Kiedy wszyscy wylewali krokodyle łzy nad faktem, że Bronisław Geremek zginął w wypadku samochodowym. Kiedy cała Polska zastanawiała się nad tym, dlaczego taki światły człowiek zmarł tragicznie. Kiedy prokuratura i policja angażowała swoich najlepszych specjalistów do wyjaśnienia, a raczej udowodnienia, co było przyczyną wypadku … zupełnie zapomniano o tym, że Geremek nie był jedyną ofiarą wypadku prawdopodobnie spowodowanego zresztą przez brawurę eurodeputowanego za kierownicą.
Przypomnijmy, że samochód kierowany przez B. Geremka zjechał na przeciwległy pas i zderzył się czołowo z drugim samochodem Fiatem Ducato, w którym jako pasażer jechał Sebastian Sołtysik, a kierował jego teść. S. Sołtysi ma 31 lat i obecnie nie ma środków do życia. Jest na utrzymaniu rodziców. Chodzi o kulach. Gdy doszło do wypadku, wracał ze Szkocji, gdzie razem z rodziną spędził kilka ostatnich lat.
W samochodzie wiózł znaczną część dobytku, w tym meble oraz rzeczy swojej żony i dwójki dzieci. Wszystko zostało zniszczone. Meble się połamały, a pozostałe rzeczy zostały zalane przez paliwo z rozbitego zbiornika. Sołtysiak wskutek wypadku do dziś pozostaje bezrobotny. Pierwszego października miał rozpocząć pracę jako kierowca w Poznaniu. Zamiast niej jeździ na zabiegi rehabilitacyjne. Do pełnej sprawności ma wrócić w przyszłym roku ….
Dla możnych tego świata, pan Sołtysik jest nieważny, co więcej może się okazać pewnym wyrzutem sumienia dla bardzo wielu. Otóż, podczas pierwszego przesłuchania dokonanego przez funkcjonariuszy Policji zeznał, że nie stracił wówczas przytomności. Pamięta, jak auto polityka nagle wyjechało na jego pas i uderzyło w samochód. Uznano, że te zeznania są nie na miejscu i dlatego podano pana Sołtysiaka presji, aby zeznał trochę inaczej.
Jak sam wskazuje, podczas przesłuchania przed prokuratorem był wielokrotnie informowany o odpowiedzialności karnej za składanie fałszywych zeznań, żeby się lepiej zastanowił co mówi, a jako pokrzywdzony miał pełne prawo być przy składaniu zeznań przez innych świadków, ale o tym prawie prokuratura sobie przypomina dopiero po złożeniu zeznań przez świadka. Jak twierdzi pan Sołtysik, za późno dostaje listy z prokuratury informujące go o możliwości wzięcia udziału w przesłuchaniach innych świadków. - O tym, że mogę wziąć udział w przesłuchaniu kierowcy z Niemiec, dowiedziałem się trzy tygodnie po fakcie - zaznacza.
Teraz czekać jak z ofiary wypadku Geremka zostanie zrobiony antysemita… Przed dniem Święta Zmarłych i Wszystkich Świętych przychodzi na myśl kolejna smutna refleksja. Gdyby pan Sołtysik zamiast ciężkiego uszkodzenia ciała zginął w wypadku to ciekawe, jakby wyglądały oba pogrzeby. Czy pan Sołtysik mógłby się spodziewać pochówku na Powązkach, powszechnego smutku opinii publicznej, mów pożegnalnych znamienitych gości, ciepłych słów dziennikarzy i polityków … Każdy zna odpowiedź. Smutne to i straszne.
Rafał Jaworski
Info za dziennikiem "Polska"


Komentarze
Pokaż komentarze (19)