ARNOLD PARSZAWIN ARNOLD PARSZAWIN
626
BLOG

POŻYTECZNY RED. ŁUCZAK REZONUJE

ARNOLD PARSZAWIN ARNOLD PARSZAWIN Polityka Obserwuj notkę 2

 

Dzisiejsza wymiana opinii między „dziennikarzami” w studio TVPINFO zaraz po publikacji rozmów kontrolerów lotniska w Smoleńsku doskonale obrazuje aktualny rozpaczliwy stan publicystyki w telewizji publicznej, zwłaszcza w jej segmencie opanowanym przez SLD. Napięcie i rozhisteryzowanie zaproszonych w charakterze „ekspertów od Smoleńska” wyraźnie przerosło psychiczną odporność i dziennikarskie kompetencje prowadzącej program Diany Rudnik. Biednej pani redaktor jakieś wredne eseldowskie krasnoludki posadziły w studio dwóch przedstawicieli najbardziej hardcorowej sowieckiej wersji o wyłącznej i całkowitej winie polskich pilotów + idące wiadomo od kogo naciski.
 Na dobre, zamiast panów Łuczaka i Osieckiego (bo o nich mowa) na ich miejscach spokojnie można by posadzić dwa manekiny i puścić z taśmy opinie obu „dziennikarzy”, które wypowiadali tydzień, miesiąc czy pół roku temu, bo mimo upływu wielu miesięcy i ujawnienia nowych okoliczności katastrofy dla redaktorów nic się w zadaniowanej sprawie nie zmieniło i zapewne nie zmieni się już do końca świata. Oczywiście pozostaje pytanie czy to tylko głupota, czy może jednak coś gorszego. Do myślenia daje nieskrywane zdenerwowanie, graniczące z histerią, z jakim obaj panowie przyjęli obnażone w trakcie prezentacji uchybienia i nieprawidłowości rosyjskich kontrolerów. Więcej i zdecydowanie bardziej emocjonalnie do powiedzenia miał, wymachujący rękoma jak skrzydłami, red. „Skrzydlatej Polski”.
Dla red. Osieckiego konferencja Millera i jego współpracowników była kompromitacją, ponieważ prezentujący materiał wojskowy nazwał stojącego w Smoleńsku Jaka Tupolewem. Z kolei wg Łuczaka o niewiarygodności wyników polskiej komisji przesądzać ma fakt, że biorą w niej udział polscy piloci wojskowi, którzy stają się w ten sposób rzekomo sędziami w swojej własnej sprawie. Co logiczne red. Łuczak nie zorientował się jeszcze, że prowadzący śledztwo w tej samej sprawie MAK jest w najbardziej oczywisty sposób uwikłany w konflikt interesów, no ale to pozwala redaktorowi trwać z niezłomną wiarą w prawdziwość rosyjskich wirtualnych ustaleń. Zdaje się, że w ferworze wykrzykiwanych zastrzeżeń i oskarżeń Łuczak dał się ponieść i powiedział zbyt wiele. Wypunktowując przewiny załogi kpt. Protasiuka, wypomniał im, że nie kwitowali wydawanych przez kontrolerów komend, tak jak prawidłowo robiła to załoga rosyjskiego Ił-a 76. Tak się składa, iż parę minut wcześniej na jedno z zadanych przez dziennikarzy pytań min. Miller odpowiedział ni mniej, ni więcej, że strona polska nie posiada żadnej wiedzy na temat rozmów pilotów IŁ-a z wieżą podczas ich dwukrotnych prób lądowania w Smoleńsku. No cóż, „strona polska” nie ma, a red. Łuczak jak widać te wiedzę ma. Wot, mołodiec!

znany z tego, że jest nieznany

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (2)

Inne tematy w dziale Polityka