Tak było i dzisiaj. Usiadł przy komputerze, przywitał się z nielicznymi dziennikarzami, którzy nie wyszli jeszcze do miasta. Od kilku dni wszyscy żyli zaginięciem Ogeiksweisog i Akawon oraz zamordowaniem Ogeiksńizdurb. - Niedługo wydamy o tym dodatek na kredowym papierze - myślał przerzucając kolejne strony serwisów internetowych. Z rozpiski rozesłanej przez redaktora wydania dowiedział się, że tym tematem zajmują się niemal wszyscy dziennikarze z krajowego, politycznego, śledczego i z regonów. Dla niego - co nie było specjalnie zaskakujące - zostały jakieś ogryzki. Konferencja związków zawodowych z policji oraz sprawdzenie zmian w ustawie o straży granicznej. - Fascynujące - pomyślał czytając rozpiskę. Lektura coraz bardziej skłaniała go do wyjścia z newsroomu. Sięgnął po znoszoną marynarkę, jednak przed wstaniem z fotela powstrzymał go syk z głośnika. „Masz nową wiadomość" wydukała maszyna, a dziennikarz po raz kolejny skarcił się w myślach, że wciąż nie wyłączył tego kretyńskiego komunikatu. Kliknął w ikonkę, zastanawiając się jaki to kolejny produkt do kupienia oferuje mu jego najlepszy przyjaciel spam. Gdy podkreślona na czarno wiadomość wyświetliła się w kolejnym oknie, reporter z zaciekawieniem sięgnął po myszkę. Tytuł listu „Musicie to wydrukować" zwykle oznaczał kłopoty i stracony czas, niekiedy jednak udało się z tego wyrwać całkiem niezły temat. Do gazety ciągle przychodziły listy od szaleńców, działaczy partyjnych niższego szczebla, sfrustrowanych działkowców, wróżbitów i społeczniaków mających parcie na media. W tym momencie treść listu przestała schodzić na przedpotopowy serwer redakcyjnej sieci. Dziennikarz zbladł i z potrójną siłą zamarzył o piwie. - Mamy też Ogeiksweisog. W jutrzejszym wydaniu wydrukujecie to zdjęcie i nasz manifest. Inaczej on zginie - doczytał do końca. Na kolejnych stronach zszedł obraz nagiego, zaginionego od czterech dni posła, na kolejnej treści manifestu. Uwagę dziennikarza przykuło jednak coś innego. Przejechał kursorem wyżej i przyjrzał się wizytówce emaila. - Przecież ja znam ten adres - krzyknął, wstał i popędził do gabinetu naczelnego. - Ale będzie jedynka - pomyślał i znowu poczuł się jak pełnowartościowy dziennikarz.
cz. 8, cdn.


Komentarze
Pokaż komentarze