0 obserwujących
72 notki
162k odsłony
58 odsłon

american idol tuż obok rozwidlenia drόg, na skraju przepaśc

Wykop Skomentuj51

Dziś postanowiłam poprawiċ humor tym wszystkim, ktόrzy nie mogą znieśċ „pustego jak wydmuszka” Obamy.  

Nie będę pisaċ o ostatnim dniu Konwencji – mimo, że zarόwno o przemόwieniu namaszczonego kandydata, jak i kilku wystąpieniach „zwykłych zjadaczy chleba”  oraz Ala Gora, pewnie kilka ciekawych rzeczy napisaċ by można.  

Ale domyślam się, że ci ktόrzy tematem są zainteresowani, już na pewno jakieś interesujące doniesienia znaleźli – w prasie, radiu i tele; krajowych lub zagranicznych, nie mowiac juz o ogolnoswiatowej sieci (ktora zawdzieczamy w/w Alowi G!) – więc szkoda mi czasu oraz klawiatury.  

Nie mogę się jednak oprzeċ i nie przekopiowaċ fragmentόw „komentarza” ktόry w New York Timesie poczynił dziś David Brooks. 

Za Brooksem dawniej nie przepadałam – wydawał mi się trochę miałki. Ale muszę powiedzieċ, że ostatnio zmieniłam zdanie.

Ta parodia – choc troszke cyniczna – naprawde jest majstersztykiem.
Tym bardziej, ze przypuszczam, iż Brooks droczy się trochę sam ze sobą (słyszałam go wczoraj w telewizji PBS, zaraz po przemόwieniu Obamy i choċ powiedział, że nie powaliło go na kolana, to nawet troszkę je chwalił). Ja tez lubie sie troche podroczyc. Zwlaszcza tu w Saloniku. Z tym wieksza wiec przyjemnoscia, przytaczam fragmenty przemowienia Wyimaginowanego Mowcy, ktore czytelnikom New York Timesa przyblizyl Brooks:
    Drodzy Rodacy – Amerykanie. To ogromny zaszczyt przemawiaċ na Krajowej Konwencji Demokratόw w tak krytycznym momencie historii. Stoimy na rozdrożu, w kluczowym punkcie, tuż obok rozwidlenia drogi, na skraju przepaści w trakcie najbardziej ważkich wyborόw od czasu zeszłorocznego Amerykańskiego Idola.
Jedna z tych scieżek wiedzie ku przeszłości, ku końcowi rodzaju ludzkiego. Druga wiedzie ku przyszłości, ktόra to przyszlosc przyniesie śmierċ każdego z nas. Musimy dokonaċ mądrego wyboru.  Musimy zamknąċ όw rozdział pełen otwartych ran, jakie niosła ze sobą stara polityka podziałόw i pożeglowaċ naszą łodzią w gόry, w kierunku nadziei, i wetknąċ naszą flagę tam gdzie wschodzi słońce tysiąca porankόw z amerykańską obietnicą, ktόra nigdy nie umrze.
W tych wyborach nie chodzi o czas przeszły lub teraźniejszy, ani nawet zaprzeszły warunkowy. Chodzi o czas przyszły. Barack Obama kocha czas przyszły, bo tam znajdują się wszystkie jego osiągnięcia.  Musimy dziś przekazaċ pałeczkę nowemu pokoleniu Amerykanόw – pokoleniu, ktόre dorastało popijając mrożony czaj i Frappucino o smaku truskawka-mocha® i ktόrego pamięċ historyczna nie sięga dalej niż Coke Zero.   Potem jest jeszcze kilka bardzo śmiesznych akapitόw o likwidowaniu rόżnic i podziałόw – między sosem marinara i carbonara oraz między Johnem i Elizabeth Edwards (JE przerżnął prawybory, a w nagrodę pocieszenia wyciągnięto mu ostatnio z pralni jakis stary romans; w związku z tym nie uświetnił  niestety Konwencji swą obecnością a już tym bardziej przemόwieniem). Oraz  fajowa gra słόw o tym jak stoimy w terminalu linii lotniczej United (co oczywiście oznacza, iż jesteśmy ZJEDNOCZENI przez duże Z) , a tymczasem US Airways znόw mają opόźnienie.  Panie i Panowie. Nigdy nie przypuszczałem, że będę przed wami stał i przemawiał. Jak większośċ mόwcόw podczas tej konwejcji, pochodzę z pracowitej, należącej do klasy średniej rodziny. (...) Jako dziecko zostałem porzucony przez rodzicόw i żyłem z kolonią mrόwek. Nie mieliśmy wiele jeśli chodzi o dobra materialne. Mieliśmy jednak siebie nawzajem i mieliśmy zdolnośċ unoszenia ciężarόw znacznie większych niż nasza waga ciała.  Kiedy byłem mały, zostałem na jakiś czas sparaliżowany podczas potwornego wypadku z udziałem pewnego mrowkozercy, ale nigdy nie zrezygnowałem ze swego marzenia: marzenia by wygłosiċ przemόwienie podczas politycznej konwencji, o ktόrym potem mόwiłby Wolf Blitzer (znany komentator CNN -- przypis MR) i cały gang rozmaitych publicystόw. Dzisiaj zaś, my demokraci spotykamy się w Denver, na przedmieściach Boulder, w metropolii, ktόrej mottem jest zawolanie „Taksόwka? Chyba snisz!” I właśnie w Denver, my Amerykanie pokazaliśmy wszystkim, że mamy śliczne cόrki, dzięki ktόrym pewnego dnia przykleimy sobie na błotniku samochodu nalepkę z jakimś fajnym hasłem.  Tu czytelnikowi polskiemu należy się kilka wyjaśnien. Boulder to niewielekie miasto uniwersyteckie na przedmieściach Denver, w ktόrym wszyscy jak jeden mąż (no może z bardzo małymi wyjątkami) mają doktorat, jedzą zdrową żywnośc, oddają się medytacjom buddyjskim albo przynajmniej uprawiają jogę, noszą birkenstocki i głosują na jakiś bardzo alternatywnych kandydatόw z zaświatόw. Natomiast jeśli chodzi o nalepki, to mowca ma tu na mysli pewien szczegόlny gatunek motoryzacyjnych obwieszczeń – informacje typu „moja cόrka jest prymuską w ...” i tu nazwa jakiejs bardzo prestiżowej szkoły. W niektorych rejonach kraju, zwlaszcza tych wyksztalconych, takie edukacyjno-motoryzacyjne obwieszczenia sa bardzo popularne.
Wykop Skomentuj51
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale