Przeglądam fotografie, do pracy o foto-szokach.
Natrafiam na Arakiego Nobuyoshiego i okładkę hiszpańskiego wydania czasopisma Exit.
W lutym:
Zobaczyłem za oknem jak mężczyzna uderzył z pięści kobietę. Za oknem, z milczeniem przyglądam się takim scenom. Uderzył i poszedł - matka została z dzieckiem jakieś piętnaście minut na pobliskiej ławce. Co musiała sobie myśleć? Co przez nią przenikało? Poświęcone życie? Poświęcenie ciała? Czy uświęcenie cierpienia - ponieważ zostanie zbawiona?
Czy mężczyzna, który ją uderzył? Miał wyrzuty sumienia? Czy skończy dręczyć swoich bliskich? Czy wie, że jego człowieczeństwo jest zagrożone?
Nie wiem co z matką się stało. Od tamtego czasu jej nie widzę na ulicy. Natomiast mężczyzna - po uderzeniu kobiety, poszedł do pobliskiego baru, który widać z moich okien.
Przyjaciółka mi powiedziała, że wyjechała z tego miasta
W marcu po trzech tygodniach od tego zdarzenia:
Gdy zobaczyłem to zdjęcie - poczułem formę ludzkiego ciała. Jej wspaniałość, ale także jej słabość - tak krucha forma w sztuce zdarza się bardzo rzadko, jedyna forma która pęka nie tylko pod ciosem, ale także pod słowem.
Dzisiaj:
Tamto wydarzenie, ciąży mi w moim dzienniku. Jest głuche i krzyczy do mnie ze stronic zapisanych moją ręką. Nie wiem czemu, ale nie przejmuję się kobietą. Spokój roztacza się w oknach jej domu - ponieważ dowiedziałem się gdzie mieszkała. Okna bez zasłon, pokoje pozbawione mebli. Pusty, opuszczony dom - umarł.


Komentarze
Pokaż komentarze