Dlaczego umiarkowanej?
No bo w tropikach to my raczej nie leżymy. Ale ja nie o tym chciałam.
Jednym tylko okiem podziwiałam dziś zmasakrowaną przez siepaczy Tuska szlachetną twarz posła na Sejm RP. Nie da się ukryć, że poseł był po przejściach i wyglądał wyjątkowo nieświeżo i nieapetycznie nawet jak na posła.
To co mnie zastanowiło w związku z tą całą nieprzyjemną, nieświeżą i nieapetyczną sytuacją, to leżąca u jej podłoża przyczyna w postaci posłowego piątego dzieciaka, zwanego zazwyczaj na tym etapie egzystencji "fasolką".
Dręczy mnie pytanie dlaczego tak u nas jest, że taki przyszły ojciec, a na dokładkę przykładny patriota i katolik, bo ja nie wątpię ani przez mgnienie oka, że nieświeży poseł na Sejm RP jest przykładnym patriotą i katolikiem, na wieść o pojawieniu się na horyzoncie (czasowym) nowej fasolki, zamiast się ucieszyć i tej radości dać wyraz, idzie się schlać jak ostatnie bydlę.
Jeszcze bym zrozumiała kogoś kto nie jest entuzjastą idei, że o jego dzieciach (w sensie ile i kiedy) decyduje ktoś tak odległy i mglisty jak Pan Bóg. Ale katolik? Powinien z automatu i z definicji wpaść w zachwyt i nie tylko nie szukać możliwości upodlenia się do imentu, ale paść na kolana z radości.
Tymczasem - okazuje się, że jednak nie. Taki obdarzony nową fasolką, pierwsza rzecz jaką robi, to idzie się spić. Jeszcze pół biedy, jak ograniczy się tylko do chlania i spania potem na progu lokalu rozrywkowego oparty o ścianę i do tego w kucki. Bo bywa, że się taki ocknie, nie skojarzy, nie zajarzy, wyda mu się na przykład, że jest Niebieskim Kaskiem ONZ-u na misji pokojowej i potem się dziwi, że sześciu policjantów na nim usiadło.
Było się cieszyć, a nie wpadać w otchłań agresywnej rozpaczy! Albo, w ostateczności, było się upić na wesoło, jak poseł-rzecznik z posłem-agentem na sesji wyjazdowej.
Ten smutek, powszechny, wszechogarniający smutek naszej strefy umiarkowanej bywa naprawdę nie do zniesienia.



Komentarze
Pokaż komentarze (14)