Marcin Kacprzak Marcin Kacprzak
90
BLOG

PZPN-owski Mordor (tekst dla cierpliwych)

Marcin Kacprzak Marcin Kacprzak Rozmaitości Obserwuj notkę 10

    Czasy bardzo się zmieniają - śpiewał coś o tym kiedyś Bob Dylan. Na przykładzie naszego kraju widać to bardzo dobrze. Od lat 60 - tych, 70 - tych wiele się zmieniło u nas. Jakby nie narzekać i marudzić widać to gołym, nieuzbrojonym okiem. Nawet takie instytucje jak ZUS, służba zdrowia czy inne urzędy państwowe, które długo by wymieniać, w powszechnej świadomości uznane są za relikty PRL-u potrzebujące bądź ostatecznego zawalenia i budowy czegoś nowego, bądź gruntownej, rewolucyjnej przemiany. PZPN -owi udawało się do niedawna być doskonale wtopionym w tło naszej codziennośći, egzustując sobie całkiem dostatnio i spokojnie mimo kilku "drobnych" turbulencji. Jednak przy Polskim Związku Piłki Nożnej, wspomniane wyżej instytucje jawią się niczym organizacje skautowskie. Postaram się to zaraz przybliżyć.

  PZPN to zazbrojony stalą beton nie poddający się żadnym siłom zewnętrznym, ani interwencjom boskim. W odróżnieniu od np. ZUS-u  PZPN jest obiektem niezniszczalnym. Mało tego - nie ma żadnych kompletnie mechanizmów aby dobrac się do tego wiekowego, otyłego cielska. Okopane jest owo cielsko, wśród mętnych przepisów, podczepione pod jeszcze większego kolosa ( FIFA ) i doskonale zakonserwowane w rosyjskim spirytusie. I w dodatku o niezwykle tajemniczej strukturze amorficznej, która niby jest ale jej nie ma - zwłaszcza gdy chce jej się zadać jakikolwiek cios.

    Po tym emocjonalnym i przegadanym nieco wstepie należy sobie zadać pytanie z pozoru banalne i nic nie wnoszące - czym jest PZPN ? Zadaje to pytanie gdyż dla wielu osób jest to niewiadoma sprawa. WIedza na temat tego czym jest PZPN to wiedza fascynująca z punktu widzenia socjologii, psychologii i ekonomii. Nie jest to  wbrew opinii wielu, państwowy urząd "od piłki nożnej", gdzie można ot tak sobie kogoś tam odwołać czy powołać na jakieś stanowisko. PZPN to nie również jego medialna twarz - np. Listkiewicz lub Lato, którzy paląc cygara i śmiejąc się demonicznie pociągają niecnie za wszelkie sznurki, ciągnąc nasz futbol w dół. Nie jest to też ani Pan Piechniczek, Greń, Koźminski czy tam kto inny. To wszystko to są to postacie, które mozna by nazwać roboczo "twarzami" czy "słupami". W gruncie rzeczy są to ludzie, których wpływ na rozwój wypadków jest znikomy, a ich próby sterowania tym cielskiem przypominają wiosłowanie na Titanicu. Oni są po to aby pilnować aby to cielsko nie wzbudzało podejrzeń i mogło nie niepokojone pruć toń morza światowego futbolu. Kto więc jest tym PZPN-em do stu krwi Panie Marcin_KK  zapyta ktoś wreszcie?

   Pamiętacie taki odcinek "Stawki większej niż życie" , w którym istniał oficer ss niejaki Wolf ? Ten Wolf to był nie kto inny tylko czterech oficerów których nazwiska zaczynały się od liter skłądających się na słowo Wolf. BYł wirtualnym ss-manem, który miał wziąść na siebie wszystkie przewiny tych czterech dżentelmenów i nigdy nie dać się złapać. Przecież nie da się złapać czegoś lub kogoś kto nie istnieje. Z naszym "kochanym" związkiem jest dokłądnie tak samo!

    PZPN to tak naprawdę "doły". PZPN jest szarańczą złożoną z poszczególnych związków wojewódzkich i ich delegatów, złączonych niczym owa szarańcza w jedną bezkształtną magmę o nazwie wiadomej. Możesz bić panie dzieju w PZPN jak w bęben i osiągniesz tyle co waliłbyś łbem w powietrze. Każdy robal tej szarańczy to oddzielny związek wojewódzki mający ogromną autonomię. Związki wojewódzkie nadzorują i organizują rozgrywki szczebla niższego ( np - III-cia czy IV liga). Ten mityczny PZPN czyli emanacja centralna tej szarańczy może związkom wojewódzkim naskoczyć. Bo ci wszyscy Panowie Heniowie, Kaziowie, Jureczkowie i inne pysie-rysie popijające mocne herbatki wśród zakurzonych boazerii gdzieś w "terenie" mają wpływ na to jak to ma się wszystko kręcić. CO może zrobić taki Listkiewicz ( nie usprawiedliwiam go oczywiście w żaden sposób ) jeśli cały jego zarząd czy jak to się tam nazywa jest wybrany przez delegatów. Delegaci przychodzą z dołu wybrani z mętnej zupy związków wojewódzkich. Jedna gęsta sięć powiązań spływająca w dół. My walczymy z PZPN-em a Jureczki i Kaziowie puszyści pewnie śmieją się w kułak.

   W tych związkach wojewódzkich siedzi cała sitwa pamiętająca jeszcze czasy  mundialu '74. Swoje zręby wykuwała już wtedy gdy po sukcesach Górskiego, gdy przyszedł trochę słabszy okres w grze kadry Panowie Jureczkowie wyrazali się przy szklaneczce czystej że trzeba (cytat ponoć autentyczny): "szczyścić starego". Tak się załatwiało sprawy wtedy. Ten świat teczek z baleronem, wódki w kubkach do kawy i spoconych koszul pod garniturami przetrwał niezachwiany do dziś. Dla tych Jureczków świat się nie zmienił. PZPN to my!

   Jeśli człowiek przyzwyczaił się, iż wszystko się zmienia, walą się mocarstwa i zmieniają układy gwiazd a nasz PZPN trwa niczym skała to co się dziwić zdziwieniu na ich twarzach gdy ktoś zasugeruje nawet delikatnie , że powinni zmienić sposób na życie. Ich nie można zrzucić ze stołków bo oni sami się już tymi stołkami stali. Zakamuflowani wierzchnim okryciem kadry narodowej i wypasionych sponsorów egzystuje ta koalicja Jureczków w powiatach niczym pączek w maśle.

   Zła wiadomość. Możecie na szefa PZPN-u wybrać nawet Barracka Obamę czy Jarosława Kaczyńskiego a nawet samego Dalajlamę. Takim mądrym ludziom jak wspomniani wystarczy parę dni żeby się zorientować gdzie trafili i z czym mają walczyć. Na miejsce jednej ściętej głowy PAna Jureczka wyrosną dwie nowe. Możecie zastapić jednego Pana Jureczka, dwóch, pięciu, stu... Tysięcy Panów Jureczków nie zastąpicie nigdy

Pozdrawiam optymistycznie.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (10)

Inne tematy w dziale Rozmaitości