Chyba trudno nie kryć śmiechu, słuchając zachęt premiera Tuska i prezydenta Komorowskiego by wywiesić flagę już 1 maja. Czy rzeczywiście to tak samo ważny dzień, jak Święto Niepodległości, Cudu nad Wisłą, czy ustanowienia majowej konstytucji?
Święto Pracy zaczęto obchodzić w 1889 z inicjatywy socjalistycznej „II Międzynarodówki”. Działacze chcieli w ten sposób upamiętnić wydarzenia, które miały miejsce w pierwszych dniach maja 1886 roku w Chicago (w Stanach Zjednoczonych). Doszło wówczas do strajku będącego częścią ogólnokrajowej kampanii na rzecz wprowadzenia 8-godzinnego dnia pracy.
Trzy lata po tragicznych wydarzeniach z 1886 roku II Międzynarodówka nazwała dzień 1 Maja za Świętem Pracy. Chciano w ten sposób docenić oddanie dla sprawy licznych ofiar, jakie w wyniku tych zajść poniósł ruch robotniczy. Święto to już zawsze będzie się niezmiennie kojarzyło z ruchem socjalistycznym.
Socjaliści – także w Polsce – obchodzili ten dzień w sposób szczególny. Chcąc podkreślić jego rangę, w 1945 roku ustanowili go świętem państwowym, podobnie jak w całym Związku Sowieckim. Co roku organizowano Pochody Pierwszomajowe, którym nieodłącznym towarzyszem była propaganda na niespotykaną skalę.
Zakłady pracy, szkoły, uczelnie nakazywały – niekiedy pod groźbą surowych konsekwencji – uczestnictwo w tym masowym „spędzie”. Była to doskonała okazja podsumowań „rozwoju” PRL (wymieniano sukcesy branży budowlanej, motoryzacyjnej, odzieżowej, górniczej i innych) czy podkreślenia zasług działaczy partyjnych.
Wszystkiemu towarzyszyła oprawa artystyczna, barwne proporce i mnóstwo transparentów z komunistycznymi oraz socjalistycznymi hasłami. Administratorom budynków mieszkalnych, zakładów pracy oraz placówek oświatowych nakazywano wywieszanie flagi państwowej z zastrzeżeniem, że najpóźniej następnego dnia należy ją zdjąć. Obchodzenie święta maryjnego oraz rocznicy uchwalenia Konstytucji 3 Maja, mówiąc delikatnie – nie było mile widziane.
Warto jednak zastanowić się nad sensem obchodzenia takiego Święta Pracy. Może i praca jako taka w systemie socjalistycznym była „dla każdego”. Może „w Polsce Ludowej chleba nikomu nie brakło”. Mogli nawet sowieccy wraz polskimi astronautami latać w kosmos – ale czymże to jest obliczu milionów pozbawionych życia przez system terroru komunistycznego z „przyczyn politycznych”?
Dziś na szczęście – pod niemal 23 latach od ostatniego majowego pochodu organizowanego głównie z inicjatywy Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej sporo się zmieniło, jednak stare nawyki pozostały. Nikt raczej nie zabrania wieszania flagi państwowej na 3 maja, a pochody są zdecydowanie mniej liczne.
Środowiska lewicowe znów wychodzą na ulice niemal z tymi samymi hasłami, jak przed laty. Wraca jednak pytanie, czy świętować mogą bezrobotni? Wydaje się, że nie mają powodów. Dlaczego jednak dziś najważniejsi urzędnicy państwowi – a więc premier i prezydent, zwykle tak oficjalnie zdecydowanie występujący w roli – dziś przypominają o wywieszeniu flagi państwowej już pierwszego maja?
- Pamiętajcie: pierwszy, drugi, trzeci maja – flagi biało-czerwone, 2 maja to Dzień Flagi. Pierwszy maja to może jeszcze trochę kontrowersyjne święto (albo już), ale drugi i trzeci maja – każdy, kto by pamiętał i wywiesił biało-czerwoną flagę – to fajny uczynek – mówił w krótkim nagraniu umieszczonym na rządowej stronie premier Donald Tusk.
Warto podkreślić, że „majowe przesłanie” szefa rządu przygotowane zostało w dosyć luźnej konwencji. Donald Tusk – inaczej niż zwykle – występuje bez krawata i marynarki, w wiosennej scenerii. Jednak, bez względu na formę wystąpienia, zachęta do wywieszenia biało-czerwonej już pierwszego maja – jest dziś już nieco niemodna. To święto ma już dziś charakter jedynie państwowy, dlatego flagi niech zawisną jedynie na budynkach administracji państwowej, zaś Polacy niech przyozdobią nią swoje domy następnego dnia.
Ten tekst także na portalu www.prawy.pl


Komentarze
Pokaż komentarze