57 obserwujących
1388 notek
1379k odsłon
204 odsłony

Rohrbach, rewolucja w Rosji, lebensraum srebensraum, uebermenschen uebersrenschen

Wykop Skomentuj




Paul Rohrbach, geopolityk, 1915:

Dopiero teraz poczuliśmy, co znaczy roczny przyrost Rosyi o trzy miliony ludzi, jakie następstwa dla nas wywołał fakt, że masa rosyjska w ciągu niespełna dwóch pokoleń ludzkich powiększyła się z 80 milionów na 170 milionów głów, i to na obszarze, który samej tylko roli posiada sześć razy tyle, ile wynosi powierzchnia całych Niemiec. Owe 170 milionów ludzi tworzą materyał, który ma doprowadzić do zniszczenia naszej całej przyszłości na Wschodzie do zdruzgotania Austro - Węgier, jako muru ochronnego dla Europy środkowej do zniszczenia Niemiec pod naporem Rosyi z jednej strony, a nieprzyjaciółmi ich z drugiej strony.

stała na stacji lokomotywa...
image


***


A to już styczeń 1933 roku:

Niemieccy politycy i ekonomiści patrzą w przyszłość z coraz większym niepokojem. Do niedawna jeszcze ze złośliwem zadowoleniem mówili o wyludnianiu się Francji, a dziś alarmują opinję, że jeszcze gorzej zaczyna być w Niemczech. Wszak w roku 1930 po raz pierwszy procent urodzeń we Francji (18.1 na tysiąc) był wyższy aniżeli w Niemczech (17.5). Od dwóch dziesiątków lat liczba urodzin we Francji utrzymuje się na tym samym poziomie, w Niemczech zaś od r. 1921 zaczyna spadać.
Jeśli idzie o przyrost naturalny w Niemczech t.j. o nadwyżkę urodzin nad zgonami, to jak wykazuje statystyka urzędowa, znaczny spadek przyrostu zaznacza się w latach powojennych. I tak w 1920 r. 10,7; 1921 - 11,3 (na tysiąc); 1922 - 8,6; 1923 - 7,1; 1924 - 8,2; 1925 - 8,8; 1926 - 7,9; 1927 - 6,4; 1928 - 7,0; 1929 - 5,3; 1930 - 6,4; 1931 - 4,8.
Spadek ilości urodzeń pociągnął za sobą niemałe zmiany w strukturze ludności Rzeszy Niemieckiej, która ma dziś o wiele więcej ludzi dorosłych, a za to o wiele mniej dzieci aniżeli było ich w czasach przedwojennych. W okresie lat 1910 do 1925 ludność w wieku ponad 15 lat wzrosła o około 8 miljonów, ilość dzieci zaś poniżej lat 15 spadła o 3 1/2 miljona.
W r. 1913 urodziło się w Niemczech 1 839 000 dzieci, w 1931 r. zaś 1 031 000.

Zmniejsza się z roku na rok w Niemczech ilość dzieci w miarę tego wzrasta liczba starców, t.j. osób liczących ponad 65 lat. Przed wojną było ich 2,9 miljonów, obecnie jest ich 4,1 miljonów, a jak przewidują statystycy niemieccy, ilość ich wzrastać będzie co dziesięć lat o okrągły miljon, aż w 1980 r. osiągnie maksimum, t.j. 9,5 miljona. Ilość dzieci natomiast, znacznie już mniejsza aniżeli przed wojną, będzie się zmniejszała. Im bardziej pokolenie przedwojenne zbliżać się będzie do naturalnej granicy wieku ludzkiego, tem bardziej wzrastać będzie ilość zgonów, by zrównać się wreszcie z ilością urodzeń, a w końcu ją nawet przewyższyć. Niemcy, jak alarmuje uczony statystyk  niemiecki, Burgdoerfer, stają się narodem starców.

imageimage
[Friedrich Burgdörfer (1860–1967), eugenik, m.in.: w 1936 roku "dokonał obliczeń liczby rekrutów, którzy będą dostępni w przyszłości. Porównał je z innymi krajami i ocenił, że w 1940 roku sytuacja w Rzeszy Niemieckiej będzie jeszcze korzystna na tle porównywanych krajów. Później sytuacja potoczyłaby się niekorzystnie dla imperium".]


Ze wzrostem ilości starców coraz bardziej wzrastać będzie liczba ludzi niezdolnych do pracy, których utrzymywać będzie musiała ludność pracująca. Bardzo poważnie odczują ten ciężar wszelkie ubezpieczainie. Spadek urodzeń pociągnie za sobą zmniejszenie się liczby małżeństw, co zaznaczy się znów we wszystkich dziedzinach życia. Około 1960 r. ustanie potrzeba wznoszenia nowych domów. O wiele wcześniej zniknie ze sal szkolnych przepełnienie i spadać zacznie liczba posad nauczycielskich.
Doniosłe te przemiany w strukturze ludności niemały będą mieć wpływ na wytwórczość i spożycie. Zmniejszenie się ilości dzieci pociągnie za sobą wzrost stopy życiowej, jak pewien ekonomista niemiecki okreśłił: "mniej zużywać się będzie kawy jęczmiennej, za to więcej wina, mniej ziemniaków, a więcej dywanów". Wzrost ilości starców odbije się również na psychice narodu. Młodzieży będzie coraz mniej, coraz bardziej więc ulegać będzie starcom. Dzieci, wyrastające wśród takiego zgrzybiałego społeczeństwa, będą przedwcześnie przemądrzałe. Nie mając rodzeństwa, nie przejdą przez taką szkołę życia jak ich rodzice. Otoczone zbyt troskliwą opieką, nie zahartują się odpowiednio do walki życiowej.
"Przyrost, czy spadek ludności - pisze, omawiając ten temat w ciekawej swej książce p. t. "Volkstod?" (Śmierć narodu) dr. R. Lotze - ma daleko idący i bardzo poważny wpływ na los państwa i narodu. W dziejach ludzkości naród, który wzrasta, zawsze usiłuje się rozprzestrzenić i jeśli inaczej nie można, zabiera ziemię słabszemu sąsiadowi. Gwałtowny rozrost narodu niemieckiego od czasów wojny w r. 1870/71 był może najważniejszą przyczyną wybuchu pożaru światowego.
Francja, która z obawą patrzyła na tak wielki przyrost ludności Niemiec, poszukała sojusznika w jeszcze bogatszej w dzieci Rosji".
"W miarę przyrostu ludności rośnie ilość zdolnych do broni - pisze Lotze, - a gdy dojdzie do wojny, zwycięża naród liczniejszy. Polska ma dziś większy przyrost absolutny ludności (w 1929 r. 15 % na tysiąc), aniżeli Niemcy (w 1929 r. 5,3 %), a za kilkadziesiąt lat będzie miała tyleż mężczyzn zdolnych do broni, ile my."
Istotnie, stosunek sił przesuwa się na naszą korzyść. Dwukrotna w chwili obecnej przewaga liczebna ludności Rzeszy nad ludnością państwa polskiego nie da się utrzymać. Burgdoerfer oblicza liczbę ludności, zdolnej do noszenia broni w poszczególnych państwach. W roku 1930 Niemcy miały 12 438 000 mężczyzn w wieku od 20 do 45 lat, Polska 5 222 000, Francja 6 977 000, czyli wspólne siły Polski i Francji byłyby cokolwiek niższe od sił niemieckich; w r. 1950 Niemcy będą liczyły mężczyzn w tym wieku 12 994 000, Polska 7 773 000, Francja 6 790 000, czyli sąsiedzi Niemiec uzyskają już przewagę 1 i pół miljona głów. Niepokoi to Niemców tem bardziej, że, jak pisze dr. Lotze, "walka dwu narodów może rozegrać się i w inny sposób, bezkrwawy i niemal niedostrzegalny. I bynajmniej nie naród kulturalniejszy lub silniejszy gospodarczo może wygrać. Zwycięzcą będzie naród, mający wyższą rozrodczość. Osadnicy niemieccy w rumuńskim Banacie są tu wymownym przykładem. Przed 200 laty osiedli tu nad granicą turecką i dzięki pilności oraz wyższości kulturalnej osiągnęli dobrobyt, a nawet bogactwo. Tworzą kwitnącą wyspę niemiecką wśród morza innojęzycznych. Od dłuższego jednak czasu spada ich rozrodczość i to coraz bardziej. I dlatego w wyspie niemieckiej są już wyłomy: ziemię wykupują Rumuni.
"Nie inaczej jak w Banacie mają się rzeczy na naszym Wschodzie. Już dziś mamy tam nie "naród bez ziemi", lecz "ziemie bez narodu". A Polska jest prawie już przeludniona. Ponad 70 mieszkańców na kilometr kwadr. - to za wiele na kraj o przeważającej drobnej własności rolnej. Na wschodzie Niemiec przeważa natomiast wielka własność rolna, wymagająca tanich rąk roboczych. Już przed wojną pracowało tu sporo robotników sezonowych z Polski. Wielu z nich osiadło w Niemczech. Im bardziej zmniejszać się będzie rozrodczość Niemców, tem większy będzie napływ Polaków. Po kilkudziesięciu latach wytworzą się podobne stosunki jak w Banacie. I w przyszłości prowincje wschodnie mogą stracić niemiecki charakter narodowy." Oto czego obawiają się Niemcy. (01.1933)

image

Wykop Skomentuj
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale