ARNOLD PARSZAWIN ARNOLD PARSZAWIN
598
BLOG

KLUZIK-ROSTKOWSKA Z "JAJAMI"? A OŁDAKOWSKI?

ARNOLD PARSZAWIN ARNOLD PARSZAWIN Polityka Obserwuj notkę 11

 

Któryś z publicystów (blogerów) szczodrze obdarzył Joannę Kluzik-Rostowską czy też Elżbietę Jakubiak(?) „cojones”. Nie chcę się znęcać idąc tym tropem nad obiema paniami. Mam natomiast ochotę popastwić się nieco nad kojarzonym z nimi Janem Ołdakowskim. Współtwórca Muzeum Powstania Warszawskiego solidaryzuje się z usuniętymi z partii działaczkami i zapewne za niedługo, znając logikę polskiej sceny politycznej, również i on opuści szeregi PiS-u. Tymczasem skierował list do przewodniczącego Mariusza Błaszczaka. Ołdakowski trzyma fason i odmawia komentowania jego treści „zanim nie otrzyma go adresat”. Tyle tylko, co logiczne, nie odmówił sobie upublicznienia zawartości przed zapoznaniem z nią Błaszczaka. Autor listu zarzuca w nim polskiej scenie politycznej, w tym rzecz jasna władzom swojego ugrupowania, „zdziecinnienie”, mające polegać na „skarżeniu się jednych liderów na drugich”. Rozumiem, że to, iż Ołdakowski robi dokładnie to samo, skarżąc się na swojego przywódcę, ma być dowodem koronnym potwierdzającym słuszność jego krytycznych spostrzeżeń. Z tym, że działacz-muzealnik dodatkowo i (mam wrażenie) bezrefleksyjnie, podnosi poziom ogólnego zdziecinnienia wylewając swoje żale w jednym z wielu wiodących mediów, które już dawno dziennikarski obiektywizm pomyliły z antykaczyzmem – mowa o krakowskiej odmianie Radia Bzdet FM.
Czym innym, jak nie szczytem infantylizmu – już nie tylko tego paskudnego politycznego, ale po prostu ludzkiego, jest formułowany przez Ołdakowskiego zarzut-żal, że to, co robi Jarosław Kaczyński „bardzo nie podobałoby się jego bratu”. No bo przecież nie sposób przeoczyć oczywistego faktu, że to, co obecnie dzieje się w kraju, a już zwłaszcza w Prawie i Sprawiedliwości, jest bezpośrednim skutkiem takiego, a nie innego, odejścia ś.p. Prezydenta. Ołdakowski w dziecinny sposób odnosi swoje, może i zrozumiałe, emocje do okresu sprzed Smoleńska i nie bierze pod uwagę tego, że bogatszy o wiedzę o tym, jakie horendum wydarzyło się 10 kwietnia i później, Lech Kaczyński, gdyby mógł przemówić, zapewne podzieliłby punkt widzenia swojego brata bliźniaka.
Jan Ołdakowski jest człowiekiem wzbudzającym sympatię. W normalnych czasach w normalnym kraju cieszyłby się powszechnym szacunkiem i uznaniem, jako wybitny urzędnik i wysokiej klasy profesjonalista. Niestety, ani III RP nie jest normalnym krajem, ani czasy nie sprzyjają spokojnym urzędniczym karierom. Działalność publiczna w polskich warunkach stawia ludzi przyzwoitych przed brutalnym wyborem: cynicznie płyniemy z prądem albo mamy „cojones” – a to zawsze do czegoś zobowiązuje, najczęściej do ponoszenia ofiar. Czy nie ma trzeciej drogi? Owszem jest, poza sympatią można wzbudzać jeszcze współczucie. Zdaje się, że właśnie tą drogą podążają obie panie i ich partyjny kolega.

znany z tego, że jest nieznany

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (11)

Inne tematy w dziale Polityka