Jakoś wyjątkowo nudny piłkarski weekend był. Nic w sumie ciekawego się nie zdarzyło - jedyny mecz na który ostrzyłem sobie apetyt - Marsylia vs. PSG nie odbył się ponieważ piłkarze z Paryżewa złapali świńską grypę. Szkoda. O tym co się działo w polskie Ekstraklapie ( jak mawia J. Tomaszewski ) nie warto wspominać. Przeciętna kopanina w Bytomiu uchodzi u nas za dobry mecz, a komentatorzy zachwycają się, że piłkarze biegali cały mecz..No comment.
Dwa wydarzenia tylko zapisały mi się w pamięci z tego weekendu - plus małe jedno ale o nim napiszę na końcu. Pierwsze to koncert orkiestry na piłkę i zespół w filharmonii Camp Nou. Barcelona potrafi zagrać piłkę, od której nie mozna oderwać wzroku. Futbol to romantyczny, gdzie nie ma praktycznie miejsca na sprinterskie popisy nakoksowanych atletów. Nie ma jeżdzenia na tyłkach wślizgami ani ( cytując naszych ligowych trenerów ) typowej meczowej walki. Jest radosć gry, brak schematyzmu, niezliczone wymiany piłek i wyjścia na pozycję. Barcelona to torreador, który bawi się z bykiem wkotka i myszkę, czasem pod publikę wykonujący jakiś zbędny acz efektowny manewr by po chwili z gracją przedwojennej damy wbić w owego byka pikę. Barcelona to szajka romantycznych poetów futbolu barwna w swoim zróżnicowaniu. Jest tam i zawadiaka (Seidou Keita), jest morderca o twarzy dziecka z papugą na ramieniu ( Messi ), jest waleczny romantyk ( Xavi ), jest i w końcu jak w Smurfach Wazniak ( Ibrahimović). Gwoli ścisłości Barcelona grała z Saragossą.
Drugie wydarzenie - Jeleń. Gdy go nie ma Auxerre gra tragicznie - gdy tylko się pojawia wszystko się odmienia. Gdyby jeszcze nie był taki kontuzjogenny. W meczu z Tuluzą strzelił dwa gole czym przypomniał się piłkarskiej Europie.
na koniec wydarzenie małe , mające wartosc lokalną. "Mój" Znicz przegrał w Łodzi z Widzewem. Nie byłoby w tym nic dziwnego bo Znicz ostatnio tylko przegrywa.Tylko dlaczego aż 7-0? Wstyd.



Komentarze
Pokaż komentarze (11)