Wyspy blogowe Wyspy blogowe
57
BLOG

KOBYŁKA U PŁOTA

Wyspy blogowe Wyspy blogowe Rozmaitości Obserwuj notkę 14

 

 

 

Wstęp

Kiedy zacząłem tu pisać, a było to trzy lata temu, w Salonie panowała diametralnie inna atmosfera. Spokoju, skupienia, refleksji. Panował tu idylliczny klimat sprzyjający wyważonym komentarzom. Przedtem prowadziłem blog na Onecie, skutkiem tego jednak, że pod moimi postami pojawiały się bardzo chamskie wpisy na temat śmiertelnie chorej osoby, skasowałem go i przeniosłem się tu. Tu blogerzy odnosili się do siebie przyjaźnie, niektórzy znali się osobiście. Mogli sprzeczać się na tematy polityczne. Bez przeszkód mogli przedstawiać inne poglądy i spojrzenia na rzeczywistość, nie mieli jednak w sobie dzisiejszej napastliwości. Wypowiadali się bez administracyjnych przeszkód, czyli bez dzisiejszej cenzury. Nie dokonywano dzielenia na teksty ideologicznie poprawne i teksty uznane za niepożądane. Dialog z komentatorami odbywał się przy udziale argumentów i nie przybierał form płaczliwego wywijania demagogią, nie miał cech zacietrzewionego obrzucania się obelgami. 

W miarę, jak Salon zyskiwał popularności, mówiono o nim coraz częściej. Z całej internetowej dżungli   ściągali do niego rozmaici ludzie. Ludzie obeznani z polityką, profesjonaliści piszący językiem zrozumiałym, przybywali też znawcy od siedmiu boleści, oszołomy i obsesjonaci (tych była większość) miotający notkami i komentarzami produkowanymi w stylu nawalonym; w miarę, jak Salon zyskiwał popularności, tracił na znaczeniu. Zniechęceni profesjonaliści odchodzą, a ich stanowiska obsadzają nieprofesjonalne kpy.

Trolle i bluzgerzy

Co prawda trolle były i tu, lecz nie w takiej koszmarnej liczbie, jak na Onecie, o wiele więc łatwiej przychodziło z nimi walczyć. Ale świat idzie z postępem i nawet zło rośnie w siłę; trolle, paskudnej urody  bezczelniaki, poczęły się mnożyć, a im więcej ich było, tym ciężej się je kasowało. Kiedy występowały w niewielkich stadach, problem z ich obecnością mógł rozwiązać jeden administracyjny Terminator. Lecz gdy zaczęły pojawiać się masowo, Terminator nie mógł się od nich opędzić i nawet kiedy je gorliwie depilował, one odradzały się w przerażającym tempie. Wycinał je, jednak zapomniał o tym, że i poczciwy słoń przegra z fanatycznymi mrówkami. Toteż, w geście bezradnej rozpaczy, zarządził wprowadzenie NOWEGO Regulaminu. Toteż po latach bytności w SALONIE 24 doszedłem do wniosku, że stary, moderacyjny klimat tego miejsca, prysł i dawniejsza, sielska oaza normalności, przepoczwarzyła się w bajoro nasycone dwulicowymi frustratami.

Grzech niekonsekwencji

Pretekstem do TERAŹNIEJSZEJ burzy jest regulamin; blogerzy, piszący notki, blogerzy piszący komentarze do notek, dobrzy, marni i językowo szmatławi, postanowili, jak za styropianowych czasów, obrazić się na bolesne realia i powalczyć z nimi krzynę, a powalczywszy z wiatrakami, z pieśnią na ustach zeszli do katakumb. W katakumbach zaś, jak każdy dysydent wie, panuje atmosfera gnilna i wyziewowa.

Zrazu nie było ich za wielu, garstka zaledwie, mieli zatem kupę swobody, złudne poczucie wolności i nieskrępowania, mogli bez przeszkód pisać swoje teksty i nikt im nie był w stanie zabronić „używania słów”. Życie na zapleczu – nobilitowało. Zaczęło im odpowiadać przekonanie, że razem przeżywają coś na kształt męczeństwa, że „cierpią za miliony”.  Ale w miarę rozrastania się akcji protestacyjnej, swoboda się skończyła i nastał dla nich okres tęsknoty za powrotem na salonowe pokoje. A że codziennie przybywało chętnych do okazywania oburzenia, ciasno im było.

Blogerska brać, nie na darmo zwana łebskimi frantami, nie od parady mająca opinię „otwartych głów”, poczęła kombinować w ten deseń: w piwnicy jest nudno, marudno i ziąb, mało kto nas widzi, a jeszcze mniej czyta. Klikalność zamiera, do kitu więc takie niszowe życie! Co my tu mamy oprócz przeżuwania zgryzot? A poza tym nie jesteśmy konsekwentni, tylko jesteśmy zwykłe pieczeniarze bez ambicji, bo niby złorzeczymy na salon, a cichcem, chyłkiem i boczkiem, z cicha i z wesoła popierdując żwawo, zjawiamy się w jego komnatach i pomimo swoich deklaracji, przysiąg i zaklęć na zsiadłe bum cyk cyk, że wolimy gnić w piwnicy, niźli wrócić do niego, mężnie jesteśmy w nim nadal, nadal komentujemy, wywieszamy swoje posty, mówimy, jak Freeman, że DEFINITYWNIE rezygnujemy z uczestnictwa w salonie i pakamerze, a już następnego dnia, jakby nic się nie wydarzyło, piszemy tu znowu….

SG

Administracja ma pretensję do blogerów, że na SG są teksty pisane w sposób językowo niewykwintny. W związku z tym mam pytanie:  CZY PRZED UMIESZCZENIEM GO NIE DA RADY ZAPOZNAĆ SIĘ Z NIM? 

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (14)

Inne tematy w dziale Rozmaitości