Wyspy blogowe Wyspy blogowe
178
BLOG

Głos wolnej Kuby

Wyspy blogowe Wyspy blogowe Polityka Obserwuj notkę 0

W Salonie 24 znalazłem się przed paru laty i niedługo też będę obchodził piątą rocznicę cyberistnienia.  Wiec przyszedł  czas na powrót do pomysłu pisania w Salonie 24, czyli do  przedrukowywania tekstów ciekawych, a  ginących w internetowym  tłumie.  Tekstem Artura Rubinsteina o Chopinie zainaugurowałem tak zwaną zmianę profilu i od tej chwili Wyspy blogowe zajmą się prezentacją utworów godnych polecenia.
Dzisiejszym jest wartościowy blog Yoani Sanchez z Kuby.  (fotografia: http://desdecuba.com/generaciony_pl/wp-content/uploads/2008/07/la_gran_pregunta.jpg )

Filolog z wykształcenia, prowadzi zapiski na stronie Generacion Y. Niewygodna dla władz swojego kraju umieszcza je z zadziwiającą determinacją. Przybliża czytelnikom, zarówno kubańskim, jak i pochodzącym z innych krajów, rzeczywistość swojej  ojczyzny.  Opisuje szarzyznę codzienności poddawaną reżymowym rygorom. Jej odważne wyrażanie poglądów zostało uhonorowane przyznaniem prestiżowej nagrody imienia Ortegi y Gasset oraz przyznaniem najwyższego wyróżnienia dla cyfrowego dziennikarstwa, a Magazyn „Time” umieścił jej blog na 25 miejscu listy najlepszych blogów 2009 roku.

Zwracam Waszą uwagę na tłumaczenie artykułów na język polski.

 

 

Inna Hawana

Jest miasto, które wyłania się obok nas, nie dotykając nas. Hawana, która mówi o „parmezanie”, „centymetrach trawnika” i „weekendzie w Cancún”. Ten inny twór urbanistyczny ledwie miesza się z naszym i nie przypomina w niczym scenariusza zdeprymowania i braków, na jakie składa się nasze otoczenie.

Obie „Hawany” żyją obok siebie i jednocześnie zaprzeczają sobie. Ten, kto żyje wewnątrz jednej nie umie sobie wyobrazić w całej rozciągłości drugiej, która ją uzupełnia. Pierwsza pędzi na kołach samochodów, podczas gdy nasza kuli się na przystankach, wyczekując autobusu. Słodka Hawana pełna bogactw sytuuje się na zachodzie, szczególnie w kierunku strefy Miramar, Cubanacán, Atabey i Jaimanitas. Moja, ta autentyczna, wzrasta w kierunku San Miguel, Diez de Octubre, El Calvario i Fontanar.

Kiedy oba miasta napotykają na siebie i się zderzają, nie mogą znaleźć nici porozumienia z tak odległych rzeczywistości, w których żyją. Podczas gdy jedna skarży się na swoje stare meble z Ikei i kłopoty z przetransportowaniem „kontenera służącego do przeprowadzek z portu”, druga kołysze się w wysiedzianych fotelach, odziedziczonych po dziadkach i zanurza się w „czarny rynek”.

Moja zużyta Hawana kupuje w detalu, mówi cichym głosem i ma zapach ścieków, podczas gdy to miasto, które zamieszkują ministrowie, wysocy funkcjonariusze i dyplomaci porusza się między „kanapami”, recepcjami i roznosi delikatny aromat kremów nawilżających.

Niewątpliwie wolę dekadencką stolicę, po której poruszam się każdego dnia, jest ona przynajmniej koherentna i przejrzysta w tym, co chowa w swym wnętrzu. Stworzyliśmy ją na swój obraz i podobieństwo lub dokładniej mówiąc jesteśmy tymi, którzy naśladują ją w jej rezygnacji i mizerii.

27 listopad 2007


 Złamana obietnica

Obiecałam sobie, że nigdy więcej nie napiszę o tym panu z zadbaną brodą i w oliwkowym mundurze, który wypełniał każdy dzień mojego dzieciństwa swoją permanentną obecnością. Z wielu powodów podjęłam decyzję nieodnoszenia się do Fidela Castro: on reprezentuje przeszłość; trzeba patrzeć do przodu, na Kubę, gdzie jego już nie będzie, a przy wyzwaniach teraźniejszości poświęcanie mu uwagi wydawało mi się niewybaczalnym czynnikiem rozpraszającym. Dziś jednak ponownie pojawił się w moim życiu z jednym ze swych charakterystycznych wybuchów. Czuję się zobligowana do ponownego odniesienia się do niego po jego wypowiedzi, że „system kubański nie działa nawet u nas”, które to słowa wypowiedziane zostały w rozmowie z dziennikarzem Jeffreyem Goldbergiem.

O ile pamięć mnie nie myli, za łagodniejsze lub podobne wypowiedzi wyrzucono wielu członków Partii Komunistycznej i skazano wielu Kubańczyków na wysokie wyroki. Palec wskazujący człowieka, który był Najwyższym Liderem, systematycznie kierowany był przeciw tym, którzy próbowali wytłumaczyć mu, że kraj nie funkcjonuje. Jednak nie tylko kara czekała nieposłusznych, musieliśmy założyć maskę, by przeżyć na tej wyspie, którą on próbował ukształtować na swój obraz i podobieństwo. Udawanie, szepty, oszustwa, a wszystko to po to, by ukryć tę samą opinię, którą teraz ten „wskrzeszony” lider pośpiesznie wysuwa w obliczu zagranicznego dziennikarza.

Być może chodzi o atak szczerości, który dopada ludzi w podeszłym wieku, kiedy podsumowują swoje życie. Może to też być desperacka próba zwrócenia na siebie uwagi, jak jego proroctwo o bliskim załamaniu nuklearnym czy spóźnione wyznanie mea culpa za represje wobec homoseksualistów, które nastąpiło kilka tygodni temu. Widząc go, przyznającego się do porażki „jego” modelu politycznego mam wrażenie, że jestem świadkiem sceny, w której aktor gestykuluje i podnosi głos po to, by publiczność nie przestała na niego patrzeć. Jednakże tak długo, jak długo Fidel Castro nie weźmie do ręki mikrofonu i nie ogłosi, że jego przestarzały wytwór rozpadł się, to tak, jakby nic się nie stało. Jeżeli nie powtórzy tego samego zdania wewnątrz Kuby i nie zgodzi się nie zakłócać potrzebnych zmian, jesteśmy w tym samym punkcie.
Uwaga:
Wczoraj, kiedy dostałam tę informację, napisałam krótki tweet: „Fidel Castro przechodzi do opozycji, mówiąc dziennikarzowi Jeffreyowi Goldbergowi, że kubański model nie działa nawet u nas”. Chwilę później zadzwonił do mnie mój przyjaciel, dysydent, któremu wysłałam ten sam tekst SMS-em. Jego słowa były ironiczne, ale prawdziwe: „jeśli On przeszedł do opozycji, ja przechodzę na stronę oficjalnej doktryny”.
 

  Świętowanie

W dniach takich jak ten bardzo żałuję, że nie mam dostępu do Internetu, by móc dzielić moją radość z komentatorami tego blogu. Klikać w klawiaturę, wznosić toasty przed ekranem i dziękować tym wszystkim, którzy wspierali mnie słowami zachęty, krytyki oraz swoimi sugestiami.

Przed trzema laty ta nieśmiała kobieta, którą byłam, otworzyła tę wirtualną przestrzeń, by opowiadać o swojej rzeczywistości, mając więcej obaw niż pewności. Pamiętam początkowe niedowierzanie jednych czytelników, wątpliwości innych, legitymację Urzędu Bezpieczeństwa lub CIA, jaką jeszcze inni mi przypisywali, niepowodzenia na uciążliwej drodze wyrażania opinii. Od 2007 roku aż do dziś czuję, że przeżyłam naraz sześć czy siedem żyć, pełnych osiągnięć, ale naznaczonych również stałym wpływem aparatu represji, który nie chce spać.


Jednakże jako chroniczna optymistka skupię się na tym, co daje satysfakcję: na wzrastającej alternatywnej blogosferze, pękającym murze, Podcaście, który zainaugurowałam przed paroma tygodniami i wszystkich tych wiadomościach SMS, które otrzymałam z okazji nadania mi przez Instytut Prasy Międzynarodowej tytułu „Bohater Wolności Słowa”, a teraz na Nagrodzie Księcia Clausa 2010.

Polecam: http://www.desdecuba.com/generaciony_pl/?p=1295

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Polityka