Wyspy blogowe Wyspy blogowe
3123
BLOG

EDUKACYJNA RÓŻNICA MIĘDZY POLSKĄ A ZACHODEM

Wyspy blogowe Wyspy blogowe Polityka Obserwuj notkę 3

Wyłowiłem w sieci kolejny ciekawy (i pouczający) artykuł autorstwa Marka Budajczaka. Do zastanowienia. Szczególnie przez naszych decydentów od edukacji. Kto ma mocne nerwy, niech czyta, jak  mogłoby być w RP, gdybyśmy potrafili logicznie myśleć:


http://portalwiedzy.onet.pl/4870,12800,1362154,1,czasopisma.html  


Od nich powinniśmy się uczyć



Uczniowie w Finlandii wydają się jedynymi na świecie, którzy nie tylko osiągają świetne wyniki w nauce, ale również lubią chodzić do szkoły. Skąd to wiadomo? Wystarczy przejrzeć wyniki Projektu Międzynarodowej Oceny Uczniów (PISA), organizowanego przez OECD. W obu dotychczasowych edycjach tych badań, w których udział brało ponad 200 tys. 15-latków z odpowiednio 42 i 31 krajów, bądź to należących do tej organizacji, bądź tylko z nią współpracujących, fińscy uczniowie uplasowali się na pierwszym miejscu. W 2003 roku zwyciężyli bezapelacyjnie, wygrywając we wszystkich kategoriach poza jedną, w której byli drudzy.

Kryteriami, które brano pod uwagę w teście PISA są: rozumienie tekstów we własnym języku narodowym - w aspektach wyszukiwania w nich informacji, interpretowania i poddawania refleksji oraz krytycznej ocenie - myślenie matematyczne i myślenie w zakresie nauk przyrodniczych. Mierzy się także motywację uczniów do nauki wynikającą z oceny stosunku szkoły do nich samych.

Szczególnym zjawiskiem fińskim jest niespotykany gdzie indziej “pęd czytelniczy”. Dzieci i młodzież w tym kraju tak bardzo lubią czytać, że aż trudno w to uwierzyć. W teście mierzono także różnicę między wynikami najlepszych i najsłabszych uczniów. Tutaj Finlandia zajęła drugie miejsce... od końca. Okazało się, że uczniowie są tu równie (bardzo) dobrzy. W innych krajach, obok dużej ilości słabo i przeciętnie wyedukowanych, są tacy, którym szkoła nie potrafi w nauce przeszkodzić i to ci uzyskują w testach najlepsze wyniki, zaś rozbieżność między nimi i resztą młodzieży jest spora. Nawet wpływ pochodzenia społecznego na naukę jest tu mniejszy niż gdzie indziej. Dzieci z tzw. trudnych środowisk - rodzin bezrobotnych czy imigrantów – w Finlandii częściej skutecznie kończą naukę w szkole.

Kolejną zadziwiającą prawidłowością jest to, że nikt w szkole nie oszukuje, nie uchyla się od pracy, a absencja w zajęciach jest zjawiskiem marginalnym. Młodzież zachowuje się w zgodnie z ogólnymi normami społecznymi, dlatego w szkołach nie są potrzebni nie tylko ochroniarze, ale nawet woźni, a o zachowanie czystości i pilnowanie porządku dbają sami uczniowie. Dane fińskiego Ministerstwa Sprawiedliwości pokazują, że wśród nastolatków przestępczość czy nawet lżejsze wykroczenia zdarzają się bardzo rzadko. Z roku na rok ich wskaźniki spadają, np. w latach 1995-2000 ilość przypadków negatywnych zachowań w różnych kategoriach zmniejszyła się o 20-50 procent.


Analizując te dane można pokusić się o stwierdzenie, że Finowie uwzględnili, z wyprzedzeniem i pewnym naddatkiem, warunki skutecznej reformy systemu oświaty, jakie zidentyfikował Juan C. Tedesco, były dyrektor Międzynarodowego Biura Edukacji UNESCO. Chodzi o osiągnięcie ogólnonarodowego konsensusu, uzyskanego na bazie zbiorowej, obywatelskiej debaty i wdrożenie długofalowego, wieloletniego projektu systemowych zmian: administracyjnych, infrastrukturalnych, programowych oraz, a być może przede wszystkim, tych z zakresu “ludzkiego klimatu” edukacji, zmian uwzględniających też koszty moralne.

Uznawszy pod koniec lat 60-tych ubiegłego wieku stosowany u siebie niemiecki model oświaty za dramatycznie nieefektywny (na marginesie trzeba dodać, że w teście PISA niemieccy nastolatkowie ledwo co wyprzedzają polskich rówieśników) Finowie podjęli decyzję o gruntownej reformie systemu oświatowego. Rzecz jasna zanim zmiany przyniosły zauważalne efekty, minęło wiele lat. Jednak projekt naprawczy oświaty jest wciąż udoskonalany i dostosowywany do ciągle zmieniającej się rzeczywistości.

A oto kolejne praktyczne kształty tego systemu. Wbrew międzynarodowej presji ekspertów (lub raczej tych, którzy mają w tym jakiś interes) na poszerzanie zakresu instytucjonalnej opieki nad małym dzieckiem, w Finlandii dzieci rzadko posyła się do przedszkoli. Choć odsetek dzieci preskolaryzowanych (39 proc.) jest tu porównywalny z wynikiem w Polsce, nikt nie podnosi narodowego larum, że część dzieci, szczególnie ze środowisk kulturowo zaniedbanych, nigdy nie dorówna w szkole rówieśnikom, którzy uczęszczali do przedszkola. Wyniki kształcenia tego rodzaju selektywności jednak nie wykazują. Wprawdzie ok. 95 procent sześciolatków chodzi w Finlandii z zerówki, ale i ona jest tam ... nieobowiązkowa. Oba te fakty w zestawieniu z efektywnością fińskiej szkoły burzą święte przekonanie wielu specjalistów, którzy głoszą, że trzeba już dzieci pięcio- a nawet czteroletnie obejmować obowiązkiem szkolnym.

W Finlandii dziecko idzie do szkoły po skończeniu 7. roku życia. Najpierw jest to szkoła 6-letnia, potem 3-letnia niższa szkoła średnia. Obowiązek, który w tym kraju dotyczy nie szkoły a edukacji, a tę można realizować także poza szkołą, obejmuje okres od 7. do 16. roku życia. Rok szkolny liczy 190 dni. W tym czasie realizowanych jest około 5,5 tys. godzin lekcyjnych. Dla porównania we Włoszech, które osiągają gorsze wyniki w edukacji, w roku jest ponad 8 tysięcy godzin.

 Zaledwie 3 proc. młodzieży kończy edukację na kształceniu obowiązkowym, ale w oparciu o praktyczne doświadczenie zawodowe grupa ta ma możliwość zdobycia co najmniej kwalifikacji zawodowych w ramach standaryzowanych egzaminów profesjonalnych. Na poziomie wyższego kształcenia średniego można wybrać albo szkołę zawodową (dostępne jest kształcenie w 75 zawodach), którą wybiera 27 proc. młodzieży, albo szkołę ogólnokształcącą, gdzie trafia 70 proc. młodzieży. W tej ostatniej szkole uczniowie wybierają kursy przedmiotowe o różnym stopniu zaawansowania, a nauka trwa od 2 do 4 lat. Dwa typy szkół wyższych: uniwersytety, których jest w Finlandii 20, i politechniki (29) dopełniają od góry fiński system oświaty.

Jak widać system oświaty w strukturalnym zakresie nie różni się od obowiązujących w innych krajach. Istotne różnice pojawiają się dopiero w jego wnętrzu. Jak już wspominałem, fińscy uczniowie osiągają świetne wyniki, mało uczęszczając do szkoły. Owa niewielka ilość godzin lekcyjnych w roku skutkuje tym, że zajęcia zaczynają się o 8 rano, a muszą kończyć się wcześnie, czyli około godziny 13. Jednak szkoła jest otwarta do późnego wieczora, a uczniowie, pod kuratelą opiekunów, również po lekcjach mogą korzystać z jej zaplecza naukowego. Poza tym “zaledwie” 80 procent czasu nauki przeznaczane jest na zajęcia obowiązkowe. Natomiast aż 1/5 nauki szkolnej to czas, w którym uczeń, po konsultacji z rodzicami, realizuje zagadnienia odpowiadające jego zainteresowaniom, a szkoła jedynie mu w tym pomaga. Dobijmy na koniec polskich, już przerażonych “marnotrawstwem czasu” ekspertów oświatowych informacją, że w Finlandii uczniowie nie znają pojęcia “zadań domowych”, realizując w czasie pozaszkolnym tylko nieliczne projekty grupowe i indywidualne. Zresztą jak mieliby odrabiać prace domowe, jeśli wszystkie książki i zeszyty... zostawiają w szkolnych szafkach?

Jak widać tajemnica sukcesu szkoły nie polega wcale na ekstensyfikacji czasu pracy jej uczniów. Można by więc spytać, czy to znaczy, że polega na okrawaniu wymogów? Wbrew pozorom program obowiązkowej edukacji w Finlandii zakłada liczne i różnorodne treści oraz przedmioty nauczania, wśród których jest miejsce na trzy języki obce, nauczane od samego początku drogi szkolnej, muzykę i plastykę, gdzie indziej uważane za zbędne, religię lub etykę – do wyboru, a także naukę gotowania i obróbki drewna, której uczą się również dziewczęta. Oczywiście wszystkie te treści, wobec relatywnie krótkiego czasu nauki, muszą być odpowiednio uporządkowane, a o wysokim poziomie ich zaawansowania świadczą wyniki międzynarodowych badań. Widać więc, że można zapewnić solidne kształcenie, bez przeładowywania programów zbyt dużą ilością abstrakcyjnych treści kształcenia przedmiotowego. Zasadą jest, by nabyte w szkole umiejętności i wiedza były na co dzień przydatne w życiu.

Jedną z innowacji jest w fińskiej oświacie system korepetycji wewnątrzszkolnych. Trzeba przy tym zaznaczyć, że płatne korepetycje są w ogóle zakazane, wszak edukacja ma być bezpłatna. Wiadomo jednak, że niemal wszyscy uczniowie nie radzą sobie z jakimiś wyzwaniami szkolnymi. Jednak podczas gdy w innych krajach uznaje się szkolne braki w opanowaniu programu za naturalne, przy pełnej świadomości, iż kumulują się one w przepaści nie do przeskoczenia, Finowie instalują w każdej szkole kilku korepetytorów, którzy interweniują natychmiast, gdy nauczyciel zauważa, że uczeń ma jakiś problem, pomagając mu w trakcie lekcji w klasie lub w odrębnym pomieszczeniu, dopóki nie zostanie on pokonany. W klasach VII-IX każdy uczeń ma prawo do korepetycyjnego wsparcia 1-2 razy w tygodniu. Nikt nawet nie pomyśli, że mogłoby to zburzyć autorytet nauczyciela, bo przecież w szkole chodzi o dobro dziecka, a nie o narcystyczny komfort nauczyciela.Owo fundamentalne założenie - dobro ucznia – był podstawą wprowadzenia głównej zasady systemu oświatowego, zwanej komprehensywnością, zakładającego, ze kształcenie będzie jednocześnie ogólnokształcące, wszechobejmujące i jednolite. Z tej też przyczyny niemożliwym jest w tym kraju tworzenie klas czy ciągów kształcenia dla mniej lub bardziej zdolnej młodzieży. Nie prowadzi się też żadnych rankingów najlepszych czy najgorszych szkół, klas albo uczniów, a rywalizacji nie uważa się za zdrową. Każdemu dziecku codziennie powtarza się, że jest wartością samą w sobie, i że, niezależnie od pewnych niedoskonałości, nad którymi można pracować, jest przecież naprawdę dobre w wielu innych zakresach. Ot, stymulacja zdrowego poczucia sukcesu, wysokiej samooceny, zamiast stałego wpychania dziecka w samoświadomość nieadekwatności lub nawet klęski! Uczniowie nie w pełni sprawni są regularnymi członkami komprehensywnych zespołów klasowych, a jedynie mniej niż 2 proc. o szczególnych potrzebach objętych jest kształceniem specjalnym.
Co najważniejsze jednak, oświata w Finlandii jest pozbawiona mechanizmów selekcyjnych. Nikt nie może zostać w edukacji odrzucony, stąd też nieznane jest tu zjawisko drugoroczności, ponieważ żaden uczeń nikt nie zostaje na drugi rok w tej samej klasie! Co więcej, uczniowie szkół fińskich, zarówno niższego, obowiązkowego, jak i wyższego szczebla nie zdają przez cały czas swojej nauki – ani w jej trakcie, ani na zakończenie – żadnych egzaminów. Dopiero po ukończeniu wyższej szkoły średniej, o ile chcą podjąć studia, są zobligowani do zdania swoistej matury przygotowanej przez niezależną instytucję państwową. Na takie rozwiązanie każdego roku decyduje się 60-70 proc. młodzieży. Gdyby jednak absolwenci szkół średnich nie czuli się do niej dobrze przygotowani, mogą bezpłatnie przedłużyć naukę o rok i w tym czasie chodzić na zajęcia, które przygotowują do specjalnie tego egzaminu.

Mimo takich rozwiązań ocenianiu przypisuje się dużą wartość. Jest ono jednak zorientowane na ogląd całości procesu uczenia się, w którym sam uczeń uczestniczy od fazy planowania pracy, przez kontrolę jej realizacji, aż po ocenę jej efektu końcowego, w którym uwzględnia się także przyjęte przez niego strategie uczenia się i postawy wobec nauki. Samoocena jest tu równie istotna jak wspierające oceny nauczycieli i kolegów. Powszechnie korzysta się z filozofii i metodologii oceniania kształtującego, z coraz powszechniejszym zastosowaniem techniki portfolio. Wprawdzie stosuje się w ogólnej, nie zaś redukowanej zadaniowo ewaluacji stopnie (od 4 do 10), ale określają one stopień zaawansowania w danym przedmiocie i nie rzutują negatywnie na karierę edukacyjną dziecka, dając mu jedynie orientację we własnych kompetencjach i stanowiąc wskazówki do dalszej nauki. Natomiast rodzice raz, dwa razy do roku otrzymują ze szkoły raport o postępach w nauce.
 

Nauka odbywa się przez praktyczne działanie, eksperymentowanie, a teoria pojawia się tylko w podsumowaniach. Mało jest podręczników, za to dużo notesów. Uczniowie rozwiązują zadania - zróżnicowane z uwagi na indywidualne zaawansowanie -  chodząc po klasie, korzystając z różnych źródeł, komunikując się między sobą i rozmawiając z nauczycielem, a jednak nie przekraczają przy tym reguł dyscypliny. Nauczyciele po prostu są dla nich autorytetami.

Jeśli zaś chodzi o samych rodziców, to w Finlandii, zupełnie inaczej niż dzieje się to w innych krajach, gdzie za dobrego uchodzi rodzic bierny, są oni traktowani przez szkołę jak partnerzy, mają więc wpływ na podejmowane decyzje. Dużo wiedzą o jej funkcjonowaniu nie tylko z relacji dziecka, lektury raportów czy z szkolnych stron internetowych, ale także z bardziej bezpośrednich form komunikacji z nauczycielami. A jeśli już o nauczycielach mowa, to należy w tym miejscu wspomnieć, że aby nim zostać podczas egzaminów wstępnych trzeba pokonać aż 8 innych kandydatów. Studia nauczycielskie trwają pięć lat, przy czym w trakcie pracy w szkole nauczyciel ma obowiązek dokształcania się, który realizuje po godzinach pracy, a zanim ją podejmie, musi pokonać aż 10 kontrkandydatów. Co ciekawe, w fińskiej sześcioletniej szkole elementarnej to wychowawca klasy uczy wszystkich lub niemal wszystkich przedmiotów. Jego zadaniem nie jest bowiem wykładanie zaawansowanej teorii, a zainteresowanie ucznia światem, zachęcanie go do aktywności, stymulowanie jego poczucia satysfakcji.

Chociaż nauczyciel zarabia relatywnie niewiele, bo 2-3 tys. euro to jest darzony powszechnym szacunkiem społecznym, a warunki, w których pracuje, są naprawdę dobre. Obok prestiżu cieszy się zaufaniem przełożonych, bo w szkołach nie ma hierarchicznego dystansu między dyrektorem a nauczycielami, nie jest sprawdzany w swojej pracy, a wizytatorzy z ministerstwa edukacji (kuratoria w ogóle nie istnieją) służą mu wsparciem. Wyniki zewnętrznych ewaluacji są podawane do wiadomości jedynie nauczycielom ocenianej szkoły.

Cały system administracyjny oświaty fińskiej jest silnie zdecentralizowany. W ministerstwie edukacji, które łączy pracę urzędników dwóch odrębnych ministrów: edukacji i nauki oraz kultury pracuje zaledwie trzystu urzędników. Zajmują się oni: wdrażanie postanowień parlamentu dotyczącymi oświaty, wydawaniem szczegółowych rozporządzeń, ustalaniem z organami prowadzącymi szkoły ogólnych ram nauczania, kompensowaniem środowiskowych nierówności i prowadzeniem w każdym roku ewaluacji kilku szkół. Narodowa Rada Edukacji, ciało eksperckie podporządkowane ministerstwu, pracuje nad rozwojem celów, treści i metod edukacji, a także narodowych programów kształcenia ogólnego i zawodowego, a Rada Ewaluacji Oświatowej przygotowuje zewnętrzne sprawdziany o znaczeniu strategicznym. Jednak konkretne decyzje podejmują dyrektor szkoły i nauczyciele wraz z władzami lokalnymi. To oni decydują o tym co najważniejsze, czyli inwestycjach i programach.

Wydatki na oświatę po połowie ponoszą państwo i gminy, a w szkołach bezpłatne są m.in.: transport, codzienny obiad, przybory szkolne i opieka zdrowotna. Starsi uczniowie otrzymują granty i stypendia. Nawet szkoły prywatne, których jest zaledwie 70 przy 4 tys. publicznych, są finansowane przez państwo. Szkoły liczą do 400 osób są jasne, kolorowe i przestrzenne. Do dyspozycji uczniów są przyszkolne warsztaty, a na korytarzach wygodne kanapy do czytania oraz stoły do gry w szachy.

Wygląda na to, że w Finlandii odkryto zaklęcie do edukacyjnego “Sezamu”. Czy jednak sami Finowie są już całkowicie zadowoleni? Ależ skąd! Martwią się tym, że dziewczynki uczą się lepiej od chłopców, że adaptacja imigrantów jest niepełna, trapi ich słabość wyposażenia bibliotek szkolnych. Uznają, iż mają kłopoty z budżetem, z najsłabszymi uczniami, z przypadkami używania alkoholu i narkotyków. Nie spoczywają jednak na laurach.

Zapraszają też inne kraje do swego rodzaju “turystyki edukacyjnej”. Szkoda, że nie widać wśród tych turystów reprezentantów polskiej oświaty. Może nam do takiego kraju za daleko?! Prawdą jest, że Finom pomóc mogła tradycyjna protestancka (prezbiteriańska) etyka pracy i kult edukacji oraz że przy aktualnym stopniu demoralizacji Polaków, także dzieci i młodzieży, próba przeszczepiania fińskich “rozwiązań” mogłaby być ryzykowna. Jaki jednak mamy wybór, gdy potrzeba zmian jest tak ewidentna?! Może więc zaufajmy sobie wzajemnie i spróbujmy pouczyć się od Finów?! Bo to, że od kogoś musimy się przecież uczyć, nie ulega wątpliwości...

“Gazeta Szkolna” nr 38/39



Pod tym artykułem znalazłem komentarz ~abc wart przytoczenia:


FUNDAMENTALNA RÓŻNICA MIĘDZY POLSKĄ A ZACHODEM
 


Możnaby wprowadzić taką szkołę i u nas, ale nie ma ku temu woli ani polityków, ani społeczeństwa, ponieważ uważają oni obecny polski system edukacji za lepszy.  Przede wszystkim istnieje fundamentalna różnica w podejściu do edukacji. W Polsce przeważa opinia, że rolą edukacji jest formowanie Polaka wg. z góry ustalonego programu, a w Finlandii (i nie tylko) rolą edukacji jest umożliwienie uczniowi rozwoju talentów, które on lub ona może wykorzystać w życiu dorosłym.  Różnica jest zasadnicza: w pierwszym podejściu podmiotem jest wspólnota (Polska) a w drugim - jednostka. I drugie z tych podejść jest podejściem LIBERALNYM, (tak, liberalnym, nie boję się tego słowa) a pierwsze, wspólnotowo-narodowym.  Ale są i pomniejsze różnice, którzy zwolennicy systemu edukacji w Polsce uznaliby za zalety, a w Finlandii (i nie tylko) uznanoby za przejaw patologii:
1. wymaganie wiedzy bardzo szczegółowej, której należy nauczyć się "na pamięć" (vide The Economist - raport na temat Polski)
 
2. planowanie za ucznia a nie uczenie ucznia planowania (brak możliwości wyboru przedmiotów, ustalenia harmonogramu uczenia).
 
3. zredukowanie roli szkoły do sprawdzania wiedzy (bardzo mało autentycznych wykładów, a zamiast tego codzienne odpytywanie, kartkówki, etc.).

4. autorytet nauczyciela najważniejszy. Niestety w Polsce sprowadzający się do tego, że narcystyczne dobre samopoczucie nauczyciela jest ważniejsze od dobra ucznia. Związany z tym jest brak kontroli pracy nauczycieli.

Chyba tylko jeden problem w polskim systemie edukacji spotyka się z powszechnym potępieniem: niskie zarobki nauczycieli powodujące "negatywną selekcję" do pracy w tym zawodzie (kto nie znalazł lepszej pracy, zostaje nauczycielem).

Niestety, w pozostałych kwestiach różnica jest fundamentalna.










 

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (3)

Inne tematy w dziale Polityka