Mówię szeptem by nie zagłuszać mojego spokoju.
W kuchni paczka Dunhilli Top Leaf (przesyłka od kuzynki z Izraela) - przy komputerze kawa z mleczkiem i dwoma łyżeczkami cukru. W mieszkaniu cisza, za mieszkaniem, to znaczy za oknem - deszcz promienieje.
Uwielbiam palić w mieszkaniu - wyciągam popielniczkę (oczywiście, kradziona z pubu), odpalam, zaciągam się papierosem, szybka ulga.
Nie przejmuję się nikim i niczym. Kotka wyczuwa zapach dymu, przybliża się do popiółki, zerkam na nią i widzę w jej oczach jak sądzi moją przyszłość.
W odtwarzaczu dwie piosenki Yoko Ono, następnie poleci Steven Bernstein, później Morphine.
Uwielbiam być sam w mieszkaniu.
Wychodzą wtedy ze mnie wszystkie choroby. Odkrywam siebie i nikt nie wie jaki jestem naprawdę.
Kończę papierosa. Kończę pisać wpis.
Idę odpalić kolejnego.
Wrocław jest najlepszy o zmroku i tylko w Mleczarni.


Komentarze
Pokaż komentarze (2)