28 obserwujących
533 notki
168k odsłon
  394   0

Wywalić z gospodarki żydłackiego ducha

Polacy zaczną kochać Polskę za to, że zaspokoi ich aspiracje lepiej niż zagraniczna konkurencja. Dlatego najpierw trzeba włożyć etykę do prawa nie oglądając się na piękne homilie.

      Było to dawno, gdy jeszcze dyrektorowałem w Rzeszowskim Oddziale Towarzystwa Naukowego Organizacji i Kierownictwa. Organizowałem zakontraktowaną przez najwyższe władze państwowe konferencję. Może brzmieć to niewiarygodnie, ale tematyką była bardzo podobna do tej z 22 października „Pieniądz, praca, własność – od Staszica, poprzez Wieleżyńskiego, Zdziechowskiego i co dalej...”. Przypomniał to uczestniczący na naszej konferencji prof. Paweł Soroka. No może Zdziechowskiego nie musieliśmy przypominać, bo jego doktryna monetarna była doktryną obowiązującą – choć nikt o tym głośno nie mówił.

       Polskie przedsiębiorstwa pracowały źle. To, że w zasadzie nie były to przedsiębiorstwa, a „urzędy ds. produkcji” wiedzieli wszyscy i coś z tym trzeba było zrobić. Sytuacja pogarszała się, gdy do produkcji wchodziły roczniki coraz bardziej zdemoralizowane zachodnią propagandą. Problemem, który wtedy zaprzątał zatroskane umysły było „rozbicie solidarnego poczucia bezpieczeństwa w bylejakości”. Lekarstwa upatrywaliśmy w nadreńskim modelu demokracji przemysłowej. Nawet ówczesna władza łaskawym okiem spoglądała na te nasze poczynania.

       Jakimże zatem zdziwieniem było dla mnie wystąpienia jednego z dyrektorów jakiejś fabryki porcelany, który próbował nas skwitować słowami mnie więcej takimi „...co wy tu pieprzycie o jakieś współwłasności, o jakimś współzarządzaniu. My wiemy jak organizować produkcje i nie musicie nas pouczać: trzeba kupić dobre maszyny z Niemiec, dobry surowiec z Włoch, baby do siebie pousadzać dupami aby nie gadały, i robota pójdzie!..” Wiem, że była to później jedna z pierwszych fabryk, która splajtowała po przemianie ustrojowej. Marna to jednak satysfakcja.

       Od tamtych czasów nic się nie zmieniło. Polska gospodarka umiera na tayloryzm. Jeśli pracownicy przychodząc do pracy powinni pozostawiać rozum w szatni, bo rzekomo nie ma być im potrzebny (jak to zalecał Robert Taylor) to nie dziwmy się, że stanowimy końcową latarnię w dziedzinie tworzenia i komercjalizacji postępu technologicznego. Dla montowni, szrotu , hipermarketu, to może wystarczy. Jednak chyba – do cholery - mamy inne aspiracje.

       Problem zatem powraca i nie ma dla nas wątpliwości. Droga do „pracy z pasją” wiedzie poprzez współwłasność i współzarządzanie. Niektórzy twierdzą, że wystarczy jedynie etyka w biznesie. My twierdzimy inaczej: potrzebna jest etyka w prawie gospodarczym. Polski nie stać na to, aby marnowało się najważniejsze bogactwo: praca z pasją.

        Od chwili opublikowania „podpałki” myślowej prawa spółki właścicielsko-pracowniczej (tutaj...) wiele się w tym pierwotnym tekście zmieniło. Aktualną wersję można znaleźć (tutaj...) W komentarzach pod notką powstał spory galimatjas z niezrozumieniem różnicy pomiędzy udziałem w zysku a udziałem w aktywach. Postaramy się zatem ten problem wyjaśnić.

      Załóżmy, że oto odprawiliśmy na cmentarz ostatniego wyznawcę swawoli gospodarczej i zaczynamy stosować politykę gospodarczą w trosce o nasza bazę podatkową. Państwo ma pieniądze z emisji, bo akurat udało się odzyskać suwerenność nad NBP i chce tymi pieniędzmi wesprzeć gospodarkę. Mówi jednak tak:

  • pomożemy wam, jeśli przestaniecie traktować Polski jak obszar łowiecki a staniecie się świadomymi organizatorami życia gospodarczego. Doceniamy wasze talenty i wiemy, że powinniście zarabiać godnie. Jednak wprowadzamy granicę, za którą godny zarobek zamienia się w grabież. Uważamy, że zdrowa dysproporcja dochodów w przedsiębiorstwie to 1do 5. Wiemy, że nie jest dobre zarówno jej zmniejszanie jak i zwiększanie. Twardym państwowym prawem ustalamy, ze ta dysproporcja musi zawrzeć się w widełkach od 1-3 do 1-7.
  • pomożemy tylko przedsiębiorcom, którzy udowodnili, że potrafią organizować działalność w większej skali. Na początek mogłyby to być przedsiębiorstwa zatrudniające powyżej siedmiu pracowników lub mniejsze przedsiębiorstwa, zatrudniające powyżej trzech pracowników a powiązane w związki gospodarcze o integracji produktowej umowami ramowymi. W kolejnych latach te wymagania należałoby powiększać. Małe jest piękne, ale mało efektywne.

       Praktycznie dla przedsiębiorców oznaczałoby to przekształcenie formy prawnej przedsiębiorstwa w spółkę właścicielsko pracownicza. Spółkę w której każdy zatrudniony stawałby się współwłaścicielem z samego faktu podjęcia pracy. Jak już wielokrotnie na ten temat pisałem, ta współwłasność powstawałaby drogą kapitalizacji na imiennych kontach pracowniczych przyrostu aktywów. Aby to wyjaśnić prześledźmy proces jego wyliczania.

 

1. Stosowne organy (dwu ławowa rada nadzorcza):

  • negocjują i przyjmują dysproporcję łącznych dochodów.
  • dobierają parametry formuły dzielącej wynik finansowy na wzrost kapitału statutowego i pracowniczego majątku produkcyjnego.

2. Rachunkowość przedsiębiorstwa dostarcza danych o zakupach rzeczowych składników majątku finansowanych w ciężar kosztów operacyjnych, oraz o wielkości umorzenia (spadku wartości majątku na skutek zużycia technicznego i moralnego).

3. W ustawowym trybie przedsiębiorstwa przyjmują sprawozdanie finansowe (bilans i rachunek wyników, albo inne sprawozdania)

4. Kapitał właściciela nie świadczącego pracę (kapitał martwy) nie stanowi podstawy do żadnych dochodów poza dochodami z tytułu odsetek. Prawo będzie dopuszczało odsetki nie większe niż jeden punkt procentowy powyżej stopy inflacji.

Przyjrzyjmy się liczbom. Użyty do przeliczeń prosty arkusz kalkulacyjny możną ściągnąć stąd..

Wariant korzystny dla właściciela (na danych wziętych z sufitu ale prawdopodobnych)

Wariant korzystny dla pracowników

Pomiędzy tymi wariantami jest całe pole do negocjacji.

     I co? I w przedsiębiorstwie nie ubędzie ani jednej złotówki. PMP ciągle będzie pracował dla przedsiębiorstwa tak długo jak długo pracuje tam jego właściciel - pracobiorca. Firmy będą mogły dalej się rozwijać i dostaną takiego „kopa” że Japońce, Koreańce, i inne tam Chińczyki będą przecierały oczy ze zdumienia.

      Zasiądą do jednego stołu właściciele i współwłaściciele. Właściciele dadzą wizję i twardy zarząd. Pracownicy pasję. Dodatkowo, jeśli do tego dojdzie skromne 10 tys na pracownika rocznie z tytułu rozproszenia emisji, to po kilku latach nasze przedsiębiorstwa nie będą musiały sięgać po kredyt!

      Własciciele nie będą musieli otaczać swych siedzib murami i zasiekami z drutu kolczastego. Widmo wojny domowej zostanie zażegnane.

 

      Mnie jednak interesuje aspekt państwowotwórczy. Polacy zaczną kochać Polskę za to, że zaspokoi ich aspiracje lepiej niż zagraniczna konkurencja. Dlatego najpierw trzeba włożyć etykę do prawa nie oglądając się na piękne homilie.

Lubię to! Skomentuj Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale