mirogniew mirogniew
270
BLOG

W Kościele jak w banku.

mirogniew mirogniew Gospodarka Obserwuj notkę 3

Chociaż nasze życie ekonomiczne jest strasznie ubankowione - nadal jest sporo ludzi w kraju, którzy nie są w żaden sposób związani z instytutcjami finansowymi - nie mają kredytu, lokaty, polisy ubezpieczeniowej, ba!, nawet konta rozliczeniowego. Kwestia możliwości, a także świadomego wyboru. Dlaczego listonosz na wsi jest drugą osobą po proboszczu? Bo dostarcza gotówkę! Przechowywanie pieniędzy w skarpecie nie ma zbyt wielu zwolenników wśród specjalistów. Podobnie jak zakopywanie złotych sztabek w ogrodzie - ale, jak ktoś się uprze, można i tak. Niektórzy są ludźmi czynu - zamiast rozmawiać z bankiem o kredycie na samochód, wolą zdobyć pieniądze w pozornie łatwiejszy sposób - bank okradając. Ale to ostatnie jest nieco ryzykowne, oczywiście.

Żeby nie komplikować, załóżmy jednak, że każdy aktywny Polak powinien mieć co najmniej jeden produkt, by normalnie funkcjonować: rachunek rozliczeniowy.

Na początek - trzeba wybrać bank. A jest ich całkiem sporo: do wyboru, do koloru! O kapitale polskim, o kapitale zagranicznym. Duże, średnie, i małe. Możemy wybrać bank komercyjny, bank spółdzielczy, albo zapisać się do SKOK'ów - i wspierać pis'owskie źródło gotówki.

Krok następny - wybór konta, które będzie dostosowane do naszych własnych potrzeb. Możemy postawić na bankowość tradycyjną - jeśli chcemy obsługi w "okienku" i bardziej ludzkiego kontaktu, lub bankowość internetową - często bezpłatną, oferującą duże możliwości. Możemy wybrać konto bezpłatne, takie zwykłe, lub płatne, w którym są różne bajery, all inclusive itd. Są konta rozliczane w złotówkach, jak i w walucie obcej. Do konta możemy wziąć kartę debetową - jeżeli chcemy często wypłacać pieniądze. Zazwyczaj wystarcza jedno konto - niektórzy otwierają konta w dwóch, trzech, czterech bankach...

Większość banków w Polsce jest w rękach prywatnych. Konkurują ze sobą na równych zasadach (określonych przez państwo), przede wszystkim o nasze pieniądze, a także o: prestiż, liczbę klientów, ich zaufanie, nagrody branżowe itd. Działalności zawsze towarzyszy ryzyko - jedna błędna decyzja może zniweczyć mozolnie budowaną pozycję na rynku. Najlepsi ekspandują, dokonują przejęć konkurencji; najsłabsi - no cóż, czasem muszą zwijać manatki.

Banki są otwarte na krytykę - w swoim interesie. Poszły po rozum do głowy i wiedzą, że swoje istnienie zawdzięczają klientom. Dlatego coraz częściej wsłuchują się w różne uwagi, poprawiają ofertę, dostosowują się do wymogów rynku. Klient nasz pan! Nawet jeśli odejdzie - a zamknąć konto jest bajecznie łatwo - zawsze przyjmiemy go na powrót z otwartymi ramionami! Otworzy się rachunek, wyda kartę kredytową, a może i udzieli nisko oprocentowanej pożyczki!

Wg analityków, obecna sytuacja na polskim rynku bankowym jest dla nas, klientów, bardzo korzystna. Pięciu dominujących graczy konkuruje między sobą, dzięki czemu polepsza się jakość usług, oferta wzbogaca, a ceny są na atrakcyjnym poziomie. Eldorado skończy się, gdy wskutek konsolidacji rynku, pozostaną dwa duże banki, które podzielą się wpływami i nie będą skore do ostrej konkurencji. Powstanie oligopol, niekorzystny dla klienta. Jedno pocieszenie - państwo na pewno zadba o to, by nie doszło do powstania monopolu...

Dlaczego z Kościołem Rzymskokatolickim w Polsce nie jest tak samo?

Dlaczego Kościół pozostaje monopolistą na rynku religijnym? Dlaczego państwo polskie nie dba o to, by różne związki wyznaniowe mogły konkurować ze sobą na równych zasadach? Dlaczego jeden związek jest wspierany z budżetu państwa? Dlaczego Kościół nie słucha wiernych i nie zmienia się w sposób, w jaki by sobie tego życzyli? Dlaczego nie spełnia ich specyficznych, jednostkowych potrzeb? Dlaczego tak trudno wystąpić z Kościoła, a każde wystąpienie łączy się z ekskomuniką? Dlaczego Kościół reaguje alergicznie na krytykę?

mirogniew
O mnie mirogniew

Staram się być uczciwy.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (3)

Inne tematy w dziale Gospodarka