Marcin Kacprzak Marcin Kacprzak
64
BLOG

Smuda Watch ( IV )

Marcin Kacprzak Marcin Kacprzak Rozmaitości Obserwuj notkę 39

   No i już..  Huknęło, zgrzytnęło, i zardzewiała maszyneria pod nazwa polska kadra narodowa ruszyła powoli z miejsca. Maszynista, niejaki Franz Smuda w końcu przestał nieustannie zachwycac się - "jak to fajnie pracować z kadrą"- udzielać wywiadów, i zapewniać nas jak to u niego wszyscy będą zapie...ać na boisku. W końcu musiał stanąć twarzą w twarz z wyzwaniem.

  No i polegliśmy.. Tak po prawdzie to się nawet tego spodziewałem - do sprawdzenia w poprzednim Smuda Watch - więc wynik specjalnie mnie nie zdziwił. Jak napisałem tez wcześniej, oczekiwałem może nie wspaniałego wyniku , ale bardziej jakiejś widocznej przemiany w mentalności zawodników. Czy to się udało?

   Najpierw o czynnikach zewnętrznych.  Bo nie wspomnieć się o nich nie da. Okoliczności tego meczu bowiem były dla debiutanta Franza wprost nieludzkie. Stadion Legii jest w tej chwili chyba bowiem, najbardziej nieprzyjaznym dla futbolu miejscem na mapie Polski. Rumuni uparli się jednak na to aby grac w Warszawie ze wzgledów komunikacyjno-logistycznych. No dobra, w sumie nie będę sie czepiał czy akurat to w ogóle był dobry przeciwnik na poczatek.. Zgodzilismy się. Tylko nie wiem czy nie lepiej juz byłoby grac np. na stadionie Polonii - nie wiem co prawda jak tam jest ze spełnieniem wszystkich obostrzeń FIFA.

    Wracam jednak do tej nieprzyjazności. Po pierwsze w tej chwili to nie jest stadion a budowa stadionu ze zrytą do bólu murawą. Do tego ta resztka trybun, która ocalała wypełnia się jedyną w swoim rodzaju publicznością. Choć nie wiem czy słowo publiczność nie powinno byc umieszczone w tym przypadku w cudzysłowiu. Sądząc po okresach ciszy przetykanych gromkimi "ITI -uciekaj" to dokładnie te same jednostki gościły wczoraj na meczu kadry, które bywają na meczach Legii. Nawet chyba -albo miałem omamy - znów przemycono to feralne "jeszcze jeden"..Brak słów. Po co Ci ludzie przychodza na mecz kadry? Po to aby demonstrowac w czasie kluczowego z wielu względów dla niej meczu swoje prywatne problemy tożsamościowe? Panowie -  nie czas i miejsce na to. Czy w takim anturażu da się grac porywająco? Niedawno Anna pisała o koniecznej dla wielkiej gry symbiozie trybun i piłkarzy, niezbędnej dla wielkiego piłkarskiego widowiska. To co widzielismy wczoraj to nie była symbioza a do bólu toksyczny związek, który uwiązałby nogi nawet graczom Barcelony..No comments

  Uwzględniwszy ten toksyczny kontekst okoliczności przyrody, i biorąc poprawkę na czas i miejsce mozna napisac parę zdań o grze i piłkarzach.

  Na pewno starali się. Pierwsze pierwsze 15-20 minut to przykład całkiem fajnego przesuwania się całej drużyny. Nasi gracze byli bardzo blisko siebie co skutecznie uniemozliwiało rozpędzenie się mającym całkiem spora ochote na gre Rumunom. Ta przytomna taktyka mogła się podobac. Pomijając wynikające ze stresu otoczeniem, i wylniałej murawy, kiksy jednych i drugich wygladało to całkiem ok. Udawało się sprawnie odbierać piłkę i próbowac wiązać jakieś ciekawe akcje. Widac juz było rekę Franza - nasi gracze próbowali z lepszym bądź gorszym skutkiem wymieniać szybkie , krótkie podania. Moim zdaniem sprawdził się wreszcie Obraniak, któremu zdarzało się podawać całkiem przytomne, bezpośrednie piłki na Jelenia. To jak ten je wykorzystywał to inna bajka- jeszcze do solidnej pracy, ale zaczyn jakis jest.

   W pierwszej połowie ciekawa równiez gra Kosowskiego, który znów zaprezentował nam swój dawno nie widziany w kadrze styl "pijanego mistrza". Widać u niego spora chęć do gry - myslę że ten pomysł z graczem APOEL-u należy kontynuować. Tylko właściwie jego nie zjadła trema. Reszta zaliczała mniejsze bądz wieksze wpadki. Lewandowski jak w większości meczów kadry - zagubiony, i niepewny. Dudka po okresie dobrej gry wrócił do starych nawyków, czyli podawania wszerz i do tyłu. Murawski, wracaj. Błaszczykowski kompletnie bez formy - kapeć kompletny. Nic mu nie wychodzi -ani dryblingi, ani podania, ani strzały. Co się stało z tym chłopakiem? Kuszczak tez nie byłby sobą gdyby nie dał klopsa. Na szczęście spadł na 4 łapy - ale nasi bramkarze mają gołym okiem problemy z mentalnością, bo talentu im nie brak. Żewłakow trzymał jakoś w ryzach obrone choć czasami tracił kontrolę nad towarzystwem z tylnego siedzenia. A to Kowalczyk spozniony przy Maricy, a to Kokoszka bawi się w Harlem Globetrotters we własnym polu karnym etc. Dopiero pod koniec meczu boczni obrońcy przypomnieli sobie że moga równiez grać ofensywnie. Reasumując za grę daję słabą trójkę ale trójkę.

  I temat na deser - Sławomir Peszko. To jak chłopak ten spalił się na boisku powinno być omawiane na zajęciach dla juniorów..Miał na rakiecie dwie piłki meczowe i dwa razy wyszły mu farfocle. Albo ktoś popracuje nad psychiką tego gościa albo nie warto go powoływac mimo sporego talentu jaki posiada..

  Nie dajmy się zwariować. Przegraliśmy, ale styl porażki jakiś diaboliczny nie był. To początek długotrwałego procesu. Franza zaczniemy rozliczać za jakieś pół roku - teraz możemy mu ejdynie współczuć okoliczności debiutu.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (39)

Inne tematy w dziale Rozmaitości