowiedzialnego za śmierć 3000 Amerykanów i zniszczenie jego terrorystycznej infrastruktury jest jak najbardziej na miejscu.
Drugi powód to większy potencjał sojuszniczy w tym niespokojnym państwie. I to nie tylko dlatego, że większość państw NATO czy poza-natowskich jest skłonnych o wiele bardziej angażować się w Afganistanie niż w Iraku, ale również dlatego, że większą przychylnością (przynajmniej tak by się wydawało) obdarzają władze afgańskie i ludność Amerykanów, niż ludność Iraku, co zresztą widać po różnicy w liczbach jeśli chodzi o ofiary śmiertelne sił ISAF. To mocny atut, który należy wykorzystać.
Trzeci powód to nic innego jak dokończenie rozpoczętej już inicjatywy strategicznej w regionie. O ile bardziej mogliby Amerykanie skorzystać na stabilnej sytuacji politycznej w Afganistanie, niż w obecnej ekspansji z dnia na dzień anty-amerykańskich postaw na Bliskim Wschodzie, które to postawy są podstawą islamskiego terroryzmu.
Nie jestem fanem Obamy i nigdy w życiu nie pochwalę jego kandydaturę na stanowisko Prezydenta USA. Natomiast w tym wypadku, przeniesienia znacznej części amerykańskich wojsk spowrotem do Afganistanu, należą mu się słowa poparcia. Poparcia oczywiście częściowego, ponieważ trudno mi uwierzyć, że nie przejmie się on również zarazą politycznej mitologii "jastrzębi" i nie zacznie stawiać demokrację, prawa człowieka i inne bzdury nad chłodną polityczną myśla, której celem jest: doszczętne zniszczenie resztek "Bazy" w Afganistanie, zabicie ich przywódców i oddanie pełni suwerennej władzy jak najszybciej afgańczykom. Trzymam Cię za słowa Baraku.


Komentarze
Pokaż komentarze