Swoisty „świat” auratyczny, stojący w opozycji do wzorów ponowoczesności, nie pisał nekrologów, nie głosił śmierci Boga, piękna, oryginału czy nawet sztuki. Ta deprecjacja proponowana przez drugą nowoczesność to kontrapunkt do rzeczywistości, z której bogowie nie odeszli jeszcze, a nić łącząca świat praktyki życiowej z płaszczyzną sacrum nie została przerwana. Obecna jest tam aura, przedziwne i paradoksalne poczucie oddalenia pomimo bliskości: "Osobliwa pajęczyna z przestrzeni i czasu: niepowtarzalne zjawisko pewnej dali, choćby była najbliżej. Wypoczywając w letnie popołudnie przesuwać wzrokiem po grzbiecie wrzynającego się w horyzont górskiego łańcucha, czy po gałęzi, rzucającej na nas swój cień, aż chwila lub godzina będzie miała swój udział w tym zjawisku - to oddychać aurą tych gór, aurą tej gałęzi.”
Rzeczywistość auratyczna daje możliwość kontemplacji, zatrzymania, uczestnictwa i przede wszystkim ciągłości czasu, który nie jest fragmentaryczny i nie jest złożony z epizodów - które dają poczucie alienacji i wykorzenienia.
Pojęcie aury jest tworem wzbudzającym szereg dyskusji, Walter Benjamin zarysowując historię fotografii pokazywał, jak pojęcie to przechodziło przez kolejne etapy- zanikało, bądź próbowało „żyć”, dzięki wszelakim udoskonaleniom technicznym- „po roku 1880 fotografowie zmierzali raczej do tego, by wszelkimi zabiegami sztuki retuszu, a zwłaszcza za pomocą tzw. fleksografii, wywołać wrażenie aury, która wraz z wyparciem ciemności przez jaśniejsze obiektywy siłą rzeczy została wyparta z obrazu…”. Obrazu, który stał się w epoce industrialnej przedmiotem fascynacji, masowej konsumpcji, został pozbawiony swojej oryginalności poprzez reprodukcję. „Osobliwa pajęczyna przestrzeni i czasu - niepowtarzalne zjawisko pewnej dali, choćby była najbliżej” - aura, zaprzecza cechom powtarzalności i powierzchowności. Które to przecież charakterystyczne są dla dzieła reprodukowanego. I dla społeczeństwa postmodernistycznego.
Zatem, gdzież możemy odnaleźć zjawisko aury? Na pewno jest ona cechą charakterystyczną wczesnej fotografii- gdzie obiekt i technika były wobec siebie adekwatne. Ale nie tylko, Benjamin przybliża pewną fotografię, która to pochodzi z okresu zdominowanego przez zdobione draperiami i palmami atelier. Zdawało by się, że owa sceneria wyklucza uzyskanie aury, ale nie zupełnie. Tenże obraz to portret Kawki - sześcioletniego chłopca, o szalenie smutnych oczach, które to w ogóle nie ogarniały otaczającego „pejzażu”.. Emanuje z tej fotografii niesamowita aura, która daje spojrzeniu głębię i pewność.
Pewność której brak postmodernistycznym przechodniom, włóczęgom.. Zatracenie tożsamości, wędrówki bez celu.. Fotografie obnażające niemoc bądź co gorzej niewiedzę fotografa bombardują nieustannie i wciąż… Nie ma już poczucia nieosiągalności, tej benjaminowskiej dali... A analfabetą dziś ten, kto obrazów czytać nie potrafi.
Zgodnie z Benjaminem głoszę śmierć aury.
Podziękowania dla Dominiki


Komentarze
Pokaż komentarze