Konwój bez szumu zajechał na tyły AiWSM. Postój wyrwał Adlanod z zamyślenia. Po chwili drzwi się uchyliły, a do środka zajrzał blady jak zwykle Iksbara. - Możemy iść - powiedział i cofnął się, by zrobić miejsce dla premiera. Swoją robotę wykonała już ochrona, Kust nie miał jednak złudzeń, że przyjazd uda się zachować w tajemnicy. Podwórze ministerstwa było czyste, ale gdy tylko pojawił przy samochodzie zza płotu błysnęły flesze i zaszumiały kamery. W kraju trwało medialne szaleństwo, którego był jednym z głównym bohaterów. Tym razem nie zerknął nawet jednak w stronę dziennikarzy i wszedł do budynku. Był tutaj zaledwie kilka razy. Nie miał potrzeby, Anytehcs nie zapraszał, nie musiał, nie chciał. Dzisiaj te wszystkie czynniki nałożyły się na siebie. Kilka godzin temu właśnie Anytehcs zadzwonił na ten numer, z którego zwykle nie korzystali. - Musisz przyjechać do mnie najszybciej jak to tylko możliwe - powiedział bez zbędnych wstępów. - Chce mnie wkurwić - pomyślał premier i odparował bez zastanowienia. - Keisezrg co ty wyprawiasz? Może mam ci jeszcze zamówić catering i panienki? - Wicepremier zignorował zaczepkę i powtórzył. - Przyjedź. To naprawdę ważne, chodzi o Akawon. Na razie nie mogę ci więcej powiedzieć. Czekam w ministerstwie - niemal równo z ostatnią sylabą zdania, zakończył rozmowę. Ksut zesztywniał. Szef jego gabinetu politycznego zaginął w piątek. Poprzedniej nocy z Warszawy, a nawet z Kielc czy Włoszczowej zniknął Iksweisog, a tego samego dnia w Szczecinie dzieciaki odkryły zwłoki Ogeiksńizdurb. Trzech ważnych polityków znika, wszystkie służby łącznie z harcerzami i sybirakami postawione w stan gotowości i żadnego śladu. Aż do teraz.
Anytehcs również nie wyglądał na zrelaksowanego. - Chyba nie spałeś - skwitował premier patrząc na podkrążone oczy i jeszcze bardziej nieregularną niż zwykle zaczeskę swojego zastępcy. Szybko załatwili konieczne formalności, powitania i przedstawienie obecnych w pokoju generałów policji i oficerów. Jeden z nich położył przed premierem arkusz papieru. - To zostało wsunięte dzisiaj rano do skrzynki komisariatu na Śródmieściu - doprecyzował Anytehcs. Dlanod Ksut spojrzał na kartkę i poczuł jak krew odpływa mu z głowy. - Mamy Akawon. To nie żart, czekajcie na dalsze instrukcje - wydusił z siebie po chwili. - W kopercie było jeszcze to - bez emocji dodał jeden z operacyjnych, podając premierowi wydrukowaną fotografię. Nawet przez niezbyt dobrą jakość treść wydawała się przerażająca. Szef gabinetu politycznego premiera leżał nagi na ziemi, otulony wczorajszym wydaniem „Jezcrobyw". Miał zamknięte oczy. Chyba miał oczy.
cz. 7, cdn.


Komentarze
Pokaż komentarze