58 obserwujących
1399 notek
1395k odsłon
  266   0

Władysława Studnickiego historia realna



Kiedy zaczęto promować Studnickiego a jeszcze przed tym kiedy zaczęto na nim zarabiać, zaintrygowała mnie kwestia jego aktywności politycznej, partyjnej, a konkretnie to jej nagłe zakończenie po odzyskaniu przez Polskę niepodległości. Ze względu na jego uprzednią aktywność polityczną wydało mi się to niedorzeczne. Uznałem, że nie tłumaczy jej wyłącznie klęska jego orientacji na państwa centralne w czasie I wojny światowej, a tym samym kompromitacja samego Studnickiego jako polityka.
Zasadniczo - tam gdzie monarchia niemiecka starała się siać zamęt tam posługiwała się międzynarodowym skrajnym socjalizmem (przedbolszewizmem), anarchizmem, a tam gdzie starała się utrzymać pokój na zajętych przez siebie, wcześniej lub później, często tych samych terenach na których prowadziła działalność wywrotową, sięgała po monarchizm. Skrajny przypadek to wywołanie przez fejkową monarchię niemiecką rewolucji bolszewickiej w Rosji.
W zależności od potrzeb patronów Studnicki był kolejno: skrajnym socjalistą, socjalistą, ludowcem, później endekiem w celu odwrócenia orientacji tej partii z antyniemieckiej na antyrosyjską, co mu się nie udało, więc został antyendeckim publicystą. Następnie, kiedy niemieccy zaborcy, w zgodzie z przedwojennymi koncepcjami, planują utworzenie kadłubowego Królestwa Polskiego na części zajętych ziem zaboru rosyjskiego, Studnicki zakłada w 1916 monarchistyczny Klub Państwowców Polskich (z organem prasowym Naród a Państwo).
I nagle bęc!, i nagle ciach! Kiedy w końcu może rozwinąć partyjne skrzydła po odzyskaniu niepodległości to Studnicki zwija swój partyjny kram. Intrygujące.

Potraktowałem to jako zagadkę do rozwiązania i mimo szeregu zmyłek udało mi się ją rozwiązać.

W swojej mitomańskiej biografii mitomana p. Władysława Studnickiego pt. Germanofil, p. Piotr Zychowicz w ten sposób pisze o wycofaniu się Studnickiego z polityki:

"Demokrację uważał Studnicki za system opanowany przez kliki partyjne i politycznych blagierów, którzy kłamstwami i frazesami starają się pozyskać tanią popularność tłumów".

"Wybory były dla niego "tyfusem plamistym", a hasła wyborcze "maligną chorego".

"Studnicki był Polską rozczarowany. Prywata, nepotyzm, afery, kumoterstwo, lekceważenie prawa".

"Usuwanie ze stanowisk ludzi kompetentnych i zastępowanie ich lojalnymi wobec partii miernotami i karierowiczami"

"Rozgrywkami partyjno-sejmowymi, grami personalnymi i zaciekłą rywalizacją stronnictw politycznych - które tak bardzo ekscytowały i ekscytują Polaków - nigdy się nie interesował. Jego zajmowały sprawy ważne. Geopolityka, dyplomacja, wojsko, siła gospodarcza. Interesy narodowe".

"... piętnował ich [Polaków] wady i wzywał do ich naprawy".

"Był to prosty sposób na osamotnienie polityczne, szczególnie że germanofilię Studnickiego uważano w Polsce w najlepszym wypadku za dziwactwo, a w najgorszym za zdradę narodową. Studnicki jednak nie miał najmniejszego zamiaru wyrzec się swoich poglądów i w konsekwencji został odsunięty na boczny tor".

"W II Rzeczypospolitej, jako jedyny z czołowych działaczy politycznych epoki rozbiorowej, nie zajął żadnego eksponowanego stanowiska.

Nie zostałem posłem ani senatorem - tłumaczył - bo nasza ordynacja wyborcza wymagała pójścia na służbę jakiemuś stronnictwu. Ja zaś mogłem być organem tylko własnej woli. (...)".

"W efekcie jeden z ojców naszej niepodległości, tytan myśli politycznej w II Rzeczypospolitej mógł liczyć tylko na nędzne posadki"[sic!].

"Nie udało mu się również stworzyć partii ani ruchu społecznego, który wspierałby jego idee".


Wracając do rzeczywistości i odrzucając nieuzasadnione poczucie wyższości jaśnie oświeconych Studnickiego i Zychowicza. Jeśli nie wszystkie to większość z pasujących równie dobrze do szeregu innych krajów zarzutów i epitetów miotanych przez Zychowicza oraz Studnickiego, odnajdujemy w działalności politycznej tego drugiego, zanim Studnicki postanowił wycofać się z uprawiania polityki realnej. Zarzuty te występowały w działalności Studnickiego w takim natężeniu, że można uznać je nawet za projekcję własnej postawy i zachowań - na wszystkich innych polityków i nie tylko. A listę epitetów pod adresem samego Studnickiego można wydłużyć dodatkowo o znacznie poważniejsze, o czym za chwilę.

Przedstawione przez autora książki Germanofil przyczyny rezygnacji z uczestniczenia w polityce realnej przez socjalistę-monarchistę Studnickiego należy uznać w świetle faktów za fałszywe, tym samym niezgodne ze stanem faktycznym, z historią realną, w tym z własną historyczną deklaracją bohatera książki, prezentowanej jako biografia.

***

Studnicki skarżył się, że opinia ta uniemożliwia mu dalszą karierę polityczną. - 1919 rok.

***

1.

Wczoraj w VIII wydziale karnym sądu Okręgowego była rozpatrywana z oskarżenia p. Wł. Studnickiego sprawa przeciw redaktorowi Gazety Porannej, p. dr Przemysławowi Mączewskiemu o zniesławienie w druku. W roku ubiegłym zamieściła Gazeta Poranna notatkę, w której zarzuciła p. Studnickiemu delatorstwo.
Rozprawom przewodniczył sędzia Gumiński w asystencji ławników Dobrzańskiego i Messinga. Składali zeznania ze strony oskarżonego: p. A. Nawratilowa i pp. H. Wąsowicz, St. Staniszewski, L. Goldstand, ze strony oskarżyciela pp.: Chełmicki, Kryszkiewicz, Pomorski i Bystrzanowski.
Ponadto odczytano szereg dowodów rzeczowych ze strony oskarżonego którego obrońcą był mecenas St. Kijeński. Ze strony p. Studnickiego występował pomocnik adwokata przys. p. Ewert. Po ożywionych debatach i bardzo interesujących zeznaniach świadków sąd ogłosił wyrok, uniewinniający w zupełności red. Mączewskiego z 1 części art. 537 kodeksu karnego, czyli że uznał, iż ogłoszona  przez Gazetą Poranną notatka, dotycząca delatorstwa Wł. Studnickiego jest obiektywnie prawdziwa.
Nader interesujące szczegóły z wczorajszych rozpraw podamy jutro. (1919)

2.
 
Sprawa o której wczoraj podaliśmy krótką notatkę, obfitowała w bardzo charakterystyczne momenty.
Jak czytelnikom naszym wiadomo, przed rokiem ukazał się w Gazecie Porannej artykulik następującej treści:  "Niedawno ukazał się numer nowego pisma p. t. Naród a państwo wydawanego przez znanego współpracownika Godziny i Gońca Władysława Studnickiego. Jak niewybrednym w dobieraniu środków polemicznych jest Studnicki, świadczy jego apel, domagający się śledztwa przeciw ministrowi Staniszewskiemu, za jego mowę do legjonistów w Szczypiornie. Stare nałogi nie opuszczają współpracownika Godziny i Gońca  oraz autora osławionych delatorskich memorjałów. Lecz przyjdzie czas dokładnych obrachunków z delatorem".
P. Studnicki zaskarżył redaktora naszego pisma p. Przemysława Mączewskiego o zniesławienie w druku. Po odczytaniu skargi, p. Studnicki w długiej przemowie opowiadał o swych zasługach dla ojczyzny i skarżył się, że opinia, wydana o nim przez Gazetą Poranną, uniemożliwia mu dalszą karjerę polityczną.
P. Studnicki ani myśli o polubownem załatwieniu sprawy i żąda surowego ukarania redaktora Mączewskiego.
Nastąpiło zbadanie dostarczonych przez oskarżonego dokumentów i świadków, wezwanych przez obie strony. Oskarżony przedstawił trzy memorjały Studnickiego. W jednym z nich, podpisanym w imieniu Klubu Państwowców przez Studnickiego i KrzyżkieWicza, jest doniesienie do władz niemieckich przeciw członkom Rady miejskiej w Zawierciu i sędziemu gminnemu p. I.[gnacemu] Maciejewskiemu. Doniesienie ma wybitny charakter polityczny. (Dokument ten był ogłoszony w Nr 24 Gazety Warszawskiej z d. 25 stycznia 1919 r.). Drugi memoriał, ogłoszony w Nr 46 Głosu Narodu 1919 r., jest politycznem oskarżeniem kilku polityków galicyjskich, którzy, zdaniem Studnickiego, powinni być rozstrzelani lub uwięzieni przez władze austrjackie. Dokument ten został dostarczony przez N. K. N. na użytek sądu wojennego.
Trzeci dokument jest memorjałem Studnickiego, dotyczącym stosunków politycznych w okupacji niemieckiej, w którym autor daje szereg rad, jak ze społeczeństwem polskim i prasą polską należy postępować, aby ją skłonić do prawomyślności. Ani Studnicki, ani jego adwokat nie usiłowali zaprzeczyć autentyczności tych memorjałów a świadek oskarżyciela p. Krzyżkiewicz potwierdził w całej pełni autentyczność doniesienia dotyczącego Zawiercia, tłomacząc się, że tak on, jak i Studnicki działali z pobudek patrjotycznych. Nastąpiło przesłuchanie dalszych świadków. Pp. H. Wąsowicz i St. Staniszewski zeznawali zgodnie co do sprawy rejenta Żochowskiego z Rypina.
Przed dwoma laty zgłosił się do tegoż p. Żochowskiego obywatel ziemski a wówczas przyjaciel Studnickiego, p. Chełmicki w charakterze interesanta. Lecz p. Żochowski odmówił sporządzenia aktu ze względów formalnych. P. Chełmicki, uznał tę odmowę za objaw niechęci, wynikającej z odmienności przekonań politycznych. (P. Chełmicki był wówczas gorliwym aktywistą).
Przy widzeniu się ze Studnickim w Warszawie, skarżył się p. Ch. na rejenta Żochowskiego. Wówczas Studnicki na własną rękę postanowił "dać nauczkę" p. Żochowskiemu, którego nawet osobiście nie znał. Nauczka dała się niebawem odczuć, gdyż władze niemieckie wszczęły przeciw rejentowi śledztwo, o charakterze politycznym. Fakt ten rzucił wśród miejscowych obywateli podejrzenie na p. Chełmickiego, jako sprawcę tych dochodzeń. Przyszło do sądu honorowego, na którym okazało się dowodnie, że istotnym winowajcą był Studnicki. Wielce kompromitujący w tym względzie list Studnickiego został przedstawiony onegdaj przez świadka p. Chełmickiego.
Świadek St. Staniszewski zeznawał nadto w sprawie swej mowy do uwięzionych legjonistów w Szczypiornie, gdy ich odwiedzał, jako minister. Jak wiadomo, Studnicki żądał za tę nielojalną wobec władz niemieckich mowę wdrożenia śledztwa przeciw p. Staniszewskiemu.
Tak p. Studnicki jak i jego obrońca, adwokat Ewert tłomaczyli postępowanie względem rejenta Ż. i p. Staniszewskiego — obowiązkiem patrjotycznym (!) p. Studnickiego.
Najciekawszym jednak momentem rozprawy były zeznania pani A.[leksandry] Nawratilowej. Przed 2 laty jako nauczycielka języka niemieckiego, załatwiała Studnickiemu, jako zwykłemu interesantowi, niektóre tłomaczenia jego prac i listów z języka polskiego na niemiecki, albo poprawiała tylko ich wadliwy styl. Otóż w r. 1916 prosił ją Studnicki o poprawienie listu do władz niemieckich, w którym domagał się poraz wtóry wypuszczenia z obozu jeńców jakichś dwóch publicystów, w istocie przychylnych Niemcom , a natomiast proponuje wystąpienie tychże władz przeciw redaktorowi "Gazety Porannej" i "Przeglądu Porannego" jako ludziom przeciwnym polityce okupantów.
P. Nawratilowa przez długi czas wstrzymywała się z tem zeznaniem z obawy przed zemstą, lecz gdy Niemcy wyszli z Polski, obowiązek i sumienie nakazały jej wyjawić całą prawdę.
Zeznanie to wyprowadziło p. Studnickiego z równowagi. Zwrócił się przeciw świadkowi w sposób ostry i niewłaściwy, za co upomniał go surowo sędzia Gumiński. Wówczas pani N. powiedziała z naciskiem: "Tak, uważałam Studnickiego i uważam za denuncjanta!"
Adwokat Ewert w długiem i patetycznem przemówieniu, wśród żywych i szerokich gestów, powołując się na szereg pisarzów rzymskich i najsławnieiszych prawników, starał się określić znaczenie wyrazu "delator", poczem przedstawił p. Studnickiego jako wzór patrjotyzmu. P. Studnicki również mówił o swem posłannictwie w polityce narodowej.
Obrońca oskarżonego adwokat St. Kijeńśki wyłączył ze swego przemówienia jaknajskrupulatniej momenty polityczne, gdyż chodzi właściwie tylko o to, czy Studnicki popełniał czyny delatorskie czy nie? Zasługi narodowe ich sprawcy osądzi najlepiej przyszłość.
Przeciwstawiając patosowi i błyszczącej erudycji młodego rzecznika oskarżyciela - wytrawny spokój, stwierdził p. Kijeński na podstawie słownika Karłowicza, że "delator" znaczy donosiciel, denuncjant, albo szpieg.
Rozprawa wykazała, że fakty stwierdzone były "denuncjacjami" dlatego też prosi o uniewinnienie oskarżonego. Jak wiadomo sąd redaktora Mączewskiego uniewinnił. Po przeczytaniu wyroku, p. Studnicki zapowiedział, że będzie apelował. (1919)

3.

Gazeta Poranna w Nr. z dnia 13 stycznia 1918 r. umieściła notatkę następującej treści: "Niedawno ukazał się numer pisma p. t. Naród a państwo, wydawanego przez znanego współpracownika Godziny i Gońca, Władysława Studnickiego. Jak niewybrednym w dobieraniu środków polemicznych jest Studnicki, świadczy jego apel, domagający się śledztwa przeciw ministrowi Staniszewskiemu za jego mowę do legjonistów w Szczypiornie. Stare nałogi nie opuszczają współpracownika Gońca i Godziny, oraz autora osławionych delatorskich memorjalów. Lecz przyjdzie czas dokładnych porachunków z delatorem."
Studnicki zaskarżył ówczesnego redaktora Gazety Porannej, dr. Przemysława Mączewskiego do sądu okręgowego o potwarz i zniewagę w druku, przytaczając, iż dopuszczono się kłamliwie najcięższej zniewagi, jaką można dotknąć polaka.
Sąd okręgowy, po wysłuchaniu świadków stron obu i po rozpoznaniu dokumentów, mieszczących odpisy, składanych przez Studnickiego władzom okupacyjnym niemieckim memorjałów, uznał, że S. istotnie okazał działalność delatorską, że Gazeta Poranna wydrukowała okoliczności prawdziwe i red. Mączewskiego z zarzutu potwarzy i zniewagi uniewinnił.
Studnicki w obszernej skardze apelacyjnej żądał ponownego zbadania świadka Niawratilowej i nowych świadków.
Sąd apelacyjny w Warszawie na ponownej rozprawie wysłuchał zeznań świadków: Nawratilowej, b. redaktora Gońca Makowieckiego i b. sekretarza Studnickiego, Kurzenieckiego, poczem udzielił głosu oskarżycielowi Studnickiemu i obrońcom.
Sąd II instancji ogłosił wyrok, którego mocą apelację Studnickiego pozostawił bez skutku i wyrok sądu okręgowego, uniewinniający redaktora M. zatwierdził. (1920)

4.

Długi proces prasowo - polityczny, którego początek sięga jeszcze czasów okupacji niemieckiej, dobiegł do końca. Przypominamy genezę i przebieg sprawy:
W roku 1918 ogłosiła warszawska "Gazeta Poranna" artykuł, w którym znany aktywista i germanofil p. Władysław Studnicki został nazwany "delatorem" (denuncjantem). P. Studnicki wytoczył ówczesnemu redaktorowi "Gazety Porannej" p. Przemysłałowi Mączewskiemu proces o zniesławienie w druku. Pierwsza rozprawa odbyła się w warszawskim sądzie okręgowym w kwietniu 1919 r. Obrońca oskarżonego mecenas St. Kijeński przedstawił szereg dowodów stwierdzających zarzut delatorstwa.
Przytaczamy najważniejsze:
1) Podczas okupacji wysłał Wł. Studnicki do władz niemieckich memorjał z własnym podpisem, denuncjujący nieprawomyślność polityczną członków Rady miejskiej w Zawierciu oraz tamtejszego sędziego gminnego p. J. Maciejowskiego;
(memorjał ten ogłosiła „Gazeta Warszawska" w nr. 24 w r. 1919).
2) W czasie wojny Wł. Studnicki ułożył memorjał, oskarżający kilku polityków galicyjskich, jako nieprawomyślnych wobec władz austrjackich, przyczem wyrażał opinję, że należy niektórych z nich uwięzić lub rozstrzelać. Dokument ten dostarczony N.K.N-owi miał być przeznaczony na użytek sądu wojennego.
3) Wł. Studnicki złożył najwyższym władzom niemieckim w Warszawie memorjał, w którym między innemi, podaje radę zmuszenia [polskich] opozycyjnych gazet do uległości wobec polityki niemieckiej.
4) Gdy rejent Żochowski z Ryprina nie załatwił pewnych formalności jednemu z przyjaciół Studnickiego, tenże Wł. Studnicki spowodował śledztwo władz niemieckich przeciw Żochowskiemu o charakterze politycznym .
5) W r. 1916 zaproponował Wł. Studnicki pani A. Nawratilowej, nauczycielce języka niemieckiego,- aby mu poprawiła stylistycznie pismo do władz niemieckich, domagające się uwolnienia z obozu jeńców dwóch publicystów przekonań aktywistycznych, uwięzionych wskutek nieporozumienia, a wymieniające natomiast redaktorów "Gazety Porannej" i "Przeglądu Porannego", jako zasługujących na uwięzienie.
Sąd okręgowy uznał powyższe dowody za prawdziwe, stwierdzając zarzut delatorstwa i uniewinniając redaktora P. Mączewskiego. Studnicki apelował, jednak sąd apelacyjny potwierdził w całej rozciągłości wyrok pierwszej instancji.
Wówczas Studnicki odniósł się do Sądu Najwyższego. Rozprawie przewodniczył prezes Fr. Nowodworski. Jako sędziowie zasiedli pp. E. St. Rappaport i Wł. Szyszkowski w obecności podprokuratora St. Wituńskiego
Po zreferowaniu skargi przez sędziego Szyszkowskiego zabrał głos obrońca oskarżonego pan mecenas St. Kijeński i oświadczył, że skarga Wł. Studnickiego jest pozbawiona wszelkich podstaw prawnych, że wyrok sądu apelacyjnego jest zupełnie zasadny i zgodny z wymogami ustawy, że stanowczo i ściśle udowadnia delatorstwo Wł. Studnickiego i w konsekwencji zupełnie zasadnie uniewinnia red. Mączewskiego z zarzutu zniesławienia Wł. Studnickiego. "Wł. Studnicki nie może się odwoływać w tym wypadku do opieki Sądu, skoro był delatorem rodaków przed obcą i wrogą władzą państwową". W końcu wnosi obrońca o odrzucenie skargi Wł. Studnickiego. Podprokurator Wituński przyłączył się do wniosków obrońcy i poparł je.
Sąd Najwyższy po naradzie skargę kasacyjną Wł. Studnickiego oddalił i skazał go na koszty sądowe.
Konsekwencją tego wyroku jest ostateczne stwierdzenie delatorstwa p. Władysława Studnickiego. (1921)

--------


"Memoriał I"

Klub państwowców polskich w Warszawie—Biuro Wydziału Wykonawczego. Akty Będzin Komunalwesan I,II. Nr I B. 7159/17

Dnia 9 lutego 1917 r.
Przedstawiając podanie grona obywateli m. Zawiercia, należących do 4-ej kurji wyborczej, w sprawie anulowania wyborów do Rady Miejskiej, Klub Państwowców Polskich przyłącza się do powyższej prośby, dodając ponadto do podanych motywów, że bardzo nieznaczna część ludności m. Zawiercia zapisała się na listy wyborcze: ogółem 1829 osób na 30,000 mieszkańców. Ponadto zaznaczamy, że nieuwzględnienie listy Ogólnego Komitetu Wyborczego, na której zamieszczeni są również przedstawiciele oddziału naszego Klubu w Zawierciu, umożliwiło rusofilsko-endeckiej liście przejście bez głosowania. Wskutek powyżej podanych okoliczności Rada Miejska w Zawierciu opanowana jest obecnie przez narodowych-demokratów, sjonistów i socjal-demokratów, pozostając bez nadzoru elementów aktywistycznych, co Radę Miejską czyni niebezpieczną i czyni koniecznem jej rozwiązanie.
Przedstawiciele wielkiego przemysłu w Zawierciu są pasywistycznie nastrojeni, Komitet Obywatelski powstający jeszcze w Rosji hołdował również kierunkowi pasywistycznemu; pod wpływem Komitetu pozostawały wszystkie stanowiska sądowe, zniesione przez władze niemieckie, jak również stanowiska społeczne; wszystkie one służą interesom pasywistycznym w sensie moskalofilskim. Pomiędzy wyborcami czwartej kurji wyborczej znajdowała się większość stronników naszego kierunku budowy Państwa Polskiego przy pomocy państw centralnych oraz natychmiastowego utworzenia armji polskiej. Reforma wyborcza, któraby kurji 4-ej zapewniła większą liczbę mandatów, byłaby b. pożądana.
Również potrzebne jest obsadzenie tamtejszych wybitnych stanowisk przez ludzi naszego kierunku. Przedewszystkiem powołać należy odpowiednią osobę na stanowisko burmistrza, od którego w znacznej mierze zależy wynik zarówno werbunku jak i przymusowej rekrutacji żołnierzy. Taką osobą jest właśnie członek naszego Klubu, zastępca przewodniczącego naszego oddziału w Zawierciu, p. Eugeniusz Januszewski, który już prowadził werbunek do legjonów polskich, za którego zdolności, poradność i zdolność do czynu ręczymy i o zamianowanie go prosimy.
Ze stanowiska sędziego gminnego winien być usunięty Ignacy Maciejowski, urzędnik fabryki Towarzystwa Akcyjnego Zawiercie, ponieważ był rusofilem i pozostaje pod wpływem adwokata Bronisława Zakrzewskiego, który za swoje przekonania moskalofilskie był już w Niemczech internowany. Wymieniony sędzia gminny jest otoczony również nieodpowiednimi ławnikami, nastrojonymi bardzo moskalofilsko.
Na jego miejsce proponujemy na sędziego gminnego p. Jana Metznera, fabrykanta i właściciela domu, mieszkającego od 30 lat w Zawierciu; cieszy się on ogólnym szacunkiem. Na miejsce dotychczasowych ławników sądowych proponujemy pp.: Bronisława Grabiańskiego, członka naszego Klubu, Andrzeja Domagałę, właściciela domu, Adolfa Peltynę, inżyniera chemika i robotników Adama Myszkowskiego i Kluszczyńskiego.
Prezes Klubu Państwowców Polskich
(—) Władysław Studnicki.
Sekretarz:
(—) B. Krzyżkiewicz.

----------

"Memoriał II"

"Jak urabiano opinję o polskiem "rusofilstwie"

"... Z innych dokumentów w tej sprawie zamieszczamy z akt sądowych raport Władysława Studnickiego, przesłany przez tegoż N.K.N., a stamtąd udzielony sądowi polowemu.
Podajemy go w wyjątkach:
Często przebywający w Mszanie [Tadeusz] Cieński oraz hr. [Aleksander] Skarbek pracowali dla rozbicia Legionów. Cieński wbrew uchwale Sekcyi zachodniej N.K.N. wspólnie z szefem Departamentu Wojskowego hr. Skarbkiem ogłosił, iż dają 3 dni do namysłu w sprawie przyjęcia przysięgi. Ten czas do namysłu zamiast zakomunikowania uchwały N.K.N. domagającej się przysięgi, stworzył moment masowej dezercyi. Rozbić Legiony pod patryotycznymi pozorami, nie przyjąć przysięgi, aby w razie czego módz prowadzić ludzi do zaboru rosyjskiego było planem Grabskiego, który o zamierzonej demobilizacyi zwierzył się Mokołowskiemu.

W razie wyparcia Rosyan ze Lwowa, Grabski winien być za zdradę stanu rozstrzelany. Cieński, Skarbek i [Stefan] Pasławski (w tym czasie dowódca batallionu 3 pp. ciężko ranny pod Mołotkowem; obecnie pułkownik, dowódca grupy na froncie białoruskim - przyp. Red.) niezwłocznie internowani do Tyrolu pod ścisły dozór aż do końca wojny.
Udowodnione jest, że Pasławski zdemobilizował Bartoszowców. Stroński, przyjaciel polityczny Dmowskiego, mówił mi, iż nie solidaryzuje się z akcyą Pasławskiego.
[Stanisław] Biega i [Karol] Wierczak niezłwocznie wydaleni z intendentury, gdzie czynili obstrukcyę i postępowali systematycznie w celu rozwalenia Legionów, oraz ze względu na propagandę moskalofilską rozkładową w Legionie ze względu na to, iż poszlaki przeciwko nim zwiększą ich uprzednią działalność panslawistyczną, winni być niezwłocznie osadzeni w Ołomłuńcu w twierdzy.
Do dezercyi oficerów przyczynił się dużo Namiestnik [Witold] Korytowski, ogłaszając iż pozostający w Legionach podczas wojny urzędnicy będą pozbawieni pensyi. Otóż urzędnicy austryaccy, którzy opuścili Galicyę wschodnią wskutek wkroczenia wojsk rosyjskich, pobierają pensyę, choć nie pełnią urzędowania, pozbawienie więc pensyi byłoby tylko karą za należenie do Legionów.
To, co się obecnie dzieje leżało w planach Stanisława Grabskiego jeszcze na początku wojny. Mówił on Mokołowskiemu obecnie pozostającemu w Legionach i szczerze oddanemu sprawie walki z Rosyą, iż w razie gdyby Austrya nie przyjęła warunków, urządzimy demobilizacyę.
Grabski związany organizacyjnie z Dmowskim w Królestwie obecnie działającym zgodnie z departamentem policyi rosyjskiej oraz z rosyjskim generalnym sztabem, pozostającym w kontakcie z komendantem wojsk rosyjskich we Lwowie, ma przy formacyach w intendenturze Legionów dwóch swych agentów Wierczaka, byłego redaktora moskalofilskiego pisemka "Ojczyzna" i Biegę, propagatora w r. 1911 udziału "Sokołów" [w] manifestacyi panslawistów w Pradze oraz dawnego przeciwnika organizacyi militarnych.

***

Zagadkę wycofania się Władysława Studnickiego z działalności politycznej i z polityki realnej po odzyskaniu niepodległości przez Polskę uważam za rozwiązaną.

Dziękuję.

Lubię to! Skomentuj5 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale