miepaj miepaj
1056
BLOG

Co to jest darwinizm? (cz. I)

miepaj miepaj Nauka Obserwuj temat Obserwuj notkę 48

 

Phillip E. Johnson

 

Co to jest darwinizm? (cz. I)

 

Istnieje popularny teleturniej zwany „Va banque”, gdzie zwykły porządek rzeczy jest odwrócony. Biorący udział w tej grze zamiast odpowiadać na zadawane pytania, słyszą odpowiedzi, na podstawie których mają sformułować właściwe pytania. To podejście ma zastosowanie w prawie, nauce, niemal wszędzie. Ważną rzeczą nie jest znajomość wszystkich odpowiedzi, ale raczej zadanego pytania. Swoje badanie darwinowskiego ewolucjonizmu i jego stosunku do przyrody zaczynam właśnie od tego, ponieważ darwinizm jest odpowiedzią na dwa bardzo różne rodzaje pytań. Po pierwsze, teoria darwinowska mówi nam, w jaki sposób może się rozwinąć pewien poziom zróżnicowania form żywych, kiedy już istnieją różne typy skomplikowanych żywych organizmów. Jeśli mała populacja ptaków przeniesie się na przykład na odizolowaną wyspę, kombinacja chowu wsobnego, mutacji i doboru naturalnego może spowodować, że ta zamknięta populacja wytworzy cechy inne od posiadanych przez resztę ptaków, które żyją na kontynencie. Kiedy teorię tę rozumie się w tym ograniczonym sensie, ewolucjonizm darwinowski nie prowadzi do żadnych kontrowersji i nie ma żadnych istotnych filozoficznych czy teologicznych implikacji.

Ewolucyjni biologowie nie zadowalają się jednak tylko wyjaśnianiem, jak w określonych granicach pojawiają się odmiany. Mają aspiracje, by odpowiadać na znacznie szersze pytanie: jak mianowicie powstały tak skomplikowane organizmy, jak ptaki, kwiaty i ludzie. Darwinowska odpowiedź na to pytanie brzmi następująco: stwórcza siła, która wyprodukowała skomplikowane rośliny i zwierzęta z jednokomórkowych przodków w ciągu długich okresów czasu w skali geologicznej, jest zasadniczo tym samym mechanizmem, który na naszych oczach wytwarza zróżnicowanie w kwiatach, owadach i zwierzętach domowych. Ernst Mayr, czołowy darwinista, powiedział, że „międzygatunkowa ewolucja [czyli makroewolucja] jest niczym więcej, jak tylko ekstrapolacją i rozszerzeniem procesów, które mają miejsce w populacjach i gatunkach”. Neodarwinowska ewolucja w tym szerokim sensie jest doktryną filozoficzną tak ubogą w empiryczne poparcie, że następca Mayra na Harwardzie, Stephen Jay Gould, ogłosił ją w jakimś momencie nieuwagi jako „praktycznie martwą”. Jednakże neodarwinizm jest daleki od stanu śmierci; wręcz przeciwnie, jest nieprzerwanie nazywany w podręcznikach i w mediach niepodważalnym faktem. Jak to się dzieje, że tylu naukowców i intelektualistów, którzy są dumni ze swojego empiryzmu i braku uprzedzeń, ciągle akceptuje nieempiryczną teorię jako naukowy fakt?

Odpowiedź na to pytanie zawiera się w definicji pięciu kluczowych terminów. Terminy te to kreacjonizm, ewolucja, nauka, religia i prawda. Kiedy zrozumiemy, jak słów tych używa się w ewolucyjnych wywodach, stały wzrost neodarwinizmu nie będzie już tajemnicą i nie musimy być dłużej oszukiwani oświadczeniami, że ta teoria jest poparta „przytłaczającą ilością świadectwa empirycznego”. Muszę jednak na wstępie ostrzec, że precyzyjne posługiwanie się słowami nie jest niewinną i spokojną aktywnością, za jaką większość z nas ją uważa. Zaangażowane są tu silne interesy, które mają szanse przetrwania jedynie w atmosferze dwuznaczności i zamieszania. Ci, którzy domagają się precyzyjnego definiowania terminów i używania ich w konsekwentny sposób, mogą się przekonać, że są traktowani z podejrzliwością i wrogością, a nawet oskarżani o to, że są wrogami nauki. Ale podejmijmy to ryzyko i przejdźmy do definicji.

Pierwsze słowo to kreacjonizm, które oznacza po prostu wiarę w stworzenie. W sensie darwinowskim – a dominuje ono nie tylko w popularnej i profesjonalnej literaturze naukowej, ale również w mediach – kreacjonista to ktoś, kto rozumie przekaz o stworzeniu w Księdze Rodzaju jako prawdziwy w bardzo dosłownym sensie. Ziemia została stworzona w ciągu jednego tygodnia, sześciu 24-godzinnych dniach, nie więcej niż 10 000 lat temu; zasadnicze cechy kolumny geologicznej zostały nadane przez potop Noego; i nie było większych zmian w formach żywych od początku. To jest temat przewodni w darwinowskiej propagandzie, że jedyni ludzie, którzy mają jakieś wątpliwości co do darwinizmu, to kreacjoniści tzw. „młodej Ziemi”, których zawsze przedstawia się jako osoby odrzucające jasne i przekonujące świadectwa nauki, by zachować religijne przesądy. Wynika z tego, że obywatele nowoczesnego społeczeństwa stoją przed wyborem, który naprawdę nie jest żadnym wyborem: albo całkowicie odrzucają naukę i cofają się do przestarzałego światopoglądu, albo wierzą we wszystko, co mówią im darwiniści.

Jednak w szerszym znaczeniu kreacjonista po prostu wierzy w istnienie stwórcy, który powołał do istnienia świat oraz jego mieszkańców, realizując pewien cel. Czy proces stworzenia zajął jeden tydzień, czy miliardy lat, jest mało istotne z filozoficznego czy teologicznego punktu widzenia. Stopniowe stwarzanie w ciągu całych epok geologicznych może rodzić problemy w interpretacji Biblii, ale nie stwarza żadnego problemu dla podstawowej zasady teistycznej religii. A do wiary w stworzenie w tym szerokim sensie, według badania opinii publicznej Gallupa z 1991 roku, przyznaje się 87% Amerykanów. Jeśli Bóg powołał nas do istnienia w jakimś celu, to najważniejszą wiedzą jest wiedza o Bogu i o Jego zamierzeniach wobec nas. Czy stworzenie w tym szerokim sensie jest zgodne z ewolucjonizmem?

Odpowiedź brzmi „absolutnie nie”, jeśli „ewolucję” rozumie się w tym darwinowskim sensie. Dla darwinistów ewolucja oznacza ewolucję naturalistyczną, ponieważ ich zdaniem nauka musi założyć, że kosmos jest zamkniętym systemem materialnych przyczyn i skutków, który nigdy nie może znaleźć się pod wpływem czegokolwiek spoza jej materialnej natury – na przykład Boga. Na początku wybuch subatomowych cząstek stworzył kosmos, a nieukierunkowana naturalistyczna ewolucja stworzyła całą resztę. Z tego filozoficznego stanowiska wynika dedukcyjnie, że od samego początku ewolucją nie kierował żaden inteligentny cel. Jeśli istnieje dzisiaj inteligencja, to tylko dlatego, że sama wyewoluowała dzięki pozbawionym celu materialistycznym procesom.

Materialistyczna teoria ewolucyjna musi z natury rzeczy odwoływać się do dwu rodzajów procesów. U swych podstaw teoria ta musi być oparta na przypadku, ponieważ tylko on pozostaje, kiedy wykluczymy wszystko, co ma coś wspólnego z inteligencją czy celem. Teorie, które odwołują się jedynie do przypadku, nie są jednak wiarygodne. Każdy przyznaje, że żywe organizmy są niezwykle skomplikowane – dużo bardziej niż, powiedzmy, komputer czy samolot. Że takie skomplikowane istoty pojawiły się po prostu przez przypadek, jest wyraźnie mniej wiarygodne niż, że były zaprojektowane i skonstruowane przez jakiegoś stwórcę. Aby poprzeć swoje twierdzenie, że ten inteligentny projekt jest tylko pozorem, darwiniści muszą pokazać jakąś siłę tworzącą komplikację, która jest bezrozumna i bezcelowa. Najwygodniejszym kandydatem jest tutaj dobór naturalny.

Jeśli założymy, że przypadkowe mutacje genetyczne dostarczyły tę nową potrzebną informację, żeby – powiedzmy – pchnąć małego ssaka w kierunku wykształcenia skrzydeł, oraz jeśli założymy, że każdy mały krok w procesie budowania skrzydeł dał temu zwierzęciu zwiększone szanse na przeżycie, to dobór naturalny zapewnia, że te dysponujące przewagą stworzenia przeżywały i reprodukowały się. Z tego logicznie wynika, że skrzydła mogą i pojawią się jakby według planu stworzonego przez jakiegoś projektanta. Oczywiście, jeśli skrzydła lub inne ulepszenia nie pojawiają się, to ta teoria równie dobrze wyjaśnia ich brak. Nie pojawiły się potrzebne mutacje lub jakieś „ograniczenia rozwojowe” zamknęły pewne możliwości albo być może dobór naturalny faworyzował coś innego. Nie ma potrzeby, aby cokolwiek z tej spekulacji zostało potwierdzone przez eksperymentalne czy kopalne dane empiryczne. Wystarczające potwierdzenie tego, że coś takiego musiało się zdarzyć, stanowi sama możliwość, że darwiniści są w stanie wyobrazić sobie ten proces.

Richard Dawkins nazywa ten proces oparty na mutacjach i selekcji „ślepym zegarmistrzem”, przez co chce on zaznaczyć, że bezcelowa, materialna siła konstrukcyjna jest substytutem boskiego „zegarmistrza” z teologii naturalnej. Siła stwórcza tego ślepego zegarmistrza jest poparta jedynie nieznaczną ilością argumentów, takich jak ta słynna populacja ciem, w której procent przedstawicieli ciemnej odmiany zwiększył się w czasie, kiedy ptaki były w stanie lepiej widzieć jasne ćmy na tle drzew ściemniałych od dymu. Przykład ten może wskazywać, że dobór naturalny jest w stanie coś zrobić, ale nie to, że może stworzyć coś, co do tej pory nie istniało. Jednak tak słabe świadectwo aż nadto wystarcza, ponieważ coś, co jest oczywiste samo przez się, nie potrzebuje żadnych dowodów. Istnienie skutecznego ślepego zegarmistrza wynika dedukcyjnie z filozoficznego założenia, że natura musiała sama dokonać stworzenia. Możemy się spierać o detale, ale jeśli usuniemy Boga z pola widzenia, to coś takiego jak darwinizm musi być po prostu prawdą niezależnie od dowodów.

c.d.n.

miepaj
O mnie miepaj

Nieformalny przewodniczący Grupy Inicjatywnej Polskiego Towarzystwa Kreacjonistycznego (1993-1995), pierwszy przewodniczący Towarzystwa (w latach 1995-1998), redaktor naczelny organu Towarzystwa "Na Początku..." od 1993 roku do 2006 oraz (po zmianie tytułu) "Problemów Genezy" od 2013-.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (48)

Inne tematy w dziale Technologie