Znów chciałym się odnieść do konfliktu w Gruzji. Dzisiaj jednak troche perspektywy amerykańskiej, której doskonałym rzecznikiem, oczywiście z pozycji jak najbardziej tradycyjnie konserwatywnych jest Pat Buchanana. Oto kilka cytatów z jego najnowszego tekstu.
"Gdyby Gruzja była w NATO - wtedy kiedy Saakashvili napadl na Poludniową Osetię - to stalibyśmy twarza w twarz z Rosjanami w wojnie na Kaukazie, gdzie przewaga Moskwy jest tak samo wielka, jak przewaga USA na Karaibach w czasie kryzysu z kubańskimi rakietami."
"Jesli wojna rosyjsko-gruzinska nie okaze sie czyms innym jeszcze, to jest ona w takim razie przykladem szalenstwa dawania narwancom z nieprzewidywalnych panstw moznosci wciagania Stanow Zjednoczonych w wojne."
"Truman odmowil uzycia sily by przelamac stalinowska blokade Berlina. Ike odmowil interweniowania gdy Rzeznik Budapesztu utopil w krwi wegierska rewolucje. LBJ siedzial bezczynnie gdy czolgi Leonida Brezniewa miazdzyly praska wiosne. Odpowiedzia Jimmy Cartera na brezniewowska inwazje Afganistanu byl bojkot moskiewskiej olimpiady. Kiedy Brezniew rozkazal swym warszawskim satratom zdusic Solidarnosc i zestrzelil poludniowo-koreanski samolot pasazerski zabiajajac dziesiatki obywateli US - wlaczajac kongresmana - Reagan nie zrobil nic. Ci prezydenci nie byli tchorzami. Oni po prostu nie chcieli wojny wtedy, gdy zadne zywotne interesy US nie byly zagrozone w stopniu usprawiedliwiajacym wojne. Jednak gdyby George W. Bush postawil na swoim i Gruzja byla w NATO, to US Marines mogliby walczyc przeciwko zolnierzom rosyjskim, o to czyja flaga powinna powiewac nad prowincja zamieszkala przez 70.000 Poludniowych Osetyncow wolących Rosjan a nie Gruzinow."
"Czyz nie potrafimy zrozumiec ze rosyjski patriota w rodzaju Vladimira Putina moze byc podrazniony amerykanskim okrazaniem jego kraju, po tym jak Rosja wyzbyla sie swego imperium i szukala naszej przyjazni? Jak zareagowalby Andy Jackson na podobne naciski Imperium Brytyjskiego?"
"Wojna w Gruzji ukazala niebezpiecznie szerokie rozciagniecie sil US. Nie ma mowy by Ameryka mogla toczyc wojne z Rosja na Kaukazie, w czasie gdy nasze armie walcza w Afganistanie i Iraku. Nie powinnismy. Jest wobec tego szalenstwem oferowanie Tbilisi - jak chca tego John McCain i Barack Obama - czlonkostwa NATO.
Stany Zjednoczone musza zdecydowac czy chca partnerstwa z "wadliwa" Rosja, czy drugiej zimnej wojny. Jesli chcemy kolejnej zimnej wojny, to odcinanajac Rosje od kaspijskiej ropy i wpychajac jej NATO pod sam nos, robimy dokladnie to co nalezy."
"Wskrzeszona Rosja nie jest zagrozeniem dla zadnych zywotnych interesow Stanow Zjednoczonych. Jest zagrozeniem dla Amerykanskiego Imperium sadzacego, ze ma jakies przez Boga nadane prawo umieszczania swej militarnej potegi w ogrodzie lub na werandzie Matki Rosji."
W tym ostatnim zdaniu, słowa "Stany Zjednoczone" można śmiało zamienić na "Polska". A wątek militarny zastąpić słowem, "naciski polityczne".
I ostatni wyśmienity cytat Pat'a:
"Gdy idzie o Saakashvili, to po tym wyczynie jest on juz chyba spalony w Tbilisi. Niech wiec neokonserwatysci zalatwia mu teraz jakas ciepla posade w American Enterprise Institute."
Całość na http://www.prawica.net/node/13303
Trzeźwa mysl, na którą niestety naszą rodzimę "prawicę" nie stać.
Chciałbym się też odnieść do podpisanej kilka dni temu umowy między Polską a Stanami odnośnie tarczy. Nie wdając się w techniczne szczegóły samego projektu, chciałbym się odnieść do jego następstw politycznych. Nie mam wątpliwości, że tarcza plus dodatni pakiet, jakimi będą rakiety Patriot podniosą bezpieczeństwo naszego kraju. I nie mówię to jako wyraziciel poglądów stricto pro-amerykańskich. Typ konfliktu oczywiście zadecyduje o tym, do jakiego stopnia ten system jest skuteczny. Natomiast jestem zwolennikiem starego powiedzenia "si vis pacem, para bellum". Lepiej być na wojnę gotowym i jeśli tarcza ma się do tego przyczynić to jak najbardziej należy ten projekt wspierać.
Pogróżki Rosji nie mają tutaj znaczenia jakiegokolwiek, albowiem wiedzą oni doskonale, ze rakiety umieszczone na naszym wybrzeżu nie mają żadnych zdolności ofensywnych, a nawet nie mają szans strącić w trajektorii lotu rosyjską rakietę balistyczną.
Nie można jednak, jako potencjalne zagrożenie, mieć na uwadze tylko i wyłącznie Iran, albowiem obecnie 25 państw posiada systemy rakiet balistycznych.
Nie znam szczegółów całej umowy, ale wygląda na to, że nadal będziemy polegać na zapewnieniach art. 5 NATO. Dwustronna umowa, o szczególnym charakterze militarnym przede wszystkim, byłaby według mnie najlepszym rozwiązaniem. Gdyby rozmowy się nie powiodły i skończyły fiaskiem, też jednak bym nie płakał, albowiem trzeba pamiętać o tym, że to my przede wszystkim powinniśmy inwestować w siły zbrojne. To Polacy są odpowiedzialni za obronę własnego terytorium, a nie Amerykanie. Armia zawodowa to krok w dobrym kierunku, ujednolicenie naszej strategii obronnej to kwestia jednak o wiele ważniejsza. Ujednolicenie, a więc np sprawienie, że nie zamawiamy na opak sprzęt wojskowy z 10 różnych państw, ale mamy długofalową i przemyślaną analizę potrzeb i możliwości naszcyh sił zbrojnych.
Skoro jednak Amerykanie wyszli z propozycją, to niech już będzie, ja przynajmniej będę się czuł nieco bezpieczniejszy. Myślenie jednak, że to Amerykanie mają ponosić za nas ciężar obrony naszego kraju i spoczęcie na laurach, to błąd.


Komentarze
Pokaż komentarze (3)